Rozdział V, dzień wcześniej, tak jak obiecałam ;) Ale zanim to, muszę jeszcze coś powiedzieć. W ostatnim czasie dowiedziałam się czegoś, co dotyczyło mojego bloga i gdyby to była zwykła krytyka, to nie zwracałabym na to uwagi, bo to jest chyba normalne, że jedni Cię chwalą, a inni krytykują. Przez chwilę chciałam usunąć bloga, skończyć z pisaniem. W tym miejscu dziękuję Marzeń. ♥ za pomoc, baaaaardzo długą rozmowę i za wszystko! W związku z całym zajściem przez kilka dni na bloga mogło wejść zaledwie kilka osób, ale przemyślałam to i zmieniłam zdanie. Jedyne, co się zmieniło, to adres. Reszta bez zmian :P A teraz apel do niektórych osób:
Jeżeli wchodzicie na mojego bloga tylko po to, aby się pośmiać z podobieństwa postaci czy wydarzeń, to dziękuję, możecie kliknąć krzyżyk i wyjść stąd. Wolę nie mieć czytelników w ogóle, niż mieć, ale takich, którzy nie traktują tego, co robię, na poważnie. Dziękuję.
A teraz blog. Rozdział jest bardzo krótki, to tak jakby zakończenie pierwszej części i w pewnym sensie wstęp do kolejnych wydarzeń, choć nie bezpośredni. Potem akcja to jest zupełnie inna bajka. Ale o tym za tydzień. Już więcej nie zanudzam :P
Rozdział piąty
Zbudziłam się przed piątą. Nie spałam
prawie całą noc. Tylko co chwilę mrużyłam oczy. Ale za każdym razem miałam
przed sobą jeszcze tak świeży widok. Powieki, skutecznie sklejone wczorajszym
niezmytym makijażem, leniwie się otworzyły. Wstałam z łóżka, powoli podeszłam
do okna i rozsunęłam zasłony. Miasto powoli budziło się do życia. Wszyscy
jeszcze spali, co było dziwne, bo o tej godzinie tata zwykle krzątał się po
kuchni, przygotowując sobie kanapki. Wyjrzałam przez drzwi. Cisza. Nie miałam
ochoty na wyjście z pokoju, ale nie chciałam, aby miał przeze mnie problemy w
pracy tylko dlatego, że go nie obudziłam. Najciszej, jak tylko mogłam,
przeszłam korytarzem do sypialni rodziców. Otworzyłam drzwi. Nikogo nie było.
Lekko się przestraszyłam. Przeszłam do kuchni. Światło się świeciło. Nagle
serce podeszło mi do gardła.
-Niespodzianka!!!
Przede mną stali rodzice i Natalia z tortem w rękach. Przez chwilę nie mogłam sobie uświadomić, co się dzieje. Stałam nieruchomo przez dobre piętnaście sekund, zanim zorientowałam się, co się dzieje.
-Dziś pierwszy października! – mama chyba zauważyła, że nie kojarzę, o co im chodzi. – Nie pamiętasz, co to za dzień? Muszę przyznać, że trochę popsułaś nasze plany, bo chcieliśmy zrobić Ci śniadanie do łóżka, ale może jeszcze uda się przygotować inną niespodziankę – powiedziała z tajemniczym uśmiechem.
-Ehmm – zatkało mnie. Nie wiedziałam, co powiedzieć. – Dziękuję wam. Ooo. Ale fajny tort!
-Niespodzianka!!!
Przede mną stali rodzice i Natalia z tortem w rękach. Przez chwilę nie mogłam sobie uświadomić, co się dzieje. Stałam nieruchomo przez dobre piętnaście sekund, zanim zorientowałam się, co się dzieje.
-Dziś pierwszy października! – mama chyba zauważyła, że nie kojarzę, o co im chodzi. – Nie pamiętasz, co to za dzień? Muszę przyznać, że trochę popsułaś nasze plany, bo chcieliśmy zrobić Ci śniadanie do łóżka, ale może jeszcze uda się przygotować inną niespodziankę – powiedziała z tajemniczym uśmiechem.
-Ehmm – zatkało mnie. Nie wiedziałam, co powiedzieć. – Dziękuję wam. Ooo. Ale fajny tort!
Był
wielki, okrągły, paliło się na nim siedemnaście świeczek, a wokół bardzo
dokładnie uformowany wzór strukturalny jednego z pierwszych związków, jakiego
się nauczyłam – kwasu siarkowego. Nieświadomie się uśmiechnęłam. Do tej pory
sądziłam, że raczej nikt nie interesuje się moją pasją. A tu taka miła niespodzianka!
Na chwilę zapomniałam o wczorajszym wieczorze, nic innego się dla mnie nie
liczyło.
-Dziękuję
wam! Tato, a ty nie musisz iść do pracy? - spytałam.
-Nie.
Dziś poprosiłem szefa o wolne tylko ze względu na ciebie! - odpowiedział.
Rzuciłam
mu się na szyję, a następnie przytuliłam mamę i Natalię. Przez następne pięć
minut składali mi życzenia, a potem zdmuchnęłam świeczki i pokroiłam tort. Był
przepyszny. Mama i Natalia musiały robić go całą noc. Chyba, że ukrywały go w
podziemiach naszego domu, o których jeszcze nie wiem. Prezenty postanowiłam
otworzyć po powrocie ze szkoły, aby przez cały dzień zastanawiać się, co w tym
roku wymyśliła moja rodzinka. Ostatnim razem odpakowałam biżuterię od rodziców
i dwa bilety do parku zabaw od Natalii. Moja siostra podeszła do kupna prezentu
z poczuciem humoru, jakiego nigdy jej nie brakowało. Zażartowałam, że
wykorzystam obydwa bilety dla siebie, a kiedy Natalia rzekomo posmutniała i
powiedziałam, że zabiorę ją ze sobą, okazało się, że wszystko było udawane. Oczywiście,
nie obyło się bez małej siostrzanej bitwy i garści wyrwanych włosów, ale już
godzinę później wyszłyśmy razem na spacer ze Snaksem, moim ukochanym
owczarkiem, a w pierwszą sobotę po moich urodzinach wybrałyśmy się do parku na
cały dzień. Czułam się wtedy jak małe dziecko, ale nie przejmowałam się tym, bo
stwierdziłam, że fajnie jest na chwilę stać się rozpieszczonym przedszkolakiem.
Czasem brakowało mi tego, a prezent okazał się bardzo trafny.
Jak
zwykle, o siódmej trzydzieści wyszłam do szkoły, z bardzo dobrym humorem. W
połowie drogi spotkałam się z Wiktorią, która szybko podbiegła i mocno mnie
przytuliła. Przez kilka sekund nie mogłam oddychać, więc ucieszyłam się, kiedy
samochód zatrąbił na nas i musiałyśmy przejść na chodnik. Usłyszałam długą listę
życzeń, a na końcu dostałam prezent, który postanowiłam odpakować z
pozostałymi.
-Proszę,
proszę! Odpakuj teraz! Chcę zobaczyć twoją minę! - nalegała.
-Wiesz
co? Mam pomysł. Przyjdź do mnie dzisiaj po szkole, pomożesz mi otworzyć
wszystkie prezenty. Co ty na to?
-Jasne!
- ucieszyła się. - Już nie mogę się doczekać! A tak w ogóle, to gdzie ty wczoraj
wyparowałaś z dyskoteki? I dlaczego nie odpisywałaś na SMS-y?
I
nagle cała moja radość zniknęła, a w jej miejscu pojawił się smutek. Wszystkie
wydarzenia wczorajszego dnia powróciły, na chwilę zatrzymałam się w czasie,
mimowolnie odtwarzając wszystkie chwile, jeszcze tak świeże.
-Co
się dzieje? - zapytała Wiktoria, budząc mnie z myśli.
-Kaśka
pocałowała Kubę. Przy mnie! - prawie krzyczałam.
-Jak
to? Przecież oni nie są razem, a Kuba jej nienawidzi - Wiktoria próbowała bronić
Kubę, ale ja nie miałam ochoty tego słuchać. Wiedziałam swoje i jak zawsze
uparcie trzymałam się swojej wersji.
-Nie
wiem, nie obchodzi mnie to - odpowiedziałam. - Nieważne. Nie chcę o tym
rozmawiać, tym bardziej w dniu moich urodzin.
-Ok,
jak chcesz - powiedziała, lekko zawiedziona.
Weszłyśmy
do szkoły. Było mi smutno, bo przez resztę drogi myślałam tylko o jednym.
Wiktorii było przykro, choć nie była niczemu winna. Atmosfera całego dnia się
zepsuła. Nie sądziłam, że mogłoby stać się coś gorszego. A jednak. Dosłownie
kilka sekund po nas do szkoły wszedł Kuba. Kiedy go zauważyłam, z pośpiechem
zmieniłam buty i wyszłam z szatni. Na jego twarzy dostrzegłam rozczarowanie,
choć mogłam się mylić. Wciąż nie dopuszczałam do siebie myśli innej od tej,
jaką przyjęłam na początku – że Kuba jest zainteresowany Kaśką. Wiktoria
została, przypuszczam, że chciała dowiedzieć się od niego czegoś więcej. I
chyba się dowiedziała, bo zdążyłam wyjść na pierwsze piętro i już nie szłam
sama.
-Słuchaj
– mówiła trochę przyciszonym głosem. - To, co się wczoraj wydarzyło, to były
tylko wymysły Ropuchy. Ona chciała cię sprowokować do tego, co zrobiłaś – do
wyjścia z dyskoteki. Tylko o to jej chodziło. Poczuła się zazdrosna, że
tańczysz z najładniejszym chłopakiem w klasie, szkole, na świecie! Musiała coś
zrobić.
-Może
i tak. Ale muszę to wszystko przemyśleć. Na razie chcę o tym zapomnieć, w końcu
to moje urodziny, nie?
Usiadłyśmy
pod ścianą, w nieco odludnym miejscu, gdzie niewielu uczniów przychodzi, bo
jest tam tylko jedna klasa. Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy. Chyba żadna z
nas nie wiedziała, co powiedzieć. Nagle milczenie przerwał Kuba, który
wiedział, gdzie lubimy przesiadywać, bo kiedyś przyłapał nas, jak go
obgadywałyśmy, choć do dzisiaj nie rozumiem, jak z odległości przynajmniej
dziesięciu metrów można usłyszeć prawie szept.
-Cześć
- powiedział trochę nieśmiało. Widać było, że nie jest pewny, czy dobrze robi.
- Możemy pogadać?
-Nie
teraz. Może potem. Może kiedyś - nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć, jedynie to
przyszło mi na myśl.
-Hmm.
Ok – rzekł ze smutkiem i odszedł.
Zrobiło
mi się go żal, w końcu Kuba nie jest niczemu winien, a ja go ignoruję i odzywam
się do niego w ten sposób. Nie chciałam, aby tak myślał, rzeczywiście
musieliśmy pogadać.
Na
pierwszej lekcji – chemii Kuba ciągle patrzył w moją stronę. Wiedział, że
lekcja mnie interesuje, więc raczej nie liczył na to samo. A lekcja
interesowała mnie tylko wtedy, kiedy nauczycielka nie stała tyłem do klasy.
Przynajmniej mogłam przez chwilę odejść w myślach. Postanowiłam, że dam mu
szansę wytłumaczenia się i spróbuję o tym zapomnieć. Ale tylko wtedy, gdy
postara się o to. Już na drugich zajęciach dostałam liścik, na którym starannie
napisane było: Edyta S. Z lekkim
zawahaniem otworzyłam go.
„Możemy
pogadać dzisiaj po szkole? Proszę Cię. Zajmę Ci tylko 5 minut. Nie więcej.
Tylko o to Cię proszę. Bardzo mi na tym zależy.”
Popatrzyłam
w jego stronę. Obserwował moją reakcję. Szybko odwróciłam głowę. Wyrwałam z
zeszytu kartkę i napisałam list.
„Kuba
chce pogadać po szkole. Poczekasz na mnie parę minut? Prooooszę!”.
Złożyłam
i napisałam: Wiktoria K. Niestety pan od biologii nie tolerował rozmów na
lekcji, dlatego nas przesadził i siedziałyśmy w możliwie największej odległości
od siebie – ja z przodu, a ona z tyłu po przeciwnej stronie. Przed przekazaniem
liściku odmówiłam modlitwę, aby nikt tego nie przeczytał, a zwłaszcza
nauczyciel. Wiadomość szczęśliwie dotarła do przedostatniego rzędu. Wtedy
dotarł do Magdy, która nigdy nie potrafiła niczego dyskretnie przekazać. W
chwili, kiedy go otrzymała, nauczyciel popatrzył w jej kierunku i szybkim
krokiem do niej podszedł. Serce podeszło mi do gardła. Zrobiło mi się gorąco.
-Oddaj
mi to - powiedział grubym, stanowczym głosem.
-Aaalee
to nie jest moje - odpowiedziała Magda ze strachem.
Te
dwie sekundy ciągnęły się niesamowicie długo. W końcu wstałam i powiedziałam:
-Proszę
pana, to jest moje. Może mi pan wpisać nieodpowiednie zachowanie, ale niech pan
tego nie czyta.
Pan Wieszczyński popatrzył na mnie, ale zaraz się odwrócił, bo Wiktoria zwróciła się do niego:
-Ale
ten list był do mnie, więc teoretycznie to jest moja wina. Niech pan ukarze
mnie, a nie Edytę. To ja pierwsza do niej napisałam.
Wzrokiem
zapytałam ją: Co ty wyprawiasz?! Zauważyłam, że zrozumiała i lekkim uśmiechem
przekazała mi, żebym się nie martwiła. Nauczyciel zauważył naszą wymianę gestów
i jeszcze bardziej się zdenerwował.
-Obydwie
zostajecie po lekcjach w kozie. I nie ma żadnych wykrętów. Aha, i dzwonię do
rodziców. A teraz siadajcie i schowajcie tą kartkę.
"Niezły prezent urodzinowy", pomyślałam.
Popatrzyłam
na Kubę. Wpatrywał się w zeszyt i nie podniósł wzroku ani na chwilę. Musiałam
mu jeszcze coś napisać.
„Przepraszam.
Chyba nic nie wyjdzie z tym po szkole. Przepraszam. Przepraszam, przepraszam.
Naprawdę chciałam.”
Wiedziałam,
że do końca lekcji będę bardziej obserwowana, dlatego poczekałam, aż Wieszczyński podejdzie do tablicy i zacznie rysować kolejne nudne rysunki łodyg kwiatków.
Kiedy tak się stało, szybko podałam list do tyłu. Na moje szczęście Kuba
siedział tylko dwie ławki za mną i tym razem obyło się bez problemów.
Odwróciłam się na chwilę, aby zobaczyć minę Kuby. Znowu nic nie wyrażała. Dwie
minuty później znów dostałam list. Musiałam się nieźle namęczyć, aby przeczytać
go i nie dać żadnych powodów do podejrzeń Wieszczyskiemu.
„Nic
się nie stało. Może jutro?”
Odwróciłam
się i spojrzałam na Kubę. Pokiwałam głową.
Kara
po lekcjach wydawała się trwać niesamowicie długo, choć w rzeczywistości była to
tylko jedna godzina lekcyjna. Wychodząc ze szkoły, co chwilę powtarzałam sobie:
głupia, głupia, głupia... Kiedy na chwilę przestałam, aby nabrać powietrza,
zauważyłam znajomą kurtkę. Przez chwilę usiłowałam przypomnieć sobie, do kogo
ona należy. Nie musiałam długo się zastanawiać. Tylko jeden chłopak w szkole
jest na tyle odważny, by założyć ubranie, które tak bardzo rzuca się w oczy
przez swój jaskrawożółty kolor. Kuba czekał cały ten czas. Na mnie? Kiedy nas
zauważył, wstał i podszedł. Serce biło mi dwa razy mocniej i szybciej niż
kiedykolwiek wcześniej.
-Wiki,
przepraszam cię, ale muszę - powiedziałam.
-Spoko,
będę czekać na ciebie na rynku. Może skorzystam z placu zabaw. Muszę sobie
wreszcie przypomnieć dzieciństwo - odpowiedziała z uśmiechem.
-Dziękuję.
Kiedy
Wiktoria odeszła, Kuba zaproponował mi, abym usiadła na ławce, po czym uczynił
to samo. Przez chwilę milczeliśmy. Chciałam zacząć, ale najwidoczniej Kuba
pomyślał o tym samym i oboje nawzajem przeszkodziliśmy w powiedzeniu
czegokolwiek. Uśmiechnęłam się i dałam pierwszeństwo Kubie. Nie zaprzeczał.
Rozmawialiśmy przez piętnaście minut. Trwałoby to dłużej, gdyby nie to, że
przypomniałam sobie o Wiktorii. Całą sprawę uznałam za wyjaśnioną, więc
postanowiłam o tym zapomnieć. Wstaliśmy i już chciałam się pożegnać z Kubą, gdy
ten podszedł do mnie i powiedział: Cieszę się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy.
A tak w ogóle, bo jeszcze nie było okazji: wszystkiego najlepszego.
-Skąd
wiesz, że mam dzisiaj urodziny? – spytałam, nieco zaskoczona.
-Obiło
mi się o uszy.
-Dziękuj…
- nie zdążyłam skończyć, bo poczułam jego usta na swoich. Odwzajemniłam
pocałunek, choć robiłam to pierwszy raz i nie miałam doświadczenia. Była to
najpiękniejsza chwila mojego dotychczasowego życia.
” Ze szczęściem czasami bywa tak, jak z okularami - szuka się ich,
a one siedzą na nosie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz