No wreszcie! Wreszcie się zebrałam w sobie i skończyłam. Obiecałam sobie i członkom grupy na zadane.pl, że postaram się z całych sił. Dziś wyłączyłam się na kilka godzin i skończyłam. Szczerze powiedziawszy, rozdział kończy się dość smutnym wydarzeniem, ale jest jednym z lepszych (tak mi się wydaje). Coraz bardziej zbliżam się do końca książki, to nie są jeszcze ostatnie rozdziały, ale wiem, że jestem bliżej końca niż początku. Wstępnie wiem, jak ta historia się skończy, nie wiem, jak to rozwinę, ponieważ na ten rozdział miałam całkiem inne plany, miało być wyjście do kina itd., a jednak w trakcie pisania wymyśliłam coś innego. Za wszelkie błędy przepraszam, zapraszam do czytania, komentowania, obserwowania i polecania znajomym ;)
PS Przepraszam za koszmarny wygląd bloga, w najbliższym czasie popracuję nad nim ^^
PS Przepraszam za koszmarny wygląd bloga, w najbliższym czasie popracuję nad nim ^^
Rozdział
dwunasty
Wtorek,
9 listopada
Zastanawiam się, czym sobie
zasłużyłam. Czym sobie zasłużyłam na tak cudownego chłopaka? W
moim śnie, kiedy miałam wypadek, postanowiłam zacząć pisać, aby
przelać swoje łzy na papier. Teraz chcę opisywać moje chwile z
Kubą, aby kiedyś, w przyszłości, otworzyć pamiętnik, przeczytać
wpisy i wspomnieć te piękne czasy.
Kuba jest moim pierwszym
chłopakiem. Najlepszym, jaki mógł mi się trafić. Te moje
„podchody”, ta skryta miłość, wydają mi się trochę
śmieszne, ale gdyby nie to, nie byłabym teraz taka szczęśliwa!
Nie pisałabym o tym w pamiętniku, nie opowiadałabym siostrze i
przyjaciółkom.
Podobno pierwsza miłość
boli najbardziej, ale jest też najpiękniejsza. Nie wiem, ile jest w
tym prawdy, bo to dopiero mój pierwszy raz, kiedy się
zakochałam w kimś tak bardzo. Wcześniej, kiedy podobał mi się
jakiś chłopak, nie byłam aż tak bardzo stremowana przy jego
obecności. Przechodziło mi zwykle po tygodniu, kiedy stwierdziłam,
że nie jest aż taki ładny i fajny, jaki się wydawał na początku.
Teraz było inaczej. Na początku bolało mnie, że Kuba nie zwraca
na mnie uwagi, że jestem dla niego powietrzem, nie istnieję. Potem
coś zauważyłam. Tak właściwie, to zauważyła to Wiktoria, a nie
ja. Ja nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogę się komuś
podobać, a zwłaszcza chłopakowi, o którego względy się
starałam.
Kuba jest bardzo troskliwy.
Jestem w gipsie od pięciu tygodni, a nie było dnia, żeby mi nie
pomagał. W sumie, jednego dnia, kiedy miał ważny mecz ręcznej,
chciał zostać ze mną, ale nakrzyczałam na niego i zagroziłam, że
z nim zerwę, jeśli nie pojedzie. To przecież kapitan drużyny, nie
mogłoby go zabraknąć w czasie finałów wojewódzkich!
Gdyby nie on, chłopaki by przegrali, strzelił wiele bramek, miał
bardzo dobrą skuteczność. Za trzy tygodnie mają mistrzostwa
krajowe i mam szczerą nadzieję, że uda im się osiągnąć sukces.
Wierzę w to, wierzę w Kubę.
Chciałabym,
żeby mój związek z Kubą był taki idealny, jaki jest w tej
chwili. Aby nic się nie zmieniło. Wiem, że na naszej drodze będą
pojawiać się problemy, ale modlę się o to, abyśmy przetrwali
każdy kryzys, żeby żadne z nas nie zrezygnowało po pierwszej
przeszkodzie, jaką napotkamy. Chciałabym być na zawsze taka
szczęśliwa.
Jeszcze
tylko tydzień. Tyle muszę przeżyć z moim „przyjacielem”.
Wiedziałam, że rozstanę się z nim z szerokim uśmiechem na
twarzy. Niby już się przyzwyczaiłam do obciążenia na nodze,
jednak mimo wszystko zmęczyłam się. Miałam nadzieję, że kość
już się zrosła i nie będzie żadnych przeszkód, aby ten
gips zdjąć mi z nogi. Moim marzeniem było wreszcie wrócić
do normalnego życia. Życia na własny rachunek, bez ciągłej
pomocy innych. Czułam, że te siedem dni to będzie najdłuższy
tydzień, jaki kiedykolwiek przeżyłam.
Czekałam
z niecierpliwością na przyszły wtorek. Byłam umówiona na
godzinę dziewiątą. Tata wziął sobie wolne w pracy i ze mną
pojechał. Lekarz jak zwykle się spóźnił, a przy wejściu
tłumaczył się problemami z synem. A co mnie obchodzi jakiś syn?
Ja z niecierpliwością czekam na wolność, a tu jakiś syn jest
ważniejszy ode mnie?! Paranoja!
Przede
mną w kolejce był jakiś chłopak, dzięki któremu
denerwowałam się jeszcze bardziej. Na szczęście jego wizyta nie
trwała długo i po pięciu minutach wreszcie mogłam wejść do
środka. To była chwila prawdy. Moje „być albo nie być”. Albo
zdejmą mi gips, albo dalej będę musiała z nim żyć.
-Boję
się – powiedziałam do taty, trzymając nieruchomo klamkę.
-Nie ma
czego. To tylko zdjęcie gipsu – pocieszał mnie mój
towarzysz.
-Nie
rozumiesz.
-Wchodź
- zignorował moją sugestię tata i otworzył drzwi. - Dzień dobry!
Usiadłam
na krześle, a serce okropnie mi waliło. Przez chwilę lekarz
oglądał moje zdjęcia rentgenowskie, które zrobiłam zaraz
przed wejściem. Próbowałam coś z nich odczytać, ale na
próżno. Raczej nie byłabym dobrym lekarzem.
-Hmm... -
zamyślił się, a ja trzęsłam się z nerwów. - Widzę, że
kość się zrosła prawidłowo i nie widzę przeszkód, aby
zdjąć gips. Noga już nie potrzebuje usztywnienia.
-Uff, to
dobrze – odetchnęłam z ulgą. - Już mam go dość.
-Chyba
wiem, o czym mówisz – odpowiedział lekarz. - Poczekaj
chwilkę, już się tym zajmiemy.
Po
piętnastu minutach wyszłam z gabinetu ze skierowaniem na wizytę
kontrolną za miesiąc w ręce, zamiast kul. Uśmiechałam się od
ucha do ucha. Od razu zadzwoniłam do Kuby.
-No
wreszcie – ucieszył się. - Wreszcie zaczynasz normalne życie,
nie?
-Tak,
tak, TAK!!!
Opowiedziałam
Kubie wszystko ze szczegółami, inaczej pewnie nie dałby mi
spokoju. Tata, prowadząc samochód, przysłuchiwał się
wszystkiemu i się śmiał. Co chwilę szturchałam go w bok, żeby
był cicho, ale on nie przestawał. Cały tata.
-To co?
Jesienny spacer dziś o trzeciej? - zaproponowałam.
-A czy ty
wiesz, że nie wolno ci nadwerężać tej nogi? - spytał.
-Wiem,
wiem. Weźmiesz mnie na plecy, tak jak przez te sześć tygodni.
-Pff,
jeszcze czego! Nie będę więcej nosił twojego ciężkiego tyłka!
- zażartował.
-Obrażam
się!
-Też cię
kocham. Do zobaczenia! - i rozłączył się.
Chłód
powoli dawał o sobie znać. Wiatr porywał liście z drzew, a na
niebie zaczęły pojawiać się ciemne i ciężkie chmury. Zanosiło
się na „szarówkę”, czego bardzo nie lubiłam.
Wprowadzała mnie w nastrój zadumy i sprawiała, że myślę o
sprawach, nad którymi zastanawiają się dorośli, a nie
siedemnastolatka. Patrzyłam na świat w szarych kolorach, słuchałam
smutnej muzyki, ta wesoła mocno drażniła moje uszy. Spacer był
bardzo dobrą odskocznią od tej szarości codziennego życia,
dlatego bardzo się ucieszyłam, że idę, zwłaszcza, że nie idę
sama, tylko z ukochaną osobą.
Nie
chodziłam idealnie, na to jeszcze było za wcześnie. Musiałam tę
nogę „rozchodzić”, ale też starać się, żeby jej nie
nadwerężać, a spacery są dobrymi ćwiczeniami na rozruszanie
usztywnionej przez półtora miesiąca kości. Na pewno spadła
mi kondycja. Na szczęście miałam zwolnienie do końca semestru z
wychowania fizycznego, więc nie musiałam się martwić o słabe
oceny z tego przedmiotu.
Mieliśmy
się spotkać pod przystankiem, jednak Kuba musiał przyjść po mnie
pod dom. Twierdził, że to tylko ze względu na chęć spędzenia ze
mną więcej czasu, ale ja wiedziałam, że ma mnie za kalekę i nie
może spuścić ze mnie wzroku ani na chwilę. To miłe, ale zarazem
wkurzające, jednak nie chciałam być niewdzięczna i nie wyrażałam
swojej opinii na ten temat.
-No i
jak? Już nie będziesz narzekać na to, że masz gips na nodze? -
spytał Kuba, kiedy już wchodziliśmy do parku.
-Raczej
nie. Choć wiesz, jakie są dziewczyny, zawsze im coś nie pasuje –
odpowiedziałam, a on popatrzył się na mnie wzrokiem, którym
mógłby zabić smoka ze średniowiecznych baśni.
-Wiesz
co? Ja się zastanawiam, jak to możliwe, że faceci chcą w ogóle
brać ślub. Wytłumacz mi, jak?! Przecież z wami nie da się
wytrzymać przez całe życie.
-W tej
chwili, właśnie TERAZ mnie obraziłeś. Twierdzisz, że nie chcesz
być ze mną na zawsze? - spytałam zironizowanym głosem.
-Jasne,
że chcę. To był przecież tylko żart, a ty jak zwykle wszystko
bierzesz na poważnie – próbował mnie uspokoić łagodnym
głosem.
-To wcale
nie był śmieszny żart. O takich rzeczach się nie żartuje.
Nagle
odechciało mi się wszystkiego. Jedyne, czego chciałam, to wrócić
do domu. Byłam zła. Rozumiem, że można sobie pożartować o
kwiatkach, ale na pewno nie o tak poważnych sprawach. Może i jestem
trochę sztywna, może nie mam aż takiego poczucia humoru, ale wiem,
gdzie kończy się granica przyzwoitości.
-Okej,
przepraszam. Nie złość się na mnie. Przecież nie chciałem cię
obrazić – sprostował swoje słowa Kuba, po czym zrobił minę
smutnego pieska, która zawsze doprowadzała mnie do śmiechu.
Jego oczy pełne żalu mistrzowsko łagodziły każdy konflikt.
Uśmiechnęłam się i uderzyłam go w ramię.
-Ale
więcej tak nie mów.
-Nie
będę.
Zatrzymał
się, odwrócił w moją stronę i popatrzył głęboko w oczy,
które jeszcze miesiąc temu tak bardzo mnie peszyły. Objął
mnie w talii i mocno do siebie przytulił. Przycisnął mnie do
siebie mocno, tak, jakby nie chciał mnie nigdy wypuścić. Tej
bliskości brakowało mi od dawna. Tego ciepła i bijącego serca,
które wtedy mogłam wyczuć przez cienką kurtkę Kuby.
-Jesteś
najlepszym, co mnie spotkało, wiesz? - powiedział, dalej mocno mnie
trzymając.
-Jeśli
mnie nie puścisz, to będę trupem, a chyba nie chciałbyś mieć
mnie na sumieniu!
Dopiero
wtedy zauważył, że ledwo oddycham i jestem czerwona na twarzy.
Zaczął się ze mnie śmiać, a kiedy na chwilę się odwróciłam,
znowu mnie chwycił, podniósł do góry i wykonał
kilkanaście obrotów. Krzyczałam na niego, że zaraz
zwymiotuję, ale to nie skutkowało. Jak grochem o ścianę. Czułam
się jak na karuzeli, jak mała dziewczynka. Ludzie, którzy
przechodzili gdzieś obok musieli mieć niezłe widowisko. Rzadko
kiedy myśli się o tym, co myślą inni, podczas gdy człowiek ma ochotę
zwymiotować, więc nie zwracałam większej uwagi na tych, którzy
patrzyli i pewnie się śmiali. W końcu rzadko spotyka się dwoje
prawie dorosłych nastolatków, zachowujących się jak dzieci
w miejscu publicznym.
Spacerowaliśmy
dość długo. Zrobiło się chłodno, a ja miałam na sobie tylko
zapinany sweter. Kuba wyczuł, że marznę, więc zdjął swoją
skórzaną kurtkę i narzucił na moje ramiona. Była
przesiąknięta zapachem ulubionych perfum Kuby, które zresztą
uwielbiałam. Chwycił mnie za rękę i szliśmy dalej. Nawet nie
zauważyliśmy, kiedy nastał wieczór. Nie powiedziałam
mamie, na jak długo wychodzę, więc nie musiała się o mnie
martwić, tym bardziej, że nie byłam sama. Z pośpiechu nie wzięłam
z domu telefonu i co chwilę odruchowo sprawdzałam kieszeń.
-Tam go
nie ma, bo go zostawiłaś w domu, weź już przestań – powiedział
Kuba, wyraźnie zły, że bardziej przejmuję się jakimś telefonem,
niż jego własną osobą. Czytałam w jakimś artykule, że trochę
zazdrości i rywalizacji nie zaszkodzi, a wręcz pomoże w związku,
ale co to za rywalizacja z telefonem?
-Wiem,
ale cały czas się boję, że go gdzieś zgubiłam.
-JEST W
DOMU, mam ci to przeliterować? - spytał, dość zdenerwowany.
-Nie
trzeba, ogarnę się i nie będę o nim myśleć. Zadowolony?
-Tak,
dziękuję. Boże, jak ja z tobą wytrzymuję? - podniósł
głowę do góry i popatrzył na niebo wręcz błagalnym
wzrokiem.
-Nie
narzekaj. Przecież mogłeś trafić gorzej – zasugerowałam, ale
chyba niepotrzebnie.
-Sugerujesz,
że źle wybrałem?
Zaczynało
się od nowa. Nie chciałam na serio pokłócić się z Kubą
przez taką głupotę.
-Nie, nic
nie sugeruję! Najlepiej o tym zapomnijmy – próbowałam
załagodzić sytuację.
Zaczął
padać deszcz.
-Okej,
okej, nie wiem, dlaczego tak się zdenerwowałem.
-Chcesz
zrobić coś szalonego? - spytałam tajemniczo.
-Zależy
co.
-Pocałuj
mnie w deszczu, tak jak to robią na filmach! - krzyknęłam i nie
czekając na jego ruch, rzuciłam mu się na szyję.
On
podniósł mnie i długo i namiętnie pocałował. Kiedy
oglądałam filmy, gdzie zakochani tak robili, bardzo mi się to
podobało, ale nie zdawałam sobie sprawy, że jest to takie
przyjemne i piękne. Poczułam się jeszcze szczęśliwsza niż
byłam. W promieniu metra miałam wszystko, cały mój świat,
to, co czyniło mnie spełnioną. Nie potrzebowałam niczego więcej.
-Ale ty
jesteś szalony! - stwierdziłam, kiedy opuścił mnie na ziemię. -
Chodź, wracamy, póki jeszcze nie rozpadało się na dobre.
-Możesz
biegnąć? - spytał, patrząc na moją nogę badawczym wzrokiem.
-Nie
bardzo.
-Ugh,
czyli wracamy do czasów, kiedy miałaś na sobie gips.
Wsiadaj.
Przykucnął,
aby wziąć mnie „na barana”. Kiedy „wsiadłam”, wstał i
zaczął biec. Zdziwiłam się, kiedy minęliśmy skręt w boczną
alejkę, która prowadzi do mojego domu, ale nie odzywałam
się, bo wiedziałam, że Kubie mogę zaufać. W ciszy i coraz
większym deszczu dotarliśmy pod przystanek autobusowy, skąd nie
było już daleko do domu Kuby. Stanęłam na nogach. Widziałam, że
mój „taksówkarz” był niesamowicie zmęczony.
-Odpocznij
sobie – zaproponowałam.
-Nie,
chodźmy, bo z tej mżawki robi się niezła ulewa. Wsiadaj,
pójdziemy do mnie, będzie szybciej – odpowiedział i znowu
przykucnął.
-Nie, już
wystarczająco się zmęczyłeś. Spróbuję przynajmniej
truchtać, a twój dom jest przecież dosłownie kilkaset
metrów stąd.
-Ale
załóż kaptur. No to start!
Złapał
moją rękę i ruszyliśmy przed siebie. Nie mogłam biec zbyt szybko
ze względu na nogę, ale starałam się najszybciej, jak tylko
potrafiłam. Byliśmy już cali przemoczeni, nie chciałam myśleć o
tym, jak wyglądam, to musiał być straszny widok.
Kiedy
wreszcie dotarliśmy pod bramę wejściową, jedyne, o czym
marzyliśmy, to wyjść z tych mokrych ubrań. Moja sytuacja była
trochę bardziej skomplikowana, bo nie miałam przy sobie nic więcej.
Weszliśmy do środka. Od razu pognaliśmy do łazienki, bez
przywitania z tatą Kuby, który siedział w salonie i czytał
gazetę, a kiedy nas zobaczył, wychylił głowę, nic nie mówiąc.
Wtedy
pierwszy raz byłam w domu Kuby. Nigdy wcześniej nie miałam okazji
obejrzeć go od wewnątrz. Wtedy też poznałam jego tatę. Mamy nie
było w domu, uznałam, że pracuje, więc o nią nie pytałam.
Kuba
przyniósł mi swoje spodnie, które jemu sięgały do
kolan, a mi – prawie do kostek. W pasie też nie były zbyt
idealne, ale na pewno lepsze było to niż moje mokre ciasne dżinsy.
Dostałam też t-shirt z zabawnym nadrukiem jakiejś postaci z bajki.
Kiedy włożyłam je na siebie, wyglądałam bardzo zabawnie, jakbym
nie wiedziała, jaki mam rozmiar i kupowała ciuchy mocno
niedopasowane do mojego ciała i w dodatku męskie.
Spojrzałam
w lustro. Moja twarz spokojnie mogła zostać użyta do jakiegoś
kultowego horroru. Obmyłam twarz, odgarnęłam włosy, podciągnęłam
co rusz spodnie i od razu wyglądałam jak człowiek.
-Zaczekaj
chwilę – powiedział Kuba i wyszedł z łazienki.
Wrócił
chwilę później z niebieską suszarką do włosów w
jednej i grzebieniem w drugiej ręce.
-Trzymaj,
wysusz się. Ta suszarka powinna działać, mama jej lubiła używać,
a teraz leżała bezczynnie od kilku dobrych lat – powiedział.
-Dzięki.
Jak to od kilku lat? Twojej mamie przestała się podobać? -
spytałam dość beztrosko.
-Nie, po
prostu... Nieważne – odpowiedział krótko, a na jego twarzy
pojawił się smutek.
Bałam
się cokolwiek powiedzieć, żeby go nie urazić jeszcze bardziej.
Nie wiedziałam, jakie było dokończenie tego zdania, ale łatwiej
by mi było, gdybym znała tą historię.
-Wysusz
się, a potem przyjdź do kuchni. Musisz wreszcie poznać tatę.
Lubisz spaghetti? - zapytał, zamieniając smutną twarz w
uśmiechniętą.
-Tak,
bardzo.
Tata Kuby
okazał się bardzo miłym, choć bezpośrednim człowiekiem. Miał
swoje jasne poglądy, których się trzymał, jasno stawiał
każdą sprawę. Zaimponował mi swoją pewnością siebie oraz
postawą, kiedy jego syn przedstawiał mu swoją dziewczynę.
Przywitał mnie ciepło, z uśmiechem, po czym wrócił do
czytania dziennika.
Kiedy
zaczynaliśmy jeść, do głowy wpadła mi jedna myśl. Przecież
nikt w domu nie wie, gdzie jestem! Mama pewnie od godziny zachodzi w
głowę, gdzie jestem. Z drugiej strony, mogla przecież zadzwonić
do Kuby, a tego nie zrobiła.
-Kubuuuuś
– przeciągnęłam jego imię, miląc się – mogłabym zadzwonić
do mamy? Powiem, że wrócę, jak przestanie padać.
-No chyba
oszalałaś! Będziesz wracać o tej godzinie do domu? - oburzył
się.
-To co
mam zrobić? Spać na przystanku?
-Jeśli
wolisz przystanek od przytulnego łóżka, to proszę bardzo.
Jutro jest sobota, więc możesz przenocować u mnie – zaproponował
Kuba.
-Naprawdę?
Dziękuję!
Wstałam
i pocałowałam go w policzek.
-Tylko
jest jeszcze jeden problem. Nie mam ze sobą telefonu.
-Dziewczyny...
I na co ci to było, synu? - spytał pan Paweł, nie podnosząc
wzroku.
Uśmiechnęłam
się i podążyłam za Kubą, który pokazał mi, gdzie jest
telefon.
-Halo? -
usłyszałam w słuchawce zdenerwowany głos.
-Mamo, to
ja. Złapał nas deszcz i pobiegliśmy do domu Kuby, a jeśli się
zgodzisz, to przenocuję u niego, żeby już nie wracać w nocy. I
przepraszam, że nie zadzwoniłam wcześniej, ale nie wzięłam
telefonu z domu. Mamo, jesteś tam? - spytałam, kiedy skończyłam
nawijać.
-Jestem!
Ty wiesz, co ja tu przeżywałam? Zadzwoniłam do Wiktorii, ona nic
nie wiedziała, inne koleżanki też, a Kuba nie odbierał. Już
chciałam dzwonić na policję! Nigdy więcej takich numerów!
- jej głos był naprawdę poważny.
-Dobrze,
przepraszam. Wszystko przez pośpiech. To się więcej nie powtórzy,
obiecuję ci. To co? Mogę zostać u Kuby?
-Możesz,
tylko wiesz... Ja jeszcze nie chcę być babcią... - odpowiedziała.
-Mamo! O
co ty mnie posądzasz? Przecież nie jestem głupia!
-Mam
nadzieję. W takim razie śpij dobrze i pozdrów Kubę.
Dobranoc – rzekła i odłożyła słuchawkę.
Jak mogła
sobie pomyśleć o tym, że ja chcę zrobić „to” w wieku
siedemnastu lat?! Chciałam najpierw skończyć szkołę, a dopiero
potem myśleć o rodzinie. Nie należę do grupy tych, które
robią coś bez rozumu, a potem ponoszą tego konsekwencje na całe
życie.
Wróciłam
do stołu, aby dokończyć posiłek. Potem Kuba zaprowadził mnie do
swojego pokoju. Był bardzo duży, a na łóżku spokojnie
mogłoby się zmieścić co najmniej pięć osób. Na ścianach
porozwieszane były plakaty znanych szczypiornistów, siatkarzy
i innych sportowców. Większości z nich nie znałam, bo po
prostu nie interesuję się sportem tak bardzo jak Kuba. Na szafce
nocnej stała ramka ze zdjęciem, na którym był mały Kubuś
i, jak się domyślałam, jego mama. Wzięłam je do ręki i
przyjrzałam mu się. Niby było zwyczajne, jednak coś czyniło je
wyjątkowym.
-To ja z
mamą. Miałem wtedy jedenaście lat – usłyszałam głos Kuby za
sobą. - Nie mieliśmy żadnych większych konfliktów. Jeśli
o coś poszło, to zwykle o jakieś zabawki, czy kary. Ciągle je
dostawałem. Nawet za rozbicie szklanki. Wtedy byłem na nią bardzo
zły. Teraz rozumiem, dlaczego to zrobiła.
-Dlaczego?
- spytałam.
-Chciała
mnie nauczyć dyscypliny i właściwego postępowania. Od zawsze
miała problemy ze zdrowiem, głównie z sercem, a kiedy miałem
dwanaście lat... Byłem na urodzinach u kolegi. Kiedy wróciłem,
zauważyłem, że nikogo nie ma w domu. Zwykle o tej godzinie wszyscy
byli w domu. Tym razem było inaczej. Zadzwoniłem do babci.
Powiedziała, że mama źle się poczuła i musieli jechać do
szpitala. Zdarzało się tak kilka razy w roku, a po paru dniach
wypuszczali ją do domu, więc uznałem, że tata wróci w
nocy, najpóźniej rano i położyłem się spać. W nocy byłem
bardzo niespokojny, co chwilę się budziłem, miałem dziwne sny.
Tata wrócił po północy. Kiedy zapytałem, gdzie jest
mama, odpowiedział, że musiała zostać w szpitalu na dłużej.
Wyczułem w jego głosie zdenerwowanie. Sam nie wiem, jak określić,
co to było. Zapytałem, czy mówi prawdę, sam nie wiem,
czemu. To pytanie samo ze mnie wyszło. Wtedy coś w nim pękło.
Pierwszy raz widziałem, żeby płakał. Zrozumiałem, co się
stało... Po policzku popłynęła mi łza, nie wiedziałem, co się
ze mną dzieje. Wybiegłem z kuchni i zamknąłem się w swoim
pokoju. Nie wyszedłem stamtąd przez 3 dni. Piłem tylko wodę, mój
organizm nie mógł przyswoić niczego więcej. Nie zdawałem
sobie sprawy, że przysparzam tacie jeszcze więcej zmartwień, ale
to po prostu był dla mnie szok. Od tamtej pory nie rozmawiałem z
nikim. Zamknąłem się w sobie na długi czas. Tata zapisał mnie do
psychologa, jednak i ten był bezradny. Dopiero,
kiedy znalazłem prawdziwego przyjaciela, wyszedłem z dołka.
Poznaliśmy się na placu zabaw. Miał na imię Dominik i jak
widzisz, kumplujemy się do teraz.
Spojrzał
na mnie. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Byłam w podwójnym
szoku. To samo działo się w moim śnie! O tym mówił mi
Kuba!
-Tak
mi przykro... Gdybym wiedziała... Nie zadałabym tego pytania o
suszarkę. Trochę mi głupio, że jej używałam – zmieszałam
się.
-Przestań,
to nic takiego. Gdyby tu była, na pewno by ci ją pożyczyła –
powiedział Kuba i podszedł do mnie. - Cieszę się, że jesteś ze
mną.
Przytuliłam
go najmocniej, jak tylko potrafiłam. Wiedziałam, czułam, że tego
potrzebuje najbardziej.
-No
nic, jest już późno i pewnie jesteś zmęczona. Połowa
łóżka jest twoja, resztę zajmuję ja. Chyba, że wolisz
podłogę, to mogę ci przynieść śpiwór – zażartował
Kuba.
-Jakoś
spróbuję się ścisnąć. Ale nie bądź rano zdziwiony,
jeśli będę spała na tobie. Lubię mieć dużo przestrzeni na
łóżku – wyjaśniłam.
-Spoko,
tylko potem mi nie mów, że próbowałem cię zgwałcić
czy coś – przestrzegał mnie Kuba.
-Moja
mama mówiła mi o tym samym! Dogadalibyście się –
powiedziałam. - Mogę spać w tym podkoszulku?
-No
pewnie, przecież ci go dałem.
Zdjęłam
spodnie i weszłam do łóżka. Nigdy w życiu nie spałam na
tak wygodnym łóżku. Było miękkie i ciepłe. Czyli takie,
jakiego potrzebowałam po dniu pełnym wrażeń. Kuba zgasił lampkę
nocną i również wszedł pod kołdrę. Pochylił się do
mnie, pocałował i powiedział „Dobranoc”.
-Masz
łaskotki? - spytałam po chwili ciszy, kiedy słyszałam, że Kuba
też nie może zasnąć.
-Nie,
ale nie próbuj sprawdzać.
-No
dobra – odpowiedziałam.
Po
cichu przesunęłam się na drugą połowę łóżka, bliżej
Kuby. Przez kilka chwil leżałam nieruchomo. Nagle rzuciłam się na
niego i zaczęłam łaskotać go po brzuchu. Zrozumiałam, dlaczego
dostałam zakaz sprawdzania. Kuba był na nie uczulony w każdym
miejscu swojego ciała! Skręcał się ze śmiechu. W końcu chwycił
moje ręce i odrzucił mnie. Przyklęknął nade mną. Ciężko
dyszał.
-No,
to teraz sprawdzimy, jaka ty jesteś wytrzymała – powiedział, po
czym skierował swoje ręce wprost na mój brzuch.
Nasza
bitwa trwała dość długo, aż w końcu padliśmy ze zmęczenia,
śmiejąc się z samych siebie.
Kiedy
rano otworzyłam oczy, zobaczyłam stojącego nade mną Kubę.
Patrzył na mnie troskliwym wzrokiem i delikatnie się uśmiechał.
Przywitałam się z nim, wstałam i poszłam do łazienki. Nie
chciałam, żeby mój chłopak patrzył na mnie w takim stanie.
Po śniadaniu pożegnałam się z panem Pawłem i poszłam do domu.
Byłam przygotowana na wszystko.
Tak,
jak się spodziewałam, mama na mnie nakrzyczała. Rozumiałam ją i
szczerze przeprosiłam. Poszłam do swojego pokoju. Zobaczyłam na
telefon. 18 nieodebranych połączeń i 4 SMS-y. Połączenia od
mamy, a wiadomości przysłała Wiktoria. Pierwszy z zapytaniem, jak
się czuję po zdjęciu gipsu, a pozostałe z informacją, że mama
mnie szuka i się o mnie martwi.
Uderzyłam
się w czoło. Z tego wszystkiego zapomniałam o mojej najlepszej
przyjaciółce. Postanowiłam, że zadzwonię do niej później.
Poszłam
do Natalii. Przez chwilę udawała złą, ale potem z wielkim
podekscytowaniem prosiła mnie o pikantne szczegóły nocy
spędzonej z Kubą. Tak naprawdę nie wiem, co ona sobie wyobrażała,
ale wyglądała na zniesmaczoną moją opowieścią. Nie wiedziałam,
co mam robić przez cały dzień, tym bardziej, że znowu zbierało
się na deszcz. Pomogłam mamie przy obiedzie. To był jedyny sposób,
by znowu odzyskać jej zaufanie i przede wszystkim uśmiech. Po
południu posprzątałam. Znalazłam kilka płyt z filmami. Włączyłam
je na DVD, przyniosłam popcorn i razem z Natalią oglądałyśmy
komedie aż do późnego wieczora.
Przed
snem dodałam wpis do pamiętnika. Opisałam cały mój dzień
i noc, które spędziłam z Kubą. Pisałam przez dwie godziny.
Kiedy już miałam zgasić światło, przypomniałam sobie, że
miałam zadzwonić do Wiktorii. Pewnie jeszcze nie spała, ale nie
chciałam jej zawracać głowy, a poza tym byłam dość zmęczona.
„Zadzwonię
jutro”, pomyślałam i położyłam się w łóżku.
Następnego
dnia na prawie cały dzień pojechałyśmy do babci.
Lubiłam tam jeździć głównie ze względu na jej wnuki, z
którymi wręcz uwielbiałam się bawić. Bardzo miło
spędziłam czas z Karolinką, Wiktorem i Marysią. Straciłam
rachubę czasu i w pewnej chwili uprzytomniłam sobie, że na
poniedziałek był zapowiedziany sprawdzian z historii. Nie lubiłam
tego przedmiotu i zawsze musiałam się uczyć więcej niż
pozostali, żeby mieć dobrą ocenę. Wróciliśmy do domu i
zabrałam się za naukę. Nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.
W
poniedziałek czekał mnie ciężki dzień. Sprawdzian miałam mieć
na piątej lekcji, więc przez cztery poprzednie musiałam się
jeszcze pouczyć. Zmierzając w stronę szkoły, zauważyłam
Wiktorię. Spojrzała na mnie w tym samym momencie i pośpiesznie
weszła do środka z Magdą. Zdziwiłam się, bo zwykle na mnie
czekała. Przed lekcjami próbowałam ją znaleźć, jednak ona
jakby się zapadła pod ziemię. Nagle zadzwonił dzwonek i
nauczyciel zmierzał do klasy. Usiadłam na swoim stałym miejscu,
gdzie zwykle siedziałam z Wiki. Ta jednak, kiedy zobaczyła mnie,
szepnęła coś do ucha Magdzie i usiadła z nią. Zrobiło mi się
przykro, że moja najlepsza przyjaciółka ignorowała mnie w
taki sposób.
Po
skończonej lekcji wyszła jako jedna z pierwszych. Dogoniłam ją i
przywitałam się. Odpowiedziała cicho i obojętnie i szła dalej z
Magdą. Postanowiłam spróbować inaczej. Napisałam jej
krótki liścik o tym, że spędziłam dzień i noc z Kubą i
podałam na lekcji. Byłam prawie pewna, że będzie chciała znać
szczegóły. Ona jednak, ku mojemu zaskoczeniu, przeczytała go
i włożyła do podręcznika. Napisałam jeszcze jeden.
„Co
się dzieje? Zrobiłam coś nie tak?”
Podałam
go i znów to samo. Totalna ignorancja. Podeszłam do niej na
przerwie i powiedziałam, że musimy pogadać. Niechętnie zatrzymała
się i poczekała, aż wszyscy odejdą. Zaplotła ręce w
zniecierpliwieniu i czekała, aż zacznę mówić.
-Jesteś
na mnie o coś zła? - spytałam. - Czymś cię uraziłam?
-Nie,
wcale – rzekła z sarkazmem, który wyczułam od razu.
-No
to powiedz, o co chodzi! Przecież nie jestem jasnowidzem! -
powiedziałam.
-Jak
o co chodzi? Ty się jeszcze pytasz? - zdenerwowała się. - Przez
cały weekend nie dawałaś znaku życia. Martwiłam się, ale ty
mnie totalnie olałaś.
-Przepraszam,
to wszystko przez to, że byłam...
-Na
randce z Kubą, a potem u niego w domu spędziłam z nim noc –
przerwała mi. - To chciałaś powiedzieć?
-Czyli
o niego chodzi? O Kubę? - spytałam.
-Odkąd
z nim jesteś ciągle słyszę: Kuba to, Kuba tamto, byłam z Kubą w
parku. Wiecznie o nim mówisz. Nie masz innego tematu do
rozmów, tylko on.
-Myślałam,
że interesuje cię to, że jestem szczęśliwa...
-Wiesz
co? Chwilami żałuję, że tak bardzo cię wspierałam w tym
wszystkim. Gdyby nie to, normalnie spędzałybyśmy czas. Kiedy
ostatnio zapytałaś mnie, co się u mnie dzieje? Kiedy zapytałaś,
czy nie chcę gdzieś wyjść, obejrzeć jakiś film, zrobić
cokolwiek razem? No kiedy? Już się dla ciebie nie liczę? -
wyrzuciła z siebie.
Zrobiło
mi się przykro. Wiktoria miała rację. Cały czas mówiłam
tylko o Kubie. Dziwiłam się jej, że znosiła moje nawijanie ciągle
o tej samej osobie.
-Jasne,
że się liczysz. Przepraszam cię za to. Po prostu Kuba zawrócił
mi w głowie i nie potrafiłam o niczym innym myśleć. To co?
Wybaczasz mi?
-Wybaczam.
To może wspólne zakupy w sobotę? - zaproponowała.
-Hmm.
W sobotę umówiłam się z Kubą. Idziemy do jego babci –
powiedziałam.
-W
takim razie nie mamy o czym mówić. Cześć.
I
odeszła szybkim krokiem.
”
Niekiedy
chłopak staje się murem, który zaczyna dzielić przyjaźń.
było mi powiedzieć że masz grupę a nie :)
OdpowiedzUsuńWybacz :) Już Cię przyjęłam :)
UsuńDzięki :)
UsuńMnie się podoba. Ciekawe zakończenie i świetnie dobrany cytat. Jak będziesz miała czas to zerknij: http://kraina-ksiazek-stelli.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń