poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Rozdział XIII

Skończyłam, ale nie wiem, czy jestem z siebie zadowolona. Czuję pewien niedosyt, chciałam skończyć ten rozdział inaczej, chciałam, żeby wyglądał inaczej. Do tego wydawało mi się, że jest dłuższy - no trudno.Pisałam do bardzo późnych godzin nocnych, dlatego przepraszam za wszelkie błędy i powtórzenia. Zapraszam do czytania i dzielenia się swoimi opiniami :) 




Rozdział trzynasty


Środa, 24 listopada 


    Czy warto poświęcić przyjaźń dla miłości? Nigdy wcześniej nie zadawałam sobie tego pytania. Z braku takiej potrzeby. Teraz zapełnia ono moją głowę już od kilku dni. Wiktoria nie odzywa się do mnie od czasu ostatniej kłótni. Nie wiem, co mam o tym wszystkim sądzić. Z jednej strony nie powinnam zaniedbywać przyjaciółki, ale z drugiej przecież nie mogę tak po prostu olać chłopaka, którego kocham. Zawsze można to ze sobą pogodzić. Ale Wiki to nie wystarcza. Ona chciałaby się spotykać wtedy, kiedy akurat nie ma randki z Kamilem, czyli 1-2 razy w tygodniu. Śmieszne. Ona wymaga ode mnie większego zainteresowania, a sama umawia się z chłopakiem praktycznie codziennie, równocześnie odstawiając mnie na bok. Dobrze jest widzieć czyjeś wady i błędy, a samemu potykać się o dokładnie to samo.
    Nie chcę i nie będę się tutaj usprawiedliwiać, bo na pewno mój związek z Kubą również wpłynął na moje obecne relacje z Wiktorią. To jest nasza pierwsza kłótnia, jeśli nie liczyć tych, kiedy jedna wmawiała coś drugiej, ale ta druga nie chciała w to uwierzyć. Dziwnie być tą odrzuconą. I to przez najlepszą przyjaciółkę. Nigdy nie sądziłam, że zacznę żałować sytuacji, kiedy Wiki namawiała mnie na rozpoczęcie rozmowy z Kubą. Wszystko ma swoje korzenie w momencie mojego zakochania się. Wcześniej między nami było ok.
    Czyli to jednak moja wina? To ja wszystko zepsułam? To jest takie skomplikowane. Chciałabym odzyskać przyjaciółkę i jednocześnie nadal spotykać się z Kubą, bo czuję, że to jest ten właściwy. Tylko czy nie jest za późno?


    Od kiedy ostatni raz rozmawiałam z Wiktorią, wiele się zmieniło. Już nie siedziałyśmy razem na wszystkich lekcjach, jak wcześniej. Teraz ja siedziałam z Kubą, a Wiki z Magdą. To ona była jej BF4E (Best Friend Forever, czyli najlepsza przyjaciółka na zawsze; tak czasem zwracałyśmy się do siebie z Wiki). Trochę mnie to bolało, ale nie mogłam nic zrobić, ponieważ każda próba podjęcia rozmowy kończyła się niepowodzeniem.
    Kłótnia z przyjaciółką wpłynęła również na moje relacje z Kubą. Niby spotykaliśmy się tak, jak wcześniej, ale wyczuwałam dziwne napięcie, które nie pozwalało na pełne przeżycie tego spotkania. W pewnym momencie naszych randek zabrakło nam tematów do rozmów. Siedzieliśmy w ciszy i tylko co chwilę jedno z nas powiedziało coś „od czapy”, kiedy robiło się niezręcznie. Wcześniej milczenie w niczym nie przeszkadzało.
    Zapytałam mamę, co zrobiłaby na moim miejscu. To bardzo rozumna kobieta, więc byłam pewna, że mądrze mi doradzi. Liczyłam na to.
    -Cóż, nigdy nie byłam w takiej sytuacji, więc nie wiem, czy powinnam udzielać ci rady – opowiedziała.
    Załamałam się. Jak nie ona, to kto miał mi pomóc?
    -Proszę cie, ostatnio nic nie ma sensu. Powiedz cokolwiek! Na pewno kiedyś stanęłaś przed dokonaniem jakiegoś wyboru.
    -A musisz wybierać? - zdziwiła się mama.
    -Nic innego nie wymyśliłam. Chyba będę musiała z kogoś zrezygnować – odparłam smutna.
    -Na pewno jest jakieś inne wyjście. Rozwiązania często przychodzą w najmniej spodziewanych momentach. A jeśli już będziesz musiała wybierać, to powiem ci tylko jedną starą prawdę: prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko, a miłość nie zawsze. Faceci przychodzą i odchodzą, więc dobrze się zastanów, zanim zdecydujesz. Idź za głosem serca.
    Podeszłam do mamy i przytuliłam ją. Właśnie tego oczekiwałam. Konkretnej rady.
    -Dziękuję. Teraz chyba będzie mi łatwiej – powiedziałam.
    -Nie ma za co. Powodzenia! - krzyknęła za mną uśmiechnięta.
    Wyszłam z domu, żeby wszystko przemyśleć. Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam ulubioną muzykę. Doszłam aż nad jezioro i mimo chłodu usiadłam na brzegu. Wpatrywałam się w drzewa po drugiej stronie. Zastanawiałam się nad słowami mamy. Chyba miała rację. Przyjaźniłam się z Wiktorią o wiele wcześniej przed tym, zanim zakochałam się w Kubie. Ona zawsze mnie wspierała, była ze mną w trudnych chwilach. Nie chciałabym jej stracić przez chłopaka, który być może kiedyś odejdzie. Postanowiłam ją odzyskać za wszelką cenę, co wcale nie było łatwe.
    Ustaliłam sobie „plan”, według którego miałam odzyskać przyjaciółkę. Postanowiłam zacząć jak najszybciej, liczył się każdy dzień. W drodze powrotnej zadzwoniłam do Kuby i poprosiłam go, żeby przyszedł do parku, bo mam mu coś ważnego do powiedzenia. Głos mi się załamał, a serce biło dwa razy szybciej niż zwykle. Denerwowałam się, bo nie chciałam nic robić, ale musiałam uczynić to dla dobra przyjaźni.
    Siedząc na ławce, zastanawiałam się, czy dobrze robię. Cały czas miałam wątpliwości. Bałam się, że Kuba nie zaakceptuje mojej decyzji, ale byłam zdeterminowana. Wybrałam to, co jest dla mnie ważne i tego będę się trzymać.
    Kiedy ujrzałam zbliżającego się Kubę, serce mi stanęło. Zrobiło mi się gorąco. Ręce mi się trzęsły z nerwów. W ostatnim momencie chciałam się wycofać. To były dla mnie naprawdę trudne chwile i źle się czułam z tym, co za kilka sekund miałam zrobić.
    -Cześć - powiedział Kuba, a ja wstałam, starając się unikać jego wzroku.
    Podszedł, aby jak zwykle pocałować mnie na przywitanie. Odruchowo odwróciłam głowę, przyczyniając się do cmoknięcia w policzek. Kuba najwyraźniej wyczuł, że coś jest nie tak.
    -Co jest? - spytał swoim stałym tekstem.
    Nie wiedziałam, od czego zacząć. Miałam mu tyle do powiedzenia, ale ciężko było ułożyć to wszystko w sensowne zdania.
    -Wiki była naprawdę dobrą przyjaciółką. Zawsze się dopełniałyśmy, ona rozumiała mnie, a ja ją. Drugiej takiej nie miałam i nie będę mieć.
    Kuba poczuł się lekko zmieszany. Nie rozumiał, do czego zmierzam.
    -Co chcesz przez to powiedzieć? Masz jakiś plan, żeby ją odzyskać? - spytał.
    -Właściwie to tak... Ma tylko dwa punkty. Drugi to odzyskanie zaufania Wiki - powiedziałam ostrożnie, aby najgorsze odciągnąć w czasie jak najdłużej.
    -A pierwszy? - wyjął moje myśli z głowy Kuba.
    -Pierwszym jest to spotkanie. Kuba, wszystko sobie przemyślałam. Nasza przyjaźń popsuła się niedługo po tym, jak zaczęliśmy się spotykać.
    -Zrzucasz wszystko na mnie? - obruszył się. - Przecież to nie moja wina, że zakochałem się właśnie w tobie.
    -Nie zrzucam winy, bo to ja ją zaniedbałam, wychodząc z tobą i zapominając o niej. Myślę, że... - wzięłam głęboki oddech. Wszystko zaczynało mnie powoli przerastać. - ...że powinniśmy zrobić sobie przerwę na jakiś czas.
    Kuba z wrażenia usiadł na ławce. Nie chciałam stać nad nim, więc usiadłam obok.
    -Czy ty właśnie ze mną zrywasz? - spytał zirytowany.
    Popatrzył na mnie, ale ja nie potrafiłam znieść jego wzroku. Spuściłam głowę. Widząc, że nie chcę nic mówić, kontynuował.
    -Byliśmy ze sobą prawie miesiąc. Jeszcze na dobre się nie zaczęło, a ty już chcesz to kończyć?! No, powiedz coś, Edyta!
    Łzy napłynęły mi do oczu. Wiedziałam, że za chwilę odpuszczę i się rozpłaczę. Podniosłam głowę. Kuba zasługiwał przynajmniej na to.
    -Przepraszam. Nie wiem, co jeszcze powiedzieć. Chcę znowu przyjaźnić się z Wiki. Brakuje mi jej...
    -A pomyślałaś o mnie? Co ja będę czuł? Pomyślałaś o tym? Moje uczucia już się dla ciebie nie liczą? Jesteś straszną egoistką.
    Dwie łzy wypłynęły z moich oczu, a za nimi kolejne.
    -Kuba, to nie tak... - zaczęłam się usprawiedliwiać. Głos co chwilę mi się załamywał. - Proszę, zrozum..
    -Co mam zrozumieć? Nie miałaś innych pomysłów? Przecież mogłaś mi powiedzieć, to spotykalibyśmy się rzadziej, cokolwiek. Już nic do mnie nie czujesz? - czułam, że zaraz wyjdzie z siebie.
    -Nie mów tak! Cały czas jesteś dla mnie ważny, ale podjęłam decyzję.
    Wstałam i chciałam odejść. Płakałam jak dziecko, ale nie umiałam tego powstrzymać.
    -To tyle? Nic mi nie powiesz i tak po prostu odejdziesz? - spytał Kuba podchodząc do mnie. - Proszę, nie rób tego, zastanów się jeszcze.
    Przytulił mnie, ale ja tego nie odwzajemniłam. Łzy lały się z moich oczu strumieniami. Czułam się, jakby ktoś wbił mi nóż w serce. Ale ja sama go sobie wbiłam.
    -Przepraszam Kuba. Przepraszam - wyrwałam się z jego objęć. - Przepraszam cię.
    Odwróciłam się i pobiegłam, nie oglądając się za siebie. Nie chciało mi się żyć. Biegłam najszybciej, jak tylko potrafiłam. Po minucie straciłam siły i upadłam na ziemię. Byłam cała roztrzęsiona, a łzy dalej nie ustępowały. W głowie, poza wieloma myślami, brzmiała mi piosenka "Goodbye my lover" Jamesa Blunta, którą kiedyś puściła mi Wiktoria. Idealnie pasowała do sytuacji. Zastanawiałam się, czy cokolwiek ma jeszcze sens. Było mi tak ciężko, ale najbardziej dołujące było to, że nie mogła być przy mnie najlepsza przyjaciółka.


    Obudziłam się kilka sekund przed budzikiem, który był nastawiony na godzinę szóstą trzydzieści od poniedziałku do piątku przez cały rok. Poczułam się bardzo zmęczona. Dotarło do mnie, że jest środa, a dzień wcześniej zerwałam z moim chłopakiem. Ukryłam głowę w poduszce. W nocy musiałam wypłakać wszystkie słone łzy. Zrozumiałam, że będę musiała znieść obecność Kuby. Jemu też na pewno nie było łatwo, ale musiałam postarać się go unikać, żeby jeszcze bardziej nie pogorszyć sytuacji.
    Z wielkimi oporami zwlokłam się z łóżka. Najchętniej zostałabym w domu, ale wiedziałam, że mama mi nie odpuści, a symulowanie choroby nie było najlepszym pomysłem. Poza tym nie mogłam unikać spotkania z Kubą, ponieważ im dłużej bym to odwlekała, tym gorzej byśmy to znosili. Najtrudniejsza z pewnością jest pierwsza konfrontacja i to jej bardzo się bałam. Nie wiedziałam, w jakim Kuba będzie nastroju, co zrobi, kiedy mnie zobaczy i najważniejsze - jak zareaguje Wiktoria, kiedy dowie się, że zrezygnowałam z chłopaka dla niej. Miałam nadzieję, że wszystko wreszcie się ułoży.
    Wchodząc do szatni, serce waliło mi jak szalone. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. W środku zastałam Dawida i Patryka, którzy namiętnie przepisywali pracę domową z polskiego. Nie zdziwił mnie te widok. Codziennie jakiś zapominalski siedział nad zeszytem. Na moje szczęście większość zadań odrabiałam w domu i nie musiałam zmuszać mojego umysłu do myślenia o 7:40.
    -Cześć chłopaki - powiedziałam, zdejmując kurtkę.
    Nie podnosząc na mnie wzroku, równocześnie odpowiedzieli "Siemasz" i wrócili do pisania. Wzięłam plecak i już miałam wyjść, ale zatrzymałam się, odwróciłam na pięcie i odchrząknęłam charakterystycznym tonem, chcąc zwrócić na siebie uwagę.
    -Chłopaki... Nie wiecie, czy jest już Kuba? - spytałam niewinnie.
    -No, a myślisz, że od kogo mamy zeszyt? - potwierdził Dawid.
    -Nie wiem, co ty mu zrobiłaś, ale idź z nim pogadaj. Jest dzisiaj strasznie przybity - wtrącił Patryk.
    Przymrużyłam oczy w zamyśleniu. Przez głowę przeszła mi krótka i niewiele znacząca myśl, czy Patryk i Dawid dowiedzieli się, co się wczoraj stało.
    -Mhm. W takim razie dzięki - mruknęłam i poszłam w kierunku schodów.
    Znowu myślałam o tym, jak zareaguje Kuba na mój widok. Niepewnie wkroczyłam na pierwsze piętro, rozglądając się. Właściwie sama nie wiedziałam, czego oczekuję. Na pewno nie uprzejmości i miłych słów z jego strony.
    Zobaczyłam go, siedział z Dominikiem, pod oknem na drugim piętrze. Kuba słuchał opowieści, którą Dominik sprzedawał mu z wielką ekscytacją i tylko co chwilę kiwał głową i nieszczerze się uśmiechał. Widziałam po wyrazie jego twarzy, że średnio go interesuje historia Dominika. Wywnioskowałam, że najlepszy przyjaciel jeszcze nie wie. Szybko przemknęłam korytarzem w stronę toalety.
    Otwierając drzwi, oglądnęłam się za siebie, sprawdzając, czy któryś z nich mnie nie dostrzegł. Aż podskoczyłam, kiedy odwracając się , ujrzałam przed sobą Magdę, przyjaciółkę Wiki, tym razem bez niej.
    -Też się cieszę, że cię widzę - zażartowała, ale widząc, że nie jestem w nastroju, od razu spytała, o co chodzi.
    Lubiłam Magdę, ale nie wiedziałam, czy jest to odpowiednia osoba na zwierzenia. Z drugiej strony musiałam w końcu powiedzieć komuś o wczorajszym zajściu i wyrzucić z siebie to, co czuję. To była świetna okazja, aby poprzez Magdę Wiktoria dowiedziała się, co dla niej zrobiłam.
    -Wczoraj zerwałam z Kubą - powiedziałam sucho, bez żadnych wyraźnych emocji.
    Magda wyglądała na zaskoczoną. Chyba nie byliśmy parą, dla której koniec miał nadejść tak szybko.
    -Jak to? Co się stało? Tak mi przykro - poklepała mnie po ramieniu ze współczuciem.
    -Po prostu. Musiałam to zrobić, bo chcę odzyskać zaufanie Wiki. Wszystko popsułam i teraz muszę to naprawić - wyjaśniłam.
    -Nie miałaś innego wyjścia? - zdziwiła się. - Przecież on jest teraz pewnie załamany. Ciągle powtarzał wszystkim, jak bardzo cię kocha. Przed tobą zmieniał dziewczyny jak rękawiczki, a przy tobie został na dłużej. Widać było, że mu zależy.
    Dopiero teraz zrozumiałam, że popełniłam straszny błąd. Kuba trochę przeszedł w swoim życiu, a ja tylko dodaję mu niezbyt przyjemnych wspomnień. Miał rację. Jestem egoistką. Chciałam dobrze, a wyszło jak zawsze.
    -Teraz jest już za późno. Wszystko zepsułam - odparłam zrezygnowana. - Jestem beznadziejna. Ani Wiki, ani Kuba nigdy więcej się do mnie nie odezwą.
    -Nie mów tak! Zobaczysz, jeszcze wszystko się ułoży. Na pew... - Magda nie skończyła.
    Zauważyłam, że długowłosa brunetka nie patrzy na mnie. Wzrok miała skierowany za moim ramieniem. Odwróciłam się. Przede mną stała Wiki. Jej oczy w zamyśleniu spoglądały raz na mnie , raz na Magdę.
    Zmieszałam się. Często działam pod wpływem impulsu i to była jedna z tych sytuacji.
    -Cześć - powiedziałam do Wiki i pospiesznie wyszłam z łazienki.
    Stanęłam pod ścianą. Poczułam przypływ gorąca. Jeszcze nie dotarło do mnie, że Wiktoria mogła słyszeć moją rozmowę z Magdą.
    Spojrzałam na zegarek. Do dzwonka pozostało dziesięć minut. Pierwszą lekcją miał być w-f. Byłam zwolniona z ćwiczeń przynajmniej do końca semestru, więc mogłam spokojnie pomyśleć o wszystkim i zastanowić się, co dalej.
    Nie myśląc, czy Kuba z Dominikiem wciąż siedzieli pod oknem, szybkim krokiem zeszłam na parter i przeszłam korytarzem pod halę sportową. Usiadłam pod ścianą i dopiero teraz mogłam pozwolić, aby łza wydostała się na zewnątrz. Miałam w głowie mętlik. Nie byłam pozytywnie nastawiona, tak jak Magda. Według niej wszystko jakoś samo się ułoży, a ja myślałam realnie i wiedziałam, że nic się samo nie robi.
    Po "zameldowaniu się" u nauczyciela, pana Suszyńskiego, poszłam na drugi koniec sali, aby usiąść na jednej z trybun. Niespodziewanie okazało się, że Kuba też nie ćwiczy. Udałam, że interesuje mnie rozgrzewka, aby nie zauważył, że na niego patrzę. Ku mojemu zaskoczeniu, usiadł zaraz obok mnie, witając się cichym głosem.
    -Yyy... No cześć... - odpowiedziałam zmieszana, zastanawiając się, co będzie dalej.
    -Wiesz, gadałem z Dominem o tym... o tym, co się stało wczoraj. Był zdziwiony. Podobno wszyscy dawali nam duże szanse. Edi, ja wiem, że ty to robisz dla Wiki. Wszystko sobie przemyślałem. To, że zerwaliśmy, boli mnie jak cholera. Jesteś, to znaczy byłaś moją pierwszą prawdziwą dziewczyną i nawet, jeśli teraz nie jesteśmy razem, to chciałbym, żebyśmy nie byli wrogami. O ile nie masz nic przeciwko - dodał po chwili, patrząc na mnie.
    Inteligencja i tok myślenia Kuby zupełnie zbiły mnie z tropu. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież tak go skrzywdziłam, a on jeszcze wyciągnął do mnie rękę. Co zrobić? Co powiedzieć?
    -Kuba... - zaczęłam niepewnie. Nigdy nie byłam dobra w poważnych rozmowach. Stres brał górę. - Ja już się w tym wszystkim pogubiłam. Myślałam, że to będzie dobry pomysł, no wiesz. Ale jak Wiki mnie zobaczyła dzisiaj w łazience... Miała takie dziwne spojrzenie. Nie wiem, co o tym myśleć. I jeszcze teraz ty. Nie spodziewałam się. Zrobiłam najgorszą rzecz na świecie, a ty wyciągasz do mnie rękę. Przecież na to nie zasłużyłam! Miałeś rację, jestem egoistką... A ty jesteś zbyt dobrym człowiekiem, żeby w ogóle się do mnie odzywać. Dlaczego...
    -Bo chcę. I może to zabrzmi dziecinnie, ale dziś w nocy zrozumiałem, że nie mogę bez ciebie żyć. Jesteś jak powietrze... Rozumiesz. Powiedz, a sobie pójdę - odpowiedział.
    -Nie, zostań - zaprzeczyłam.
    -Pogadaj z nią - poradził mi Kuba.
    -Tyle, że ona nie chce mnie znać... Chyba dam sobie spokój, to nie ma sensu.
    -Nie odpuszczaj. Potem będziesz żałować. Ja z nią pogadam, jak chcesz - zaproponował.
    -Jeśli już mam to załatwiać, to zrobię to sama. Przepraszam cię - wypowiedziałam to słowo po raz kolejny i miałam wrażenie, że muszę je powiedzieć jeszcze wiele razy, zanim poczuję, że zrobiłam to w wystarczającym stopniu.
    -Nie powtarzaj się już.
    Kuba doskonale mnie znał i wiedział, że potrafię przepraszać tak długo, aż stanie się to wkurzające i dopiero kiedy widzę, że już nie muszę tego robić, ostatni raz mówię "przepraszam" i daję spokój.
    Klasa podzieliła się na cztery drużyny: dwie męskie i dwie złożone z dziewcząt. Mieli grać w piłkę ręczną. Spojrzałam na Kubę. Chyba było mu żal, że nie może wyjść na boisko i pokazać, co potrafi.
    -A tak właściwie - zaczęłam po chwili ciszy - to dlaczego nie ma cię na boisku?
    -Powiedziałem Suszyńskiemu, że nie mam stroju. Odpuścił mi, bo to pierwszy raz od dwóch lat - odpowiedział Kuba.
    -Jak to się stało, że nie wziąłeś stroju? Ty, wzorowy uczeń? - zmusiłam się do uśmiechu.
    -Przecież jedna odpuszczona godzina to nic takiego, a w-f to jedna z lepszych okazji, żeby móc z tobą pogadać.
    Uśmiechnęłam się, tym razem naprawdę szczerze i popatrzyłam na boisko. Grę rozpoczynali chłopcy. Przyglądałam się z zaciekawieniem. Odkąd zaczęłam chodzić z Kubą, powoli wkręcałam się w świat szczypiornistów.
    -Nie grają tak źle, no nie? - spytałam, nie odrywając wzroku od boiska.
    -Dają radę - usłyszałam obok siebie znajomy dziewczęcy głos.
    Na miejscu Kuby pojawiła się Wiki. Nie wiedziałam, co zaskoczyło mnie bardziej - to, jak mocno wciągnęła mnie gra, czy fakt, że Wiktoria siedziała koło mnie.
    -Skąd ty... Ale jak to? - zapytałam zaskoczona.
    -Magda mi powiedziała. Ty na serio zerwałaś z nim z mojego powodu? - zdziwiła się.
    -Nie wiem, czego się spodziewałam, ale tak. Wiki, przecież ja nie zrobiłam tego specjalnie. Nakręciłam się i w końcu zgubiłam rytm. Strasznie mi przykro. Brakowało mi ciebie, mimo że to kilka dni - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
    -Nie wiedziałam, że z ciebie jest taka desperatka - uśmiechnęła się. - Przepraszam cię. Nie chciałam do tego doprowadzić, po prostu poczułam, że odchodzę na drugi plan.
    -Tak chyba było. Ale teraz żałuję. Ile razy mam cię przepraszać?
    -Raz wystarczy, nie rób mi tego! - powiedziała. Ją też potrafiłam zamęczać przeprosinami w każdy możliwy sposób.
    W takim razie przepraszam.
    Przytuliła mnie w mocnym uścisku. Odrobina życia wróciła do mnie. Przygnębiała mnie myśl, że już nie będzie tak, jak wcześniej. Kuba raczej nie miał ochoty wracać do tej samej rzeki.


”Prawdziwa przyjaźń nie przestaje rosnąć nawet przy największym oddaleniu.
 

4 komentarze:

  1. fajnie :)
    nowe notka na blogach:
    http://for--blogs.blogspot.com
    http://swiat-chloe.blogspot.com
    http://opowiadania-kickin-it.blogspot.com
    ZAPRASZAM !

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne :D
    ale czemu akurat Kamil :( ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, imiona postaci były przypadkowe ;)

      Usuń
    2. To też trafiłaś :/
      heh tak tylko spytałam z ciekawości ;)
      po prostu sobie coś przypomniałam...

      Usuń