Rozdział trzeci
-Mówię ci! Na pewno komuś się podobasz! - Wiktoria wciąż wmawiała mi tą swoją regułkę. -A może to właśnie Kuba?
-Przestań już! To, że ty jesteś ładna i masz chłopaka, nie oznacza, że ja taka jestem. A Kuba to przecież nie moja partia, on nie zwraca uwagi na takie dziewczyny jak ja. Poza tym nawet z nim nie rozmawiam.
Powoli zaczynałam żałować, że jej o tym powiedziałam. Ale co miałam zrobić? Ostatnio emocje szarpały mną bardzo mocno. Musiałam to zrobić, inaczej nie wytrzymałabym całej tej presji.
-Wiesz, wydaje mi się, że on nie rozmawia z tobą, bo myśli, że nie zwracasz na niego uwagi i go nie lubisz. Ty uważasz tak samo i oboje się do siebie nie odzywacie. Wierz mi, taka jest prawda – usilnie próbowała przekonać mnie Wiktoria.
Nie tak wyobrażałam sobie naszą drogę do szkoły. Miałam nadzieję, że będzie tak, jak przed wakacjami. Wcześniej były plotki, rzadko gadałyśmy o mnie, często o chłopakach. Teraz tematy zeszły na nieśmiałą i brzydką Edytę.
Przed szkołą spotkałyśmy grupkę kolegów, zagadałyśmy do nich i nadszedł czas, aby wejść do środka pierwszy raz w tym roku.
Przechodząc przez drzwi wejściowe, nawet nie przeszło mi przez myśl, że spotkam Kubę, tym bardziej, że gdy mnie zobaczył, dziwnie się uśmiechnął.
-Cześć! Miło cię widzieć po wakacjach.
"O co mu chodzi?", pomyślałam.
-Dzięki, ciebie też - zdołałam wydukać.
-Widziałem, jak wczoraj na mnie patrzyłaś.
Zmieszałam się jak nigdy dotąd.
-Yyy... Taak - czułam, że się czerwienię. - To przez przypadek. Zamyśliłam się. Przepraszam - jedyne kłamstwo, na jakie było mnie stać w tym momencie.
Już chciałam odejść, kiedy chwycił mnie za ramię. Poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła i odwróciłam się, z trudem przełykając ślinę.
-Nic nie szkodzi - uśmiechnął się. - Mnie to nie przeszkadza.
„Gdzie jest Wiki?!”, modliłam się w duchu, aby przyszła i pomogła mi wyjść z tego cało. Jednak moje modlitwy się nie spełniły.
Zdołałam się tylko uśmiechnąć.
Przez długie dwie sekundy patrzył na mnie, aż w końcu przerwałam tę ciszę.
-J... ja... muszę już lecieć. Do zobaczenia.
W odpowiedzi zobaczyłam tylko jego nieskazitelnie białe zęby.
Prawie biegiem dotarłam pod szatnię. Zatrzymałam się na chwilę, bo wydawało mi się, że słyszę jego głos. Podeszłam bliżej, ale tak, by mnie nie zauważył. Zerknęłam przez barierkę. Rozmawiał ze swoim kolegą, Dominikiem.
-Wiesz, jest bardzo miła - powiedział Kuba.
-No, na pewno! - powtarzał swój stały tekst jego kolega.
-Serio! Ona...
-Cześć! - aż podskoczyłam. - Co ty robisz?
Całe szczęście, że to nie Ropucha, już by było po mnie.
-Yyy.. Nic takiego. Właśniee... yy... wchodziłam do szatni - odpowiedziałam z niepewnością. - A ty gdzie byłaś?
Zignorowała moje pytanie.
-Jasne, widziałam, jak podsłuchiwałaś Kubę.
-Ok, masz mnie - przyznałam. - Ale... on mówił o jakiejś dziewczynie! Chciałam tylko się dowiedzieć, która jest tą szczęściarą. Nic więcej.
-Posłuchaj, a może mówił o tobie?
-Niee - przeciągałam słowa, aby nadać im znaczenia, o jakie mi chodziło. To niemożliwe. O mnie się nie mówi. To jedna z podstawowych zasad: JA=NIKT. Rozumiesz?
Wiktoria wydawała się być naprawdę wkurzona moim gadaniem. Nie dziwię jej się. Moja „miłość” stawała się nie do zniesienia.
-Nie, nie rozumiem. Dlaczego mu po prostu nie powiesz, że ci się podoba?
-Wiesz... Tak naprawdę... Chciałabym... Naprawdę, naprawdę bardzo chciałabym...
-...chciałabyś, ale...?
-Ale wiesz, nawet nie ma kiedy. Ja dojeżdżam autobusem, a on ma kilkugodzinne treningi ręcznej. W szkole nie chcę mu mówić, bo jeszcze ktoś by usłyszał i rozniósł plotki. Poza tym on się do mnie nie odzywa - prawie zapomniałam o dzisiejszym incydencie. - Rozumiesz? - Zaczynałam się powtarzać.
-Tylko trochę. Edzia, a może on z tobą nie rozmawia, bo myśli, że go nie lubisz, albo jesteś na niego obrażona o coś... - Co ona wygaduje?! - No, w każdym razie ja cię do niczego nie będę zmuszać. Nie chcesz mu powiedzieć, to nie mów. Tylko nie rozumiem, po co on ci się podoba, skoro i tak o tym nie wie.
-Po co? Jak to po co? Wiesz, na początku wydawało mi się, że on jest tylko ładny, a w środku - ucichłam na chwilę, by się zastanowić nad właściwym słowem - normalny. Po czasie zauważyłam, że emocje wywołuje u mnie także jego osobowość.
-No to mamy problem. Gdyby podobał ci się tylko z wyglądu, dałoby się to jakoś odkręcić. Ale... - Chyba ją olśniło, bo zrobiła dziwną minę. - Czy ty sugerujesz, że on ma w sobie „to coś”? - szeroko się uśmiechnęła.
-Skoro tak za nim szaleję, pewnie tak. Ale się wpakowałam – odparłam zrezygnowana, kiedy zmieniałam adidasy na trampki.
-Jakbym była tobą, przede wszystkim zaczęłabym się do niego odzywać. A potem, po znalezieniu wspólnych tematów, powiedziała, albo przynajmniej zasugerowała mu, że mi się podoba - trochę się zmieszała, bo zaraz dodała: - To znaczy tobie, ja tylko podałam przykład.
Roześmiałam się.
-Jaka szkoda, że nie jestem tobą! Mój problem polega na tym, że jak tylko zaczynam gadać z jakimś chłopakiem, od razu nawijam o głupotach. I co ja mam teraz zrobić? Jestem w takim dołku, że już niżej się nie da - martwiłam się, idąc z przyjaciółką schodami na drugie piętro.
-Hmm.. Poćwicz rozmowę z kimś innym, a potem już będziesz przynajmniej po części wiedzieć, co mówić do Kuby. Swoją drogą, ładne imię – na sekundę się rozmarzyła. - OSTATECZNIE warto spróbować zapomnieć o tym, że ci się podoba i zainteresować się kimś innym.
-Taak. Czy już wspominałam o tym, że on ma w sobie „to coś”?
-Ach, zapomniałam. Sory. Czyli zostaje ci pierwsza opcja - spojrzała na mnie wzrokiem, który może mówić wszystko.
-Tak, chyba nie mam wyboru - westchnęłam. - Hej, po co ona do nas podchodzi?
Spojrzałam najpierw na Ropuchę, zaraz potem na Wiki. Powtórzyłam tę czynność jeszcze dwa razy.
-Widocznie nie zrozumiała wczorajszych słów - skrzywiła minę królowa piękności, moja przyjaciółka.
-Cześć wam. Co słychać? Ach, co ja mówię?! Przecież kompletnie mnie to nie obchodzi! - Popatrzyła po każdej z nas. - Chciałabym wam tylko powiedzieć, że wybranie mnie na przewodniczącą samorządu będzie słusznym i jedynym dobrym wyborem - dziwnie pochyliła głowę.
-Jasne, prędzej kaktus mi wyrośnie na głowie - mruknęłam do Wiktorii. - Jeśli dostaniesz jakikolwiek głos, to tylko jeden i będzie on ode mnie - zwróciłam się do Ropuchy.
Wiki spojrzała na mnie z przerażającą miną, mówiącą: „Co ty wygadujesz?!”
-Serio? - odezwała się zdziwiona.
-Tak, ten głos powie ci pewną sentencję, radę, czy... traktuj to jak chcesz!
-Ehe... - nie wiedziała, co powiedzieć. - A więc?
-Zielony sweterek + ty = OHYDNA ROPUCHA! Ach, jak ja kocham matmę! - otwarłam usta tak, aby ukazywały, co o niej myślę. Ćwiczyłam tę minę już wcześniej, na wypadek takich sytuacji.
Moja przyjaciółka niemal upadła na podłogę ze śmiechu.
-Co? Nigdy słyszałam bardziej dziwnych słów – zdołała wypowiedzieć tylko tyle. Była wyraźnie zdumiona.
-Wiesz, może dlatego, że ropuchy nie mają mózgów.
Widok łez w oczach Ropuchy był bezcenny. Odwróciła się i pobiegła do łazienki.
-Pa! - rzekłam z wielkim uśmiechem, patrząc jednocześnie na Wiktorię, którą najwyraźniej rozbawił mój tekst.
-Tak to się załatwia! - zerknęła na mnie.
-Dziękuję. Zawsze do usług - roześmiałam się. - À propos wyborów - zgłaszasz się?
-Nie. Tak. To znaczy nie. Och, jeszcze nie wiem - wyglądała na niezdecydowaną.
-Co?! Dlaczego nie? Jesteś ładna i bardzo inteligentna, na pewno wygrasz, wszyscy chłopcy będą na ciebie głosowali. I większość dziewcząt też. A jak ktoś zdecyduje się zagłosować na Ropuchę, sama osobiście mu to wyperswaduję!
-Wiesz, lepiej nie - uśmiechnęła się znacząco. - Chcę startować na przewodniczącą samorządu, ale boję się, że jeśli wygram - co się raczej nie stanie - to nie poradzę sobie z tym wszystkim. Nasza szkoła to społeczność złożona z czterystu sześćdziesięciu osób i wielkiej kadry nauczycieli. Nie sądzę, bym wytrzymała chociaż tydzień - rzekła.
-Dasz radę! - zachęcałam ją. - Jesteś świetna! A w debacie przedwyborczej wypadniesz najlepiej! Jeśli chcesz, mogę ją nagrać, a potem obejrzysz sobie na spokojnie to, co powiedziałaś.
Wiki zawsze analizowała swoje wypowiedzi. Niezależnie, gdzie była – w autobusie, szkole, na randce - ważne było dla niej, aby wiedzieć, że zrobiła dobrze.
-Dziękuję. Jesteś kochana. Dzięki tobie moje życie ma sens.
Usłyszałam w swojej głowie długie „Ooo!”.
-I wzajemnie.
Uśmiechnęłam się, mocno przytuliłam Wiktorię i pocałowałam ją w policzek. Jest cudowną przyjaciółką!
-Dobrze, skoro nalegasz, zgłoszę się.
Zapiszczałam z radości. Kilka osób popatrzyło na mnie ze zdziwieniem. Pewnie nie znali mnie od tej strony. Cóż, muszę wreszcie postarać się o to, żeby zmieniono opinię na mój temat.
-Tak się cieszę! Po szkole możemy wybrać się na zakupy. Trzeba ci stworzyć nowy wizerunek - powiedziałam. - Tak, skrócenie włosów i mniej jaskrawe kolory, to jest to! - mówiłam bardziej do siebie niż do niej.
-Eh, w takim razie nie chcę już kandydować - skrzywiła się.
-Przecież żartowałam! - roześmiałam się.
-Świetnie! Więcej tego nie rób! - wyglądała na nieco obrażoną.
Wtedy rozległ się dzwonek i weszłyśmy do klasy. Zajęłam dla nas ławkę w ostatnim rzędzie przy oknie. Na lekcji wychowawczej Wiktoria zgłosiła się na kandydatkę do samorządu. Usłyszałyśmy tylko jeden pomruk niezadowolenia - wrednej Ropuchy.
Pozostali bili brawa i to było już pewne - Wiki ma zagwarantowane dwadzieścia osiem głosów od całej klasy plus jeden od wychowawczyni. Wygraną miała właściwie w zasięgu ręki. Postanowiłam, że zrobię dla niej plakaty i ulotki.
"Szykuje się emocjonujący rok szkolny", pomyślałam.
"Szykuje się emocjonujący rok szkolny", pomyślałam.
” Gorsza jest niewiedza, czy adorowane przez nas osoby cokolwiek do nas czują, niż kompletna pewność, że nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz