sobota, 14 lipca 2012

ROZDZIAŁ XII

No wreszcie! Wreszcie się zebrałam w sobie i skończyłam. Obiecałam sobie i członkom grupy na zadane.pl, że postaram się z całych sił. Dziś wyłączyłam się na kilka godzin i skończyłam. Szczerze powiedziawszy, rozdział kończy się dość smutnym wydarzeniem, ale jest jednym z lepszych (tak mi się wydaje). Coraz bardziej zbliżam się do końca książki, to nie są jeszcze ostatnie rozdziały, ale wiem, że jestem bliżej końca niż początku. Wstępnie wiem, jak ta historia się skończy, nie wiem, jak to rozwinę, ponieważ na ten rozdział miałam całkiem inne plany, miało być wyjście do kina itd., a jednak w trakcie pisania wymyśliłam coś innego. Za wszelkie błędy przepraszam, zapraszam do czytania, komentowania, obserwowania i polecania znajomym ;)
PS Przepraszam za koszmarny wygląd bloga, w najbliższym czasie popracuję nad nim ^^


Rozdział dwunasty

Wtorek, 9 listopada
Zastanawiam się, czym sobie zasłużyłam. Czym sobie zasłużyłam na tak cudownego chłopaka? W moim śnie, kiedy miałam wypadek, postanowiłam zacząć pisać, aby przelać swoje łzy na papier. Teraz chcę opisywać moje chwile z Kubą, aby kiedyś, w przyszłości, otworzyć pamiętnik, przeczytać wpisy i wspomnieć te piękne czasy.
Kuba jest moim pierwszym chłopakiem. Najlepszym, jaki mógł mi się trafić. Te moje „podchody”, ta skryta miłość, wydają mi się trochę śmieszne, ale gdyby nie to, nie byłabym teraz taka szczęśliwa! Nie pisałabym o tym w pamiętniku, nie opowiadałabym siostrze i przyjaciółkom.
Podobno pierwsza miłość boli najbardziej, ale jest też najpiękniejsza. Nie wiem, ile jest w tym prawdy, bo to dopiero mój pierwszy raz, kiedy się zakochałam w kimś tak bardzo. Wcześniej, kiedy podobał mi się jakiś chłopak, nie byłam aż tak bardzo stremowana przy jego obecności. Przechodziło mi zwykle po tygodniu, kiedy stwierdziłam, że nie jest aż taki ładny i fajny, jaki się wydawał na początku. Teraz było inaczej. Na początku bolało mnie, że Kuba nie zwraca na mnie uwagi, że jestem dla niego powietrzem, nie istnieję. Potem coś zauważyłam. Tak właściwie, to zauważyła to Wiktoria, a nie ja. Ja nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogę się komuś podobać, a zwłaszcza chłopakowi, o którego względy się starałam.
Kuba jest bardzo troskliwy. Jestem w gipsie od pięciu tygodni, a nie było dnia, żeby mi nie pomagał. W sumie, jednego dnia, kiedy miał ważny mecz ręcznej, chciał zostać ze mną, ale nakrzyczałam na niego i zagroziłam, że z nim zerwę, jeśli nie pojedzie. To przecież kapitan drużyny, nie mogłoby go zabraknąć w czasie finałów wojewódzkich! Gdyby nie on, chłopaki by przegrali, strzelił wiele bramek, miał bardzo dobrą skuteczność. Za trzy tygodnie mają mistrzostwa krajowe i mam szczerą nadzieję, że uda im się osiągnąć sukces. Wierzę w to, wierzę w Kubę.
Chciałabym, żeby mój związek z Kubą był taki idealny, jaki jest w tej chwili. Aby nic się nie zmieniło. Wiem, że na naszej drodze będą pojawiać się problemy, ale modlę się o to, abyśmy przetrwali każdy kryzys, żeby żadne z nas nie zrezygnowało po pierwszej przeszkodzie, jaką napotkamy. Chciałabym być na zawsze taka szczęśliwa.

Jeszcze tylko tydzień. Tyle muszę przeżyć z moim „przyjacielem”. Wiedziałam, że rozstanę się z nim z szerokim uśmiechem na twarzy. Niby już się przyzwyczaiłam do obciążenia na nodze, jednak mimo wszystko zmęczyłam się. Miałam nadzieję, że kość już się zrosła i nie będzie żadnych przeszkód, aby ten gips zdjąć mi z nogi. Moim marzeniem było wreszcie wrócić do normalnego życia. Życia na własny rachunek, bez ciągłej pomocy innych. Czułam, że te siedem dni to będzie najdłuższy tydzień, jaki kiedykolwiek przeżyłam.
Czekałam z niecierpliwością na przyszły wtorek. Byłam umówiona na godzinę dziewiątą. Tata wziął sobie wolne w pracy i ze mną pojechał. Lekarz jak zwykle się spóźnił, a przy wejściu tłumaczył się problemami z synem. A co mnie obchodzi jakiś syn? Ja z niecierpliwością czekam na wolność, a tu jakiś syn jest ważniejszy ode mnie?! Paranoja!
Przede mną w kolejce był jakiś chłopak, dzięki któremu denerwowałam się jeszcze bardziej. Na szczęście jego wizyta nie trwała długo i po pięciu minutach wreszcie mogłam wejść do środka. To była chwila prawdy. Moje „być albo nie być”. Albo zdejmą mi gips, albo dalej będę musiała z nim żyć.
-Boję się – powiedziałam do taty, trzymając nieruchomo klamkę.
-Nie ma czego. To tylko zdjęcie gipsu – pocieszał mnie mój towarzysz.
-Nie rozumiesz.
-Wchodź - zignorował moją sugestię tata i otworzył drzwi. - Dzień dobry!
Usiadłam na krześle, a serce okropnie mi waliło. Przez chwilę lekarz oglądał moje zdjęcia rentgenowskie, które zrobiłam zaraz przed wejściem. Próbowałam coś z nich odczytać, ale na próżno. Raczej nie byłabym dobrym lekarzem.
-Hmm... - zamyślił się, a ja trzęsłam się z nerwów. - Widzę, że kość się zrosła prawidłowo i nie widzę przeszkód, aby zdjąć gips. Noga już nie potrzebuje usztywnienia.
-Uff, to dobrze – odetchnęłam z ulgą. - Już mam go dość.
-Chyba wiem, o czym mówisz – odpowiedział lekarz. - Poczekaj chwilkę, już się tym zajmiemy.
Po piętnastu minutach wyszłam z gabinetu ze skierowaniem na wizytę kontrolną za miesiąc w ręce, zamiast kul. Uśmiechałam się od ucha do ucha. Od razu zadzwoniłam do Kuby.
-No wreszcie – ucieszył się. - Wreszcie zaczynasz normalne życie, nie?
-Tak, tak, TAK!!!
Opowiedziałam Kubie wszystko ze szczegółami, inaczej pewnie nie dałby mi spokoju. Tata, prowadząc samochód, przysłuchiwał się wszystkiemu i się śmiał. Co chwilę szturchałam go w bok, żeby był cicho, ale on nie przestawał. Cały tata.
-To co? Jesienny spacer dziś o trzeciej? - zaproponowałam.
-A czy ty wiesz, że nie wolno ci nadwerężać tej nogi? - spytał.
-Wiem, wiem. Weźmiesz mnie na plecy, tak jak przez te sześć tygodni.
-Pff, jeszcze czego! Nie będę więcej nosił twojego ciężkiego tyłka! - zażartował.
-Obrażam się!
-Też cię kocham. Do zobaczenia! - i rozłączył się.
Chłód powoli dawał o sobie znać. Wiatr porywał liście z drzew, a na niebie zaczęły pojawiać się ciemne i ciężkie chmury. Zanosiło się na „szarówkę”, czego bardzo nie lubiłam. Wprowadzała mnie w nastrój zadumy i sprawiała, że myślę o sprawach, nad którymi zastanawiają się dorośli, a nie siedemnastolatka. Patrzyłam na świat w szarych kolorach, słuchałam smutnej muzyki, ta wesoła mocno drażniła moje uszy. Spacer był bardzo dobrą odskocznią od tej szarości codziennego życia, dlatego bardzo się ucieszyłam, że idę, zwłaszcza, że nie idę sama, tylko z ukochaną osobą.
Nie chodziłam idealnie, na to jeszcze było za wcześnie. Musiałam tę nogę „rozchodzić”, ale też starać się, żeby jej nie nadwerężać, a spacery są dobrymi ćwiczeniami na rozruszanie usztywnionej przez półtora miesiąca kości. Na pewno spadła mi kondycja. Na szczęście miałam zwolnienie do końca semestru z wychowania fizycznego, więc nie musiałam się martwić o słabe oceny z tego przedmiotu.
Mieliśmy się spotkać pod przystankiem, jednak Kuba musiał przyjść po mnie pod dom. Twierdził, że to tylko ze względu na chęć spędzenia ze mną więcej czasu, ale ja wiedziałam, że ma mnie za kalekę i nie może spuścić ze mnie wzroku ani na chwilę. To miłe, ale zarazem wkurzające, jednak nie chciałam być niewdzięczna i nie wyrażałam swojej opinii na ten temat.
-No i jak? Już nie będziesz narzekać na to, że masz gips na nodze? - spytał Kuba, kiedy już wchodziliśmy do parku.
-Raczej nie. Choć wiesz, jakie są dziewczyny, zawsze im coś nie pasuje – odpowiedziałam, a on popatrzył się na mnie wzrokiem, którym mógłby zabić smoka ze średniowiecznych baśni.
-Wiesz co? Ja się zastanawiam, jak to możliwe, że faceci chcą w ogóle brać ślub. Wytłumacz mi, jak?! Przecież z wami nie da się wytrzymać przez całe życie.
-W tej chwili, właśnie TERAZ mnie obraziłeś. Twierdzisz, że nie chcesz być ze mną na zawsze? - spytałam zironizowanym głosem.
-Jasne, że chcę. To był przecież tylko żart, a ty jak zwykle wszystko bierzesz na poważnie – próbował mnie uspokoić łagodnym głosem.
-To wcale nie był śmieszny żart. O takich rzeczach się nie żartuje.
Nagle odechciało mi się wszystkiego. Jedyne, czego chciałam, to wrócić do domu. Byłam zła. Rozumiem, że można sobie pożartować o kwiatkach, ale na pewno nie o tak poważnych sprawach. Może i jestem trochę sztywna, może nie mam aż takiego poczucia humoru, ale wiem, gdzie kończy się granica przyzwoitości.
-Okej, przepraszam. Nie złość się na mnie. Przecież nie chciałem cię obrazić – sprostował swoje słowa Kuba, po czym zrobił minę smutnego pieska, która zawsze doprowadzała mnie do śmiechu. Jego oczy pełne żalu mistrzowsko łagodziły każdy konflikt. Uśmiechnęłam się i uderzyłam go w ramię.
-Ale więcej tak nie mów.
-Nie będę.
Zatrzymał się, odwrócił w moją stronę i popatrzył głęboko w oczy, które jeszcze miesiąc temu tak bardzo mnie peszyły. Objął mnie w talii i mocno do siebie przytulił. Przycisnął mnie do siebie mocno, tak, jakby nie chciał mnie nigdy wypuścić. Tej bliskości brakowało mi od dawna. Tego ciepła i bijącego serca, które wtedy mogłam wyczuć przez cienką kurtkę Kuby.
-Jesteś najlepszym, co mnie spotkało, wiesz? - powiedział, dalej mocno mnie trzymając.
-Jeśli mnie nie puścisz, to będę trupem, a chyba nie chciałbyś mieć mnie na sumieniu!
Dopiero wtedy zauważył, że ledwo oddycham i jestem czerwona na twarzy. Zaczął się ze mnie śmiać, a kiedy na chwilę się odwróciłam, znowu mnie chwycił, podniósł do góry i wykonał kilkanaście obrotów. Krzyczałam na niego, że zaraz zwymiotuję, ale to nie skutkowało. Jak grochem o ścianę. Czułam się jak na karuzeli, jak mała dziewczynka. Ludzie, którzy przechodzili gdzieś obok musieli mieć niezłe widowisko. Rzadko kiedy myśli się o tym, co myślą inni, podczas gdy człowiek ma ochotę zwymiotować, więc nie zwracałam większej uwagi na tych, którzy patrzyli i pewnie się śmiali. W końcu rzadko spotyka się dwoje prawie dorosłych nastolatków, zachowujących się jak dzieci w miejscu publicznym.
Spacerowaliśmy dość długo. Zrobiło się chłodno, a ja miałam na sobie tylko zapinany sweter. Kuba wyczuł, że marznę, więc zdjął swoją skórzaną kurtkę i narzucił na moje ramiona. Była przesiąknięta zapachem ulubionych perfum Kuby, które zresztą uwielbiałam. Chwycił mnie za rękę i szliśmy dalej. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy nastał wieczór. Nie powiedziałam mamie, na jak długo wychodzę, więc nie musiała się o mnie martwić, tym bardziej, że nie byłam sama. Z pośpiechu nie wzięłam z domu telefonu i co chwilę odruchowo sprawdzałam kieszeń.
-Tam go nie ma, bo go zostawiłaś w domu, weź już przestań – powiedział Kuba, wyraźnie zły, że bardziej przejmuję się jakimś telefonem, niż jego własną osobą. Czytałam w jakimś artykule, że trochę zazdrości i rywalizacji nie zaszkodzi, a wręcz pomoże w związku, ale co to za rywalizacja z telefonem?
-Wiem, ale cały czas się boję, że go gdzieś zgubiłam.
-JEST W DOMU, mam ci to przeliterować? - spytał, dość zdenerwowany.
-Nie trzeba, ogarnę się i nie będę o nim myśleć. Zadowolony?
-Tak, dziękuję. Boże, jak ja z tobą wytrzymuję? - podniósł głowę do góry i popatrzył na niebo wręcz błagalnym wzrokiem.
-Nie narzekaj. Przecież mogłeś trafić gorzej – zasugerowałam, ale chyba niepotrzebnie.
-Sugerujesz, że źle wybrałem?
Zaczynało się od nowa. Nie chciałam na serio pokłócić się z Kubą przez taką głupotę.
-Nie, nic nie sugeruję! Najlepiej o tym zapomnijmy – próbowałam załagodzić sytuację.
Zaczął padać deszcz.
-Okej, okej, nie wiem, dlaczego tak się zdenerwowałem.
-Chcesz zrobić coś szalonego? - spytałam tajemniczo.
-Zależy co.
-Pocałuj mnie w deszczu, tak jak to robią na filmach! - krzyknęłam i nie czekając na jego ruch, rzuciłam mu się na szyję.
On podniósł mnie i długo i namiętnie pocałował. Kiedy oglądałam filmy, gdzie zakochani tak robili, bardzo mi się to podobało, ale nie zdawałam sobie sprawy, że jest to takie przyjemne i piękne. Poczułam się jeszcze szczęśliwsza niż byłam. W promieniu metra miałam wszystko, cały mój świat, to, co czyniło mnie spełnioną. Nie potrzebowałam niczego więcej.
-Ale ty jesteś szalony! - stwierdziłam, kiedy opuścił mnie na ziemię. - Chodź, wracamy, póki jeszcze nie rozpadało się na dobre.
-Możesz biegnąć? - spytał, patrząc na moją nogę badawczym wzrokiem.
-Nie bardzo.
-Ugh, czyli wracamy do czasów, kiedy miałaś na sobie gips. Wsiadaj.
Przykucnął, aby wziąć mnie „na barana”. Kiedy „wsiadłam”, wstał i zaczął biec. Zdziwiłam się, kiedy minęliśmy skręt w boczną alejkę, która prowadzi do mojego domu, ale nie odzywałam się, bo wiedziałam, że Kubie mogę zaufać. W ciszy i coraz większym deszczu dotarliśmy pod przystanek autobusowy, skąd nie było już daleko do domu Kuby. Stanęłam na nogach. Widziałam, że mój „taksówkarz” był niesamowicie zmęczony.
-Odpocznij sobie – zaproponowałam.
-Nie, chodźmy, bo z tej mżawki robi się niezła ulewa. Wsiadaj, pójdziemy do mnie, będzie szybciej – odpowiedział i znowu przykucnął.
-Nie, już wystarczająco się zmęczyłeś. Spróbuję przynajmniej truchtać, a twój dom jest przecież dosłownie kilkaset metrów stąd.
-Ale załóż kaptur. No to start!
Złapał moją rękę i ruszyliśmy przed siebie. Nie mogłam biec zbyt szybko ze względu na nogę, ale starałam się najszybciej, jak tylko potrafiłam. Byliśmy już cali przemoczeni, nie chciałam myśleć o tym, jak wyglądam, to musiał być straszny widok.
Kiedy wreszcie dotarliśmy pod bramę wejściową, jedyne, o czym marzyliśmy, to wyjść z tych mokrych ubrań. Moja sytuacja była trochę bardziej skomplikowana, bo nie miałam przy sobie nic więcej. Weszliśmy do środka. Od razu pognaliśmy do łazienki, bez przywitania z tatą Kuby, który siedział w salonie i czytał gazetę, a kiedy nas zobaczył, wychylił głowę, nic nie mówiąc.
Wtedy pierwszy raz byłam w domu Kuby. Nigdy wcześniej nie miałam okazji obejrzeć go od wewnątrz. Wtedy też poznałam jego tatę. Mamy nie było w domu, uznałam, że pracuje, więc o nią nie pytałam.
Kuba przyniósł mi swoje spodnie, które jemu sięgały do kolan, a mi – prawie do kostek. W pasie też nie były zbyt idealne, ale na pewno lepsze było to niż moje mokre ciasne dżinsy. Dostałam też t-shirt z zabawnym nadrukiem jakiejś postaci z bajki. Kiedy włożyłam je na siebie, wyglądałam bardzo zabawnie, jakbym nie wiedziała, jaki mam rozmiar i kupowała ciuchy mocno niedopasowane do mojego ciała i w dodatku męskie.
Spojrzałam w lustro. Moja twarz spokojnie mogła zostać użyta do jakiegoś kultowego horroru. Obmyłam twarz, odgarnęłam włosy, podciągnęłam co rusz spodnie i od razu wyglądałam jak człowiek.
-Zaczekaj chwilę – powiedział Kuba i wyszedł z łazienki.
Wrócił chwilę później z niebieską suszarką do włosów w jednej i grzebieniem w drugiej ręce.
-Trzymaj, wysusz się. Ta suszarka powinna działać, mama jej lubiła używać, a teraz leżała bezczynnie od kilku dobrych lat – powiedział.
-Dzięki. Jak to od kilku lat? Twojej mamie przestała się podobać? - spytałam dość beztrosko.
-Nie, po prostu... Nieważne – odpowiedział krótko, a na jego twarzy pojawił się smutek.
Bałam się cokolwiek powiedzieć, żeby go nie urazić jeszcze bardziej. Nie wiedziałam, jakie było dokończenie tego zdania, ale łatwiej by mi było, gdybym znała tą historię.
-Wysusz się, a potem przyjdź do kuchni. Musisz wreszcie poznać tatę. Lubisz spaghetti? - zapytał, zamieniając smutną twarz w uśmiechniętą.
-Tak, bardzo.
Tata Kuby okazał się bardzo miłym, choć bezpośrednim człowiekiem. Miał swoje jasne poglądy, których się trzymał, jasno stawiał każdą sprawę. Zaimponował mi swoją pewnością siebie oraz postawą, kiedy jego syn przedstawiał mu swoją dziewczynę. Przywitał mnie ciepło, z uśmiechem, po czym wrócił do czytania dziennika.
Kiedy zaczynaliśmy jeść, do głowy wpadła mi jedna myśl. Przecież nikt w domu nie wie, gdzie jestem! Mama pewnie od godziny zachodzi w głowę, gdzie jestem. Z drugiej strony, mogla przecież zadzwonić do Kuby, a tego nie zrobiła.
-Kubuuuuś – przeciągnęłam jego imię, miląc się – mogłabym zadzwonić do mamy? Powiem, że wrócę, jak przestanie padać.
-No chyba oszalałaś! Będziesz wracać o tej godzinie do domu? - oburzył się.
-To co mam zrobić? Spać na przystanku?
-Jeśli wolisz przystanek od przytulnego łóżka, to proszę bardzo. Jutro jest sobota, więc możesz przenocować u mnie – zaproponował Kuba.
-Naprawdę? Dziękuję!
Wstałam i pocałowałam go w policzek.
-Tylko jest jeszcze jeden problem. Nie mam ze sobą telefonu.
-Dziewczyny... I na co ci to było, synu? - spytał pan Paweł, nie podnosząc wzroku.
Uśmiechnęłam się i podążyłam za Kubą, który pokazał mi, gdzie jest telefon.
-Halo? - usłyszałam w słuchawce zdenerwowany głos.
-Mamo, to ja. Złapał nas deszcz i pobiegliśmy do domu Kuby, a jeśli się zgodzisz, to przenocuję u niego, żeby już nie wracać w nocy. I przepraszam, że nie zadzwoniłam wcześniej, ale nie wzięłam telefonu z domu. Mamo, jesteś tam? - spytałam, kiedy skończyłam nawijać.
-Jestem! Ty wiesz, co ja tu przeżywałam? Zadzwoniłam do Wiktorii, ona nic nie wiedziała, inne koleżanki też, a Kuba nie odbierał. Już chciałam dzwonić na policję! Nigdy więcej takich numerów! - jej głos był naprawdę poważny.
-Dobrze, przepraszam. Wszystko przez pośpiech. To się więcej nie powtórzy, obiecuję ci. To co? Mogę zostać u Kuby?
-Możesz, tylko wiesz... Ja jeszcze nie chcę być babcią... - odpowiedziała.
-Mamo! O co ty mnie posądzasz? Przecież nie jestem głupia!
-Mam nadzieję. W takim razie śpij dobrze i pozdrów Kubę. Dobranoc – rzekła i odłożyła słuchawkę.
Jak mogła sobie pomyśleć o tym, że ja chcę zrobić „to” w wieku siedemnastu lat?! Chciałam najpierw skończyć szkołę, a dopiero potem myśleć o rodzinie. Nie należę do grupy tych, które robią coś bez rozumu, a potem ponoszą tego konsekwencje na całe życie.
Wróciłam do stołu, aby dokończyć posiłek. Potem Kuba zaprowadził mnie do swojego pokoju. Był bardzo duży, a na łóżku spokojnie mogłoby się zmieścić co najmniej pięć osób. Na ścianach porozwieszane były plakaty znanych szczypiornistów, siatkarzy i innych sportowców. Większości z nich nie znałam, bo po prostu nie interesuję się sportem tak bardzo jak Kuba. Na szafce nocnej stała ramka ze zdjęciem, na którym był mały Kubuś i, jak się domyślałam, jego mama. Wzięłam je do ręki i przyjrzałam mu się. Niby było zwyczajne, jednak coś czyniło je wyjątkowym.
-To ja z mamą. Miałem wtedy jedenaście lat – usłyszałam głos Kuby za sobą. - Nie mieliśmy żadnych większych konfliktów. Jeśli o coś poszło, to zwykle o jakieś zabawki, czy kary. Ciągle je dostawałem. Nawet za rozbicie szklanki. Wtedy byłem na nią bardzo zły. Teraz rozumiem, dlaczego to zrobiła.
-Dlaczego? - spytałam.
-Chciała mnie nauczyć dyscypliny i właściwego postępowania. Od zawsze miała problemy ze zdrowiem, głównie z sercem, a kiedy miałem dwanaście lat... Byłem na urodzinach u kolegi. Kiedy wróciłem, zauważyłem, że nikogo nie ma w domu. Zwykle o tej godzinie wszyscy byli w domu. Tym razem było inaczej. Zadzwoniłem do babci. Powiedziała, że mama źle się poczuła i musieli jechać do szpitala. Zdarzało się tak kilka razy w roku, a po paru dniach wypuszczali ją do domu, więc uznałem, że tata wróci w nocy, najpóźniej rano i położyłem się spać. W nocy byłem bardzo niespokojny, co chwilę się budziłem, miałem dziwne sny. Tata wrócił po północy. Kiedy zapytałem, gdzie jest mama, odpowiedział, że musiała zostać w szpitalu na dłużej. Wyczułem w jego głosie zdenerwowanie. Sam nie wiem, jak określić, co to było. Zapytałem, czy mówi prawdę, sam nie wiem, czemu. To pytanie samo ze mnie wyszło. Wtedy coś w nim pękło. Pierwszy raz widziałem, żeby płakał. Zrozumiałem, co się stało... Po policzku popłynęła mi łza, nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Wybiegłem z kuchni i zamknąłem się w swoim pokoju. Nie wyszedłem stamtąd przez 3 dni. Piłem tylko wodę, mój organizm nie mógł przyswoić niczego więcej. Nie zdawałem sobie sprawy, że przysparzam tacie jeszcze więcej zmartwień, ale to po prostu był dla mnie szok. Od tamtej pory nie rozmawiałem z nikim. Zamknąłem się w sobie na długi czas. Tata zapisał mnie do psychologa, jednak i ten był bezradny. Dopiero, kiedy znalazłem prawdziwego przyjaciela, wyszedłem z dołka. Poznaliśmy się na placu zabaw. Miał na imię Dominik i jak widzisz, kumplujemy się do teraz.
Spojrzał na mnie. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Byłam w podwójnym szoku. To samo działo się w moim śnie! O tym mówił mi Kuba!
-Tak mi przykro... Gdybym wiedziała... Nie zadałabym tego pytania o suszarkę. Trochę mi głupio, że jej używałam – zmieszałam się.
-Przestań, to nic takiego. Gdyby tu była, na pewno by ci ją pożyczyła – powiedział Kuba i podszedł do mnie. - Cieszę się, że jesteś ze mną.
Przytuliłam go najmocniej, jak tylko potrafiłam. Wiedziałam, czułam, że tego potrzebuje najbardziej.
-No nic, jest już późno i pewnie jesteś zmęczona. Połowa łóżka jest twoja, resztę zajmuję ja. Chyba, że wolisz podłogę, to mogę ci przynieść śpiwór – zażartował Kuba.
-Jakoś spróbuję się ścisnąć. Ale nie bądź rano zdziwiony, jeśli będę spała na tobie. Lubię mieć dużo przestrzeni na łóżku – wyjaśniłam.
-Spoko, tylko potem mi nie mów, że próbowałem cię zgwałcić czy coś – przestrzegał mnie Kuba.
-Moja mama mówiła mi o tym samym! Dogadalibyście się – powiedziałam. - Mogę spać w tym podkoszulku?
-No pewnie, przecież ci go dałem.
Zdjęłam spodnie i weszłam do łóżka. Nigdy w życiu nie spałam na tak wygodnym łóżku. Było miękkie i ciepłe. Czyli takie, jakiego potrzebowałam po dniu pełnym wrażeń. Kuba zgasił lampkę nocną i również wszedł pod kołdrę. Pochylił się do mnie, pocałował i powiedział „Dobranoc”.
-Masz łaskotki? - spytałam po chwili ciszy, kiedy słyszałam, że Kuba też nie może zasnąć.
-Nie, ale nie próbuj sprawdzać.
-No dobra – odpowiedziałam.
Po cichu przesunęłam się na drugą połowę łóżka, bliżej Kuby. Przez kilka chwil leżałam nieruchomo. Nagle rzuciłam się na niego i zaczęłam łaskotać go po brzuchu. Zrozumiałam, dlaczego dostałam zakaz sprawdzania. Kuba był na nie uczulony w każdym miejscu swojego ciała! Skręcał się ze śmiechu. W końcu chwycił moje ręce i odrzucił mnie. Przyklęknął nade mną. Ciężko dyszał.
-No, to teraz sprawdzimy, jaka ty jesteś wytrzymała – powiedział, po czym skierował swoje ręce wprost na mój brzuch.
Nasza bitwa trwała dość długo, aż w końcu padliśmy ze zmęczenia, śmiejąc się z samych siebie.
Kiedy rano otworzyłam oczy, zobaczyłam stojącego nade mną Kubę. Patrzył na mnie troskliwym wzrokiem i delikatnie się uśmiechał. Przywitałam się z nim, wstałam i poszłam do łazienki. Nie chciałam, żeby mój chłopak patrzył na mnie w takim stanie. Po śniadaniu pożegnałam się z panem Pawłem i poszłam do domu. Byłam przygotowana na wszystko.
Tak, jak się spodziewałam, mama na mnie nakrzyczała. Rozumiałam ją i szczerze przeprosiłam. Poszłam do swojego pokoju. Zobaczyłam na telefon. 18 nieodebranych połączeń i 4 SMS-y. Połączenia od mamy, a wiadomości przysłała Wiktoria. Pierwszy z zapytaniem, jak się czuję po zdjęciu gipsu, a pozostałe z informacją, że mama mnie szuka i się o mnie martwi.
Uderzyłam się w czoło. Z tego wszystkiego zapomniałam o mojej najlepszej przyjaciółce. Postanowiłam, że zadzwonię do niej później.
Poszłam do Natalii. Przez chwilę udawała złą, ale potem z wielkim podekscytowaniem prosiła mnie o pikantne szczegóły nocy spędzonej z Kubą. Tak naprawdę nie wiem, co ona sobie wyobrażała, ale wyglądała na zniesmaczoną moją opowieścią. Nie wiedziałam, co mam robić przez cały dzień, tym bardziej, że znowu zbierało się na deszcz. Pomogłam mamie przy obiedzie. To był jedyny sposób, by znowu odzyskać jej zaufanie i przede wszystkim uśmiech. Po południu posprzątałam. Znalazłam kilka płyt z filmami. Włączyłam je na DVD, przyniosłam popcorn i razem z Natalią oglądałyśmy komedie aż do późnego wieczora.
Przed snem dodałam wpis do pamiętnika. Opisałam cały mój dzień i noc, które spędziłam z Kubą. Pisałam przez dwie godziny. Kiedy już miałam zgasić światło, przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do Wiktorii. Pewnie jeszcze nie spała, ale nie chciałam jej zawracać głowy, a poza tym byłam dość zmęczona.
„Zadzwonię jutro”, pomyślałam i położyłam się w łóżku.
Następnego dnia na prawie cały dzień pojechałyśmy do babci. Lubiłam tam jeździć głównie ze względu na jej wnuki, z którymi wręcz uwielbiałam się bawić. Bardzo miło spędziłam czas z Karolinką, Wiktorem i Marysią. Straciłam rachubę czasu i w pewnej chwili uprzytomniłam sobie, że na poniedziałek był zapowiedziany sprawdzian z historii. Nie lubiłam tego przedmiotu i zawsze musiałam się uczyć więcej niż pozostali, żeby mieć dobrą ocenę. Wróciliśmy do domu i zabrałam się za naukę. Nie zauważyłam, kiedy zasnęłam.
W poniedziałek czekał mnie ciężki dzień. Sprawdzian miałam mieć na piątej lekcji, więc przez cztery poprzednie musiałam się jeszcze pouczyć. Zmierzając w stronę szkoły, zauważyłam Wiktorię. Spojrzała na mnie w tym samym momencie i pośpiesznie weszła do środka z Magdą. Zdziwiłam się, bo zwykle na mnie czekała. Przed lekcjami próbowałam ją znaleźć, jednak ona jakby się zapadła pod ziemię. Nagle zadzwonił dzwonek i nauczyciel zmierzał do klasy. Usiadłam na swoim stałym miejscu, gdzie zwykle siedziałam z Wiki. Ta jednak, kiedy zobaczyła mnie, szepnęła coś do ucha Magdzie i usiadła z nią. Zrobiło mi się przykro, że moja najlepsza przyjaciółka ignorowała mnie w taki sposób.
Po skończonej lekcji wyszła jako jedna z pierwszych. Dogoniłam ją i przywitałam się. Odpowiedziała cicho i obojętnie i szła dalej z Magdą. Postanowiłam spróbować inaczej. Napisałam jej krótki liścik o tym, że spędziłam dzień i noc z Kubą i podałam na lekcji. Byłam prawie pewna, że będzie chciała znać szczegóły. Ona jednak, ku mojemu zaskoczeniu, przeczytała go i włożyła do podręcznika. Napisałam jeszcze jeden.
„Co się dzieje? Zrobiłam coś nie tak?”
Podałam go i znów to samo. Totalna ignorancja. Podeszłam do niej na przerwie i powiedziałam, że musimy pogadać. Niechętnie zatrzymała się i poczekała, aż wszyscy odejdą. Zaplotła ręce w zniecierpliwieniu i czekała, aż zacznę mówić.
-Jesteś na mnie o coś zła? - spytałam. - Czymś cię uraziłam?
-Nie, wcale – rzekła z sarkazmem, który wyczułam od razu.
-No to powiedz, o co chodzi! Przecież nie jestem jasnowidzem! - powiedziałam.
-Jak o co chodzi? Ty się jeszcze pytasz? - zdenerwowała się. - Przez cały weekend nie dawałaś znaku życia. Martwiłam się, ale ty mnie totalnie olałaś.
-Przepraszam, to wszystko przez to, że byłam...
-Na randce z Kubą, a potem u niego w domu spędziłam z nim noc – przerwała mi. - To chciałaś powiedzieć?
-Czyli o niego chodzi? O Kubę? - spytałam.
-Odkąd z nim jesteś ciągle słyszę: Kuba to, Kuba tamto, byłam z Kubą w parku. Wiecznie o nim mówisz. Nie masz innego tematu do rozmów, tylko on.
-Myślałam, że interesuje cię to, że jestem szczęśliwa...
-Wiesz co? Chwilami żałuję, że tak bardzo cię wspierałam w tym wszystkim. Gdyby nie to, normalnie spędzałybyśmy czas. Kiedy ostatnio zapytałaś mnie, co się u mnie dzieje? Kiedy zapytałaś, czy nie chcę gdzieś wyjść, obejrzeć jakiś film, zrobić cokolwiek razem? No kiedy? Już się dla ciebie nie liczę? - wyrzuciła z siebie.
Zrobiło mi się przykro. Wiktoria miała rację. Cały czas mówiłam tylko o Kubie. Dziwiłam się jej, że znosiła moje nawijanie ciągle o tej samej osobie.
-Jasne, że się liczysz. Przepraszam cię za to. Po prostu Kuba zawrócił mi w głowie i nie potrafiłam o niczym innym myśleć. To co? Wybaczasz mi?
-Wybaczam. To może wspólne zakupy w sobotę? - zaproponowała.
-Hmm. W sobotę umówiłam się z Kubą. Idziemy do jego babci – powiedziałam.
-W takim razie nie mamy o czym mówić. Cześć.
I odeszła szybkim krokiem.
” Niekiedy chłopak staje się murem, który zaczyna dzielić przyjaźń.

4 komentarze:

  1. było mi powiedzieć że masz grupę a nie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się podoba. Ciekawe zakończenie i świetnie dobrany cytat. Jak będziesz miała czas to zerknij: http://kraina-ksiazek-stelli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń