Książkę napisała Janette Rallison, nosi tytuł "Taka sobie wróżka". Jest to historia 16-letniej Savanny, lubianej amerykańskiej nastolatki, która chodzi z najfajniejszym chłopakiem w szkole. Uwielbia zakupy i raczej nie w głowie jej nauka. Tuż przed szkolnym balem Hunter zrywa z nią dla starszej siostry, Jane. Savanna życzy sobie księcia z bajki, z którym mogłaby pójść na zabawę. Książę się nie zjawia - zamiast niego do dziewczyny przychodzi Chrissy - tytułowa "taka sobie" wróżka. Obarczono ją tym tytułem ze względu na słabe oceny, na tytuł "dobrej wróżki" jeszcze sobie nie zasłużyła. Stara się o niego, a pomoc Savannie jest doskonałą okazją do poprawy stopni. Chrissy obiecuje, że spełni trzy życzenia dziewczyny. Pozornie proste w budowie życzenia odwracają życie Savanny do góry nogami. Najpierw trafia ona do średniowiecznego świata Kopciuszka, który nie okazuje się taki, jaki został opisany w baśni Andersena, po wymówieniu kolejnego życzenia znajduje się w bajce o Śnieżce i siedmiu krasnoludkach. W trzeciej bajce losowo wybrany partner Savanny, Tristan, musi zostać księciem, aby możliwy był powrót do przyszłości. Mimo, że w baśniach wszystko kończyło się dobrze, tutaj jednak działo się odwrotnie - wydarzenia miały całkiem inny, łagodniejszy przebieg. Tristan musiał zaryzykować swoje życie, aby Savanna, Jane i Hunter mogli wrócić do XXI wieku.
W początkowych rozdziałach książka wydawała się być typową opowieścią o miłości nastolatków. Ku mojemu zaskoczeniu, akcja niesamowicie szybko się rozwinęła, a wątek miłosny nie był tym najważniejszym. Bohaterowie świetnie się dopełniają, ich osoby wydają się być bardzo sympatyczne i ciężko jest ich nie polubić. Akcja zwięzła, nie było momentu, kiedy coś się nie działo, występuje wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji. Jedyną wadą jest błąd w zamianie czasu ze "średniowiecznego" na współczesny. Ale to tylko mały, zauważalny tylko dla czepialskich, szczegół.
Książka mądra, ale też zabawna, napisana prostym językiem, łatwa w czytaniu. Każda nowa strona intrygowała do przeczytania kolejnej. Dzięki niej zrozumiałam, że nie należy oceniać książki po okładce, a w tym przypadku - tytule, który nie był zbyt zachęcający. Z niecierpliwością czekam na ekranizację, ponieważ ciekawi mnie, jak scenarzyści przedstawiliby scenerię średniowiecza i jak wyglądaliby bohaterowie, których wizerunek stworzyłam sobie we własnej wyobraźni podczas czytania. Polecam na zimowe, mroźne wieczory, powoduje, że na kilka godzin zapomina się o codzienności i problemach, a wraca do dzieciństwa, kiedy baśnie Andersena i marzenia o księciu z bajki były całym życiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz