Rozdział pierwszy
Wszystko zaczęło się pewnego dnia, kiedy
szkolny dzwonek zadzwonił po raz pierwszy. Nowa szkoła, nowi ludzie, nowa
klasa, a w niej 30 osób, które już zdążyły podzielić się na dwie grupy - tą
fajną i we wszystkim najlepszą elitę, złożoną z tych bogatych i wygadanych, dla
których najważniejszym celem było zdobycie jak największej popularności i
uznania ze strony innych. Efekt był raczej odwrotny - stali się znienawidzeni i
nikt nie zwracał na nich szczególnej uwagi. Oni sami tego nie widzieli, bo byli
zbyt zapatrzeni w swoje lustrzane odbicia.
Drugim
elementem tego nieco dziwnego podziału klasowego są ci niepopularni, bez
świecących ciuchów i niewyparzonego języka. Każde ich słowo, nowa znajomość są
dokładnie obserwowane i analizowane krok po kroku przez elitę, a potem
wyśmiewane na forum. Wszystko, co robią, jest złe, a przynajmniej gorsze od
nich samych. Niepopularni byli i są odwiecznymi wrogami księżniczek i
królewiczów, którzy myślą, że mogą wszystko.
Ani
elita, ani „słabiaki” nie mogli zrozumieć tych drugich, tak, jakby byli z innej
planety. Właśnie dlatego żadna dziewczyna od tych gorszych nie zwracała uwagi
na chłopców od tych fajnych, nawet jeśli byli wręcz idealni. Byłam chyba jedyną
osobą która złamała tę zasadę, bo jak można nie zwrócić uwagi na kogoś TAKIEGO?
On
jest wysokim i szalenie przystojnym brunetem o uwodzicielskich oczach znanego
aktora. Sprawia wrażenie, jakby nie miał wad - uroda, elegancja, poczucie
humoru, wyczucie stylu - wręcz ideał. Dodatkowo sportowiec wyższej klasy i
wzorowy uczeń. Nie zdziwił więc nikogo fakt, że bez składania jakichkolwiek
próśb i błagań, stał się tym „sławnym”. Już wtedy, na początku pierwszej klasy
nauki w liceum, widziałam w nim człowieka, nie zwierzę. Nie był aż tak wredny,
jak pozostali, ale czasami jego szczerość była zbyt ostra. Raczej nie zwracał
uwagi na zwykłe dziewczyny. Gdy tylko zobaczył u którejkolwiek z dziewcząt jakieś
fajne i rzucające się w oczy ubranie albo dodatek, od razu musiał go dokładnie
obejrzeć i ocenić. Rzadko krytykował, komplementy były u niego na porządku
dziennym.
A
ja? - wyjątkowo nieśmiała osoba o mocno piwnych oczach, przeważnie grzeczna i kulturalna,
postrzegana jako kujon, ścisłowiec. Dziewczyna z kilkoma tuzinami wad, nie
dostrzegająca w sobie żadnych zalet i wartości. Nie mam wyszukanego stylu
ubierania i wypowiadania się, ale ktoś stwierdził, że niby jestem zwyczajna, a
jednak niepostrzeżenie wyjątkowa. Nie mam pojęcia, na jakiej podstawie tak
stwierdził, ale być może jest w tym trochę racji. Jak można wywnioskować, nie
należałam do grupy lubianych. Ciągle wytykali mnie palcami, stałam się nikim,
byłam samotna jak zagubiony bezpański pies, błąkający się bez celu.
Czy
byłam zauważana? Tak, przez nauczycielkę polskiego, która widziała we mnie
jeszcze nieoszlifowany diament. Cóż, pisałam w miarę dobre wypracowania, miałam
bardzo bogate słownictwo i ogromną wiedzę na temat ortografii. Tak przynajmniej
wmawiano mi od dziecka, a ja tylko musiałam w to uwierzyć. Była jeszcze
nauczycielka chemii, która podobno podziwiała we mnie talent do systematycznej
i wytrwałej nauki. Do dziś nie wiem, czym się sugerowała, opowiadając mojej
mamie takie głupoty, ale średnio mnie to interesuje.
W
każdym razie osoby, które mnie zauważały, można było policzyć na palcach jednej
ręki.
Mijały dni,
tygodnie, miesiące. Przez cały rok, jak stwierdziło wiele osób, potwornie się
zmieniłam. Jedni uważają, że na lepsze, inni, że na gorsze. Osobiście popieram
tych pierwszych. Zmieniłam fryzurę, zrzuciłam kilka kilogramów, stałam się
bardziej lubiana.
Znalazłam
przyjaciółkę, jak się później okazało, prawdziwą. Trochę o nią musiałam
powalczyć, zupełnie nieświadomie. Uzmysłowiłam sobie to dopiero niedawno, kiedy
zastanawiałam się, czy pchanie się w przyjaźń ma w ogóle sens. Wiktoria zawsze
mnie wspierała i bez względu na czas i miejsce, w jakim się znajdowała, mogłam
do niej zadzwonić i spokojnie się wygadać. Oczywiście, to działało też w drugą stronę,
z tą różnicą, że Wiki nie miała tyle zmartwień i kłopotów sercowych. Wreszcie
poznałam smak prawdziwej przyjaźni.
” Samotnym
jest się także między ludźmi.
Ciekawie się zapowiada :)
OdpowiedzUsuń