Bez większego rozpisywania się, rozdział II, który przez kilka osób, jak się dowiedziałam, był bardzo wyczekiwany. Mam nadzieję, że nie zniechęci on nikogo do dalszego czytania :) W przyszłości postaram się częściej dodawać rozdziały, mam nadzieję, że "napływająca" wena pozwoli mi na to :)
Do usłyszenia!
Rozdział
drugi
Wakacje minęły, jak zawsze, w miarę
spokojnie i szybko. Kłopoty z komunikatorami sprawiły, że nie widziałam się z
Wiktorią całe dwa miesiące! Wyjechałam do Niemiec na trzy tygodnie, a stamtąd
rozmowy były niestety drogie i mama rzadko pozwalała mi do niej dzwonić. W
sierpniu mieszkałam u babci na wsi, ponieważ uwielbiam spędzać wakacje w
miejscach, gdzie jest cicho, gdzie można napawać się słońcem i czystym
powietrzem, spać pod namiotem i oglądać nocami czyste niebo pełne migających
gwiazd. Wieś to miejsce, gdzie mogę pójść do lasu, odizolować się od całego
świata i pomyśleć.
Bardzo
stęskniłam się za Wiktorią i kiedy na rozpoczęciu roku szkolnego ją zobaczyłam,
rzuciłam jej się w ramiona. Zawsze zazdrościłam jej pięknej i długotrwałej
opalenizny, ale nigdy o tym nie mówiłam. Tym razem była bardziej intensywna,
pewnie dlatego, że Wiki wyjechała do kuzynki, która mieszka w Hiszpanii, nad
Morzem Śródziemnym, gdzie słońce mocno świeci każdego dnia.
Rozmowom
i opowiadaniom wakacyjnych przygód nie było końca, dlatego nie kryłyśmy
rozczarowania i złości, kiedy nasz wróg, Kaśka, którą zwałam Ropuchą,
niegrzecznie nam przerwał.
-Jak
spędziłyście wakacje? - Nie zdążyłyśmy nawet otworzyć ust, a ona ciągnęła dalej.
- Założę się, że wszędzie razem. Wiecie, podziwiam was. Mi już dawno znudziłaby
się ta... ee... przyjaźń, czy jak wy to tam nazywacie. W ogóle do siebie nie
pasujecie, zupełnie jak ogień z deszczem. Dziwię wam się, że jeszcze nie
podskoczyłyście sobie do gardeł. Pewnie nie mówicie sobie wszystkiego. No, ale
czemu się nie odzywacie? Odcięli wam języki, czy jak? Wiecie, nie chciałabym
się z wami zaprzyjaźnić, bardzo nudziłoby mi się z takimi...
-Dosyć!
- niegrzecznym, ale stanowczym głosem przerwałam jej monolog. - Wiesz, że cię
nie lubimy, więc po co do nas podchodzisz? Myślisz, że przez to będziesz
fajniejsza? Żałosne. Ale wiesz, co? Nie zgadzam się, abyś w jakikolwiek sposób
ingerowała w naszą przyjaźń. Ja na to nie pozwolę!
Już
miałam zrobić coś, czego pewnie bym pożałowała, ale na szczęście Wiki mnie
powstrzymała.
Z
Ropuchą problemy były od zawsze. Ten swój charakterek odziedziczyła po mamusi,
to widać. Obrażała się o byle co. Skarżyła, a jak raz jej zagroziłam, popłakała
się i przez łzy zdołała wykrztusić tylko „przepraszam” i na tym się skończyło.
Kiedyś
poznała mnie ze swoją przyjaciółką. Tak się polubiłyśmy, że tamtą odstawiłyśmy
na bok. Od tego czasu nieustannie
próbuje nas poróżnić. Szkoda, że jeszcze nie zrozumiała, że nasza przyjaźń jest
tą na wieki...
Teraz
przechodziłyśmy obok dobrze znanych nam twarzy, witając je ciepłym uśmiechem i
z większością zamieniając kilka słów. Wreszcie znalazłyśmy gdzieś miejsca.
Usiadłyśmy i jedyne, co nam pozostało, to czekać na nudne przemówienie
Dyry-Satyry (tak właśnie mówiono na dyrektorkę za jej plecami. Dlaczego? Nie
wiadomo.)
-Witam
wszystkich po wakacjach – zaczęła. - Mam nadzieję, że wypoczęliście i jesteście
gotowi na dziesięć miesięcy miłej nauki - dał się słyszeć pomruk
niezadowolenia. -Na wstępie chciałabym powitać...
Dalej
nie słuchałam. Nie obchodziło mnie to. Powiodłam wzrokiem po całej społeczności
i zatrzymałam się na nim, przystojnym i wysportowanym Kubie z klasy. W
eleganckim stroju wyglądał ciekawie i pociągająco, a kiedy się na niego
patrzyło, można było poczuć przyjemny dreszczyk - w każdym razie ja osobiście
takiego doświadczyłam. Jednak wolę wersję „na luzie” - taką z koszulą w kratkę,
niegrzecznie odsłaniającą kawałek ciała, dżinsami i lekko nastroszoną fryzurą.
"Tej jesieni jest jakiś inny, ale pozytywnie", pomyślałam.
Błysk w oku, który zauważyłam po dobrej minucie, sprawił, że z mojej twarzy zniknął uśmiech. Gdzieś przeczytałam, że tak rozpoznaje się osobę zakochaną. A więc wszelkie moje nadzieje zostały pogrzebane. W głowie miałam milion myśli na sekundę. Chciałam wyjść, ale co powiem Wiktorii? Ona jeszcze nie wie o cichym uczuciu do Kuby.
"Tej jesieni jest jakiś inny, ale pozytywnie", pomyślałam.
Błysk w oku, który zauważyłam po dobrej minucie, sprawił, że z mojej twarzy zniknął uśmiech. Gdzieś przeczytałam, że tak rozpoznaje się osobę zakochaną. A więc wszelkie moje nadzieje zostały pogrzebane. W głowie miałam milion myśli na sekundę. Chciałam wyjść, ale co powiem Wiktorii? Ona jeszcze nie wie o cichym uczuciu do Kuby.
Próbowałam
się opanować i uspokoić, ale dopiero teraz zauważyłam JEGO wzrok wbity w moją
twarz. Pewnie miałam głupią minę, bo z czegoś się cieszył. Leniwie się do niego
uśmiechnęłam i odwróciłam głowę.
-No.
Nareszcie skończyła nawijać. - Wiktoria sprawiała wrażenie zadowolonej z końca
początku. - Myślałam, że nigdy nie skończy. W życiu nie słyszałam większych
bzdur.
-Mówiła
coś ciekawego? Czy tylko: bla, bla, bla? - spytałam od niechcenia.
-Tak,
jeżeli do rzeczy ciekawych zaliczysz ględzenie o regulaminie, systematycznej nauce
i innych tego typu sprawkach - westchnęła.
-Czyli
nic mnie nie ominęło.
-Co
masz na myśli? - zapytała z lekką ironią w głosie.
-Eh,
nieważne. Potem ci opowiem - spojrzałam na nią nieco zawstydzona.
Przed
oczami stanęła mi sytuacja sprzed kilku chwil.
-No,
dobra - wyglądała na rozczarowaną. - Trzymam cię za słowo. To jak, pizza?
-Kochana,
jak ty mnie znasz! Ale od dłuższego czasu jestem na diecie, przez wakacje
trochę przytyłam. Uprawianie sportu w niczym nie pomaga.
Moja
przyjaciółka jest chuda jak patyczak, dlatego nie rozumie, co to znaczy mieć
kilka kilogramów nadwagi.
-To
może chociaż sok pomarańczowy? - kusiła mnie dalej. - Denerwują mnie te twoje
kompleksy. Daj sobie z tym już spokój.
-Kiedy
nie mogę! To mnie dręczy! Ale nieważne. Chodźmy.
Po
drodze Wiktoria cały czas patrzyła na mnie z zaciekawieniem. Przez chwilę
pomyślałam sobie, że domyśla się, o co chodzi. Ale przecież nigdy jej o tym nie
mówiłam. Przez dziesięć minut szłyśmy chodnikiem, rozmawiając o wakacyjnych
przygodach. Okazało się, że Wiki znalazła sobie chłopaka. Jakie to romantyczne!
Poznali
się zupełnie przypadkiem, kiedy Wiktoria była na zakupach w sklepie
samoobsługowym. Brała wszystko, co miała na liście, którą dała jej mama,
ponieważ miały tego wieczoru zaprosić znajomych i urządzić grilla na małej
działce. Nagle okazało się, że półka z czipsami była za wysoko jak dla niej i
nie było nikogo w pobliżu, kto mógłby jej pomóc. Nagle ni stąd, ni zowąd,
pojawił się Maciek. Zapytał, czego potrzebuje, podał jej i przedstawił się.
Przez chwilę na nią patrzył z szerokim uśmiechem, potem zrobił jej zdjęcie
telefonem i wymienili się numerami.
Zapraszał Wiktorię na
długie wieczorne spacery, dzwonił i niby przypadkiem, przez pomyłkę, kilka razy
w tygodniu przechodził obok jej domu. W końcu zaprosił ją nad staw, do parku i
odważył się na wyczekiwane przez nią pytanie: „Chcesz być ze mną?”.
Czy
mogła odmówić? Skąd! Maciek był wręcz aniołem, zawsze pomagał Wiktorii i jej
mamie, gdy nie mogła sobie z czymś poradzić, a taty nie było w pobliżu. W tym
dniu był ubrany bardziej elegancko, nawet kupił czerwoną różę. Dziewczyna z
radością się zgodziła, bo czuła, że jest między nimi chemia. Przyjęła różę i -
nie zauważyła kiedy - poczuła jego usta na swoich.
-To
był mój pierwszy prawdziwy pocałunek z chłopakiem! I wiesz? Nigdy go nie
zapomnę! - opowiadała z żyłką podniecenia. - Potem spojrzał mi głęboko w oczy i
się uśmiechnął. To był...
W
tym momencie, jak na rozkaz, przestałam słuchać przyjaciółki i w głowie po raz
kolejny miałam tą scenę. Nieskazitelnie śliczny chłopak, patrzący w moje oczy.
Nie chciałabym widzieć swojej miny, gdy to zauważyłam.
Poczułam
się strasznie głupio, że nie umiem wyrazić swoich uczuć, że nie jestem w stanie
powiedzieć Kubie, że jestem w nim szaleńczo zakochana.
-Edzia...
Edzia!!! - przyjaciółka niemal krzyczała. - Co się z tobą dzieje? Jesteś jakaś
dziwna i zbladłaś. Wszystko w porządku?
-Tak,
jasne. Zamyśliłam się trochę. Przepraszam. Więc od kiedy jesteście razem?
Spojrzała
na mnie badawczym wzrokiem, ale zaraz uśmiechnęła się i odpowiedziała:
-Pięć
tygodni, cztery dni... - uniosła rękę z zegarkiem - dwadzieścia dwie godziny i...
- odczekała kilka sekund - cztery minuty.
-Wspaniale!
Nie wiedziałam, że dokładnie liczysz.
-Normalnie
pewnie bym nie liczyła, ale Maciek jest dla mnie kimś wyjątkowym. Kochamy się i
nie traktujemy naszego związku jak wakacyjną przygodę.
-Rozumiem
- dodałam z nutką zazdrości.
Ta
to ma szczęście. Spotkała wspaniałego chłopaka, który nieba by jej uchylił,
byle była szczęśliwa.
Doszłyśmy
do pobliskiego baru. Zamówiłam sok dla siebie i pizzę z podwójnym serem i
pieczarkami dla Wiktorii.
-Więc...?
- zaczęła zdanie, kiedy już usiadłyśmy przy stoliku.
-Więc,
co? - domyślałam się, o co chodzi, ale chciałam mieć więcej czasu na znalezienie
dobrych słów.
-No,
miałaś mi powiedzieć, co jest grane. Pamiętasz?
-Ach,
tak, pamiętam. Przepraszam.
-Więc?
- powtórzyła pytanie.
-Wiesz,
długo zastanawiałam się, czy ci o tym powiedzieć. Ale i tak byś się o tym w
końcu dowiedziała. Tylko proszę, nikomu o tym nie mów, pod żadnym pozorem.
Kiwnęła
głową. Jako najlepsza przyjaciółka potrafiła dotrzymać tajemnicy, jednak jeśli
chodziło o zwykłych znajomych, często zdarzało jej się ujawnić jakiś sekret.
Jestem osobą bardzo nieufną, ale wiedziałam, że na nią mogę zawsze liczyć.
-Kurczę,
nie wiem od czego zacząć...
-Najlepiej
od początku - uśmiechnęła się Wiki.
-Dobrze
- byłam trochę stremowana, w końcu pierwszy raz mówiłam swojej przyjaciółce o
tym, że ktoś mi się podoba.
-Chodzi
o chłopaka? Kochana! Jak się cieszę! Będziemy mogli umawiać się na podwójne
randki, razem chodzić do kina i w ogóle! Wiesz, przez chwilę czułam się źle ze
swoim szczęściem, ale teraz, kiedy ty też...
-Nie,
Wiki! - przerwałam jej. - Naprawdę, chciałabym, żeby tak było, ale to jest o wiele
bardziej skomplikowane, niż ci się wydaje. Chodzi o to, że jest taki jeden...
-Ha!
- znowu mi przerwała. - Wiedziałam! Ten twój błysk w oku mówił sam za siebie.
Wprawdzie widzę go pierwszy raz, ale umiem rozpoznać takie rzeczy.
-Wiesz,
znasz go. I to bardzo dobrze.
Wiktoria
znała prawie wszystkich chłopców w szkole. Z każdym się kumplowała, dlatego nie
wiedziała, o kogo chodzi.
-Znam
wiele osób. Możesz jaśniej?
Popatrzyłam
na nią, a potem na mój sok. Wzięłam głęboki oddech i wypuściłam powietrze.
-To...
to Kuba! - powiedziałam, cały czas gapiąc się na szklankę z sokiem.
-Uuu..
Robi się gorąco. Ten z 3b? - wyglądała na wyraźnie podnieconą moim wyborem.
-Nie.
Ten z 2d.
-Chwileczkę.
Niech się zastanowię... - Minęło kilka sekund, zanim ją olśniło. - Przecież my
chodzimy do 2d! - Wiki wstała z wrażenia. - Żartujesz sobie?
-Nawet
nie wiesz, jak bardzo bym chciała. - Podniosłam na nią wzrok. - Kiedy go dzisiaj
zobaczyłam, serce mi na chwilę stanęło. Podobał mi się już wcześniej, ale...
-Co?!
- Była wyraźnie oburzona. - Podobał ci się chłopak i nic mi nie powiedziałaś?!
Jestem na ciebie okrropnie zła! Trzy... Dwa... Jeden... No, już mi przeszło.
- znowu się uśmiechnęła.
Parsknęłam
śmiechem.
-Przepraszam.
Drgnęło mnie już rok temu, kiedy go zobaczyłam po raz pierwszy. Nie było to
jakieś wielkie uczucie, więc starałam się o nim nie myśleć. Aż do dzisiaj...
- na chwilę się zatrzymałam.
-Co:
do dzisiaj? - zapytała Wiktoria.
-Teraz
wydaje mi się inny, fajniejszy. Wygląda tak, że mogłabym go zjeść jak chrupki
orzechowe w czekoladzie.
-Tak,
lepiej się do niego nie zbliżaj - roześmiała się. Zna moją miłość do
wszystkiego, co ma na opakowaniu napis: „Czekoladowe”, albo: „Z dodatkiem
czekolady”.
Opowiedziałam
jej o dzisiejszym zdarzeniu. Wydawała się być zaskoczona moim zauroczeniem, bo
swoją pizzę zajadała tak, jakby ją mieli zaraz zabrać i nigdy nie oddać. Nie
patrzyła na to, co je, tylko na mnie. I nie spuściła wzroku, dopóki nie
skończyłam.
-Jakie
to romantyczne! Na pewno mu się podobasz! - powiedziała, przełykając szósty już
kawałek pizzy.
-Przestań,
nigdy nie zwracał na mnie uwagi, to po co miałby to robić teraz? Prawie się nie
zmieniłam przez wakacje, a poza tym nie jestem zbyt ładna.
Moja
przyjaciółka prawie się zadławiła.
-Co?!
Żartujesz sobie?! Jesteś bardzo ładna, tych kilku kilogramów, o których mówisz
z taką rozpaczą, w ogóle nie widać. Jedyne, co jest w tobie minusem, to twój
brak pewności siebie.
-Nie
jestem ładna i dobrze o tym wiesz. Dlaczego nigdy nie chcesz tego przyznać?
-Bo
tak nie myślę.
-Myślisz.
-Właśnie,
że nie! Nie kłóć się ze mną, bo i tak wiesz, że nie wygrasz.
Miała
rację. Takie kłócenie się nie miało sensu. Zawsze była w tym lepsza ode mnie.
-Niech
ci będzie. Jestem ładna - powiedziałam, w duchu cały czas powtarzając sobie
słowo: „Brednie!”. - Zadowolona?
-Tak.
-Ale
to nie zmienia faktu, że Kuba się mną nie interesuje.
-Słuchaj...
W
tej chwili podeszła do nas kelnerka i spytała, czy czegoś nie potrzebujemy.
Wiktoria poprosiła colę, a ja wzięłam to samo, co wcześniej.
-Słuchaj
- zaczęła przerwaną rozmowę. - Jeśli chcesz, a wiem, że tak, to mogę go spytać.
-Co?!
- spytałam głośnym i zdenerwowanym głosem. - Nie możesz tego zrobić!
Chyba zrobiłam się czerwona jak burak, bo jakiś mężczyzna siedzący przy stoliku obok zasugerował po cichu swojej żonie, że współcześni nastolatkowie przesadzają z opalaniem.
Chyba zrobiłam się czerwona jak burak, bo jakiś mężczyzna siedzący przy stoliku obok zasugerował po cichu swojej żonie, że współcześni nastolatkowie przesadzają z opalaniem.
-Dlaczego?
- nieco posmutniała.
-Bo
tak. Nie może się dowiedzieć, że się w nim podkochuję. Powiedziałby wszystkim
kolegom i nazwał ofermą i idiotką. Oni już tak mają.
-Dobrze,
nie będę się z tobą sprzeczać. Nie chcesz, to nie, ale wiedz, że uważam, iż
powinnaś mu powiedzieć, choćby nie wiem co.
-A
może po prostu o nim zapomnę? Tak chyba będzie dla mnie najlepiej.
-Jak chcesz. Szkoda, jeśli okazałby się tym jedynym... - spojrzała na mnie wzrokiem, jakiego nigdy nie widziałam. Jej mocno brązowe oczy wpatrywały się w moje.
-Jak chcesz. Szkoda, jeśli okazałby się tym jedynym... - spojrzała na mnie wzrokiem, jakiego nigdy nie widziałam. Jej mocno brązowe oczy wpatrywały się w moje.
-Trudno.
Poczekam, aż spodobam się komuś innemu. Nie, chwileczkę! Przecież ja nie mogę
się podobać! - roześmiałam się.
-Kiedyś
cię zabiję za to twoje głupie gadanie – odrobinę spoważniała.
-Mówię,
co myślę. To jak, idziemy? - starałam się zmienić temat.
-Jasne.
Zapłaciłyśmy
i chwilę później szłam obok niej chodnikiem, którym przechodziłyśmy wcześniej.
Wiktoria opowiedziała mi o zaletach i wadach Kuby. Okazało się, że tych
pierwszych ma o kilka tuzinów więcej.
"I jak tu go nie lubić?", zastanawiałam się, kiedy przechodziłam przez jezdnię. Teraz wiedziałam o nim jeszcze więcej. I zrozumiałam, że nie mogę go sobie wybić z głowy. To by było zbyt bolesne. Muszę walczyć.
"I jak tu go nie lubić?", zastanawiałam się, kiedy przechodziłam przez jezdnię. Teraz wiedziałam o nim jeszcze więcej. I zrozumiałam, że nie mogę go sobie wybić z głowy. To by było zbyt bolesne. Muszę walczyć.
” Najlepszym przyjacielem jest ten,
kto nie pytając o powód smutku, potrafi sprawić, że znów wraca radość.
Widać, że masz talent :D
OdpowiedzUsuń