Nareszcie udało mi się skończyć rozdział! Po długiej przerwie wrzucam kolejną część wytworu mojej chorej wyobraźni ;) Nie wiem, czy jest dobry, czy zły. Nie czytałam go drugi raz, więc pewnie pojawi się dużo błędów, poprawię w najbliższej przyszłości. Przepraszam, że to trwało tak długo i zapraszam ;)
Rozdział jedenasty
Doczołgałam się z kulami do pomieszczenia, gdzie pielęgniarki przebywają, kiedy mają przerwę lun po prostu chcą zrobić sobie kawę i przy okazji poplotkować. Zapukałam do drzwi. W środku była pani Halina, najstarsza z nich, oraz jej siostrzenica, Iza. Kiedy mnie zobaczyły, przerwały rozmowę.
-Przepraszam – powiedziałam nieśmiało. - Chciałam tylko podziękować za opiekę i się pożegnać.
-Szkoda – zasmuciła się pani Iza. - Dawno nie było tu kogoś tak ciekawego.
Uśmiechnęłam się, bo nie za bardzo wiedziałam, co odpowiedzieć. Nikt nigdy nie prawił mi takich komplementów, sama też nie uważałam się za kogoś interesującego. Mimo to miło mi było słyszeć te słowa.
-Odwiedź nas kiedyś. Ucieszymy się – powiedziała.
-Jasne, na pewno kiedyś przyjdę. Jeszcze czeka mnie zdjęcie gipsu, a potem kontrola. A teraz muszę już iść, rodzice czekają. Jeszcze raz dziękuję za wszystko. Do widzenia!
-Trzymaj się! - usłyszałam, po czym wyszłam, zamykając za sobą drzwi.
Mama czekała przy ścianie, a tata stał nieco dalej – przy drzwiach wyjściowych. Właściwie to cieszyłam się, że wracam do domu. Odnosiłam wrażenie, jakby nie było mnie tam przynajmniej dwa miesiące, a nie dziesięć dni. Wszystko za sprawą tego snu, który był tak realny, że nie było sposobu, aby odróżnić go od rzeczywistości. Nie pojawiły się żadne jednorożce czy smoki, nie latałam, ani nie miałam żadnych magicznych mocy. To sprawiło, że te wszystkie wydarzenia według mnie działy się na jawie.
Rozmawiałam z lekarzem, który w wolnych chwilach zajmował się tematyką snów i ich znaczenia. Podobno długie wizje senne zdarzają się najczęściej przy wypadkach i urazach, a ich rozciągłość w czasie może różnić się od rzeczywistości. Tak właśnie było w moim przypadku. Kiedy głębiej się nad tym zastanowiłam, miało to sens. Pewne wydarzenia, które miały miejsce we śnie, odzwierciedliły się w realnym świecie: sprawa z nowym telefonem, numer Kuby wpisany na listę kontaktów przez Wiktorię, wyznanie Kuby i odrzucenie go przeze mnie, potrącenie przez samochód. Oby tylko nie sprawdziło się najgorsze... W pewnym sensie już raz przeżyłam stratę rodziców i wcale nie chciałabym doświadczyć tego po raz drugi. Byłoby to zbyt trudne. Jeśli to wszystko właśnie tak wygląda, to nikomu, nawet największemu wrogowi nie mogłabym tego życzyć.
Pobyt w szpitalu oraz ten sen sprawiły, że zaczęłam inaczej myśleć o mojej rodzinie, żałowałam każdej głupiej sprzeczki o małą, bezwartościową rzecz. Żałowałam wszystkich złych słów i wyzwisk, którymi obarczałam Natalię, kiedy mnie czymś zdenerwowała. Wszystkie wnioski dokładnie przemyślałam, a kiedy odwiedziła mnie cała rodzina, przeprosiłam ich za wszystko. Byli trochę zdziwieni, skąd nagle wzięło mnie na refleksje. Nie mówiłam, że to przez sen, ponieważ mogliby mnie uznać za kompletną wariatkę. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym straciła tak cudowną rodzinę, jaką mam. Nie zawsze było między nami idealnie, a jednak kocham ich ponad wszystko.
Po półgodzinnym staniu w korkach wreszcie mogłam zobaczyć swój pokój. Bardzo za nim tęskniłam. Nigdy nie przypuszczałam, że można przywiązać się do pomieszczenia. Do tego domu wprowadziliśmy się cztery lata temu, kiedy mama została zwolniona z pracy i po długich poszukiwaniach wspólnie znalazłyśmy w internecie świetną ofertę. Mama bardzo się cieszyła, jednak problemem był dojazd. Mieszkaliśmy praktycznie w centrum miasta, gdzie korki ciągnęły się kilometrami od samego rana aż do późnego wieczora, a biuro, w którym została zatrudniona mama, mieściło się na obrzeżach. Niestety dojazd był utrudniony, ponieważ jeździł tam tylko jeden autobus z numerem 105: o godzinie ósmej rano i czternastej. Żaden z nich nie odpowiadał planowi dnia mamy, dlatego konieczne było znalezienie innego sposobu. Fakt faktem, mogliśmy poszukać innych ofert pracy, gdzieś bliżej, ale ten etat był dla mamy wyjątkowo ważny, zawsze chciała pracować jako księgowa i teraz miała okazję spełnić swoje marzenia.
Szczęście znowu się do niej uśmiechnęło. Babcia, która mieszka na osiedlu niedaleko biura, zadzwoniła do nas i powiedziała, że z pewnego domu jednorodzinnego właśnie wyprowadza się małżeństwo oraz że zależy im na jak najszybszej sprzedaży. Dzień później całą czwórką pojechaliśmy tam. Pierwsze uczucie, jakiego doznałam, to zachwyt. Dom wyglądał bajecznie od zewnątrz, zawsze chciałam w takim mieszkać. Przez chwilę bałam się, że pierwsze wrażenie będzie tylko pozorne, a w środku mieszkanie okaże się istną ruderą. Moje wątpliwości rozwiało otworzenie drzwi. Przestronne wejście już przy wejściu olśniewało blaskiem słońca, które przebijało się przez krystalicznie czyste okna.
Wewnątrz panował niespotykany porządek. Stwierdziłam, że poprzedni właściciele albo byli maniakami sprzątania, albo korzystali z pomieszczeń raz na jakiś czas. W każdym razie dom wszystkim przypadł do gustu. Jedyne zastrzeżenia miał tata, który od zawsze interesował się wystrojem wnętrz. Dziwne, bo to hobby częściej jest spotykane u kobiet. Szybko go przekonałyśmy, że meble można poprzestawiać, a kolory ścian zmienić, wedle jego życzenia. Nie miał szans z trzema osobami płci piękniejszej, dlatego zgodził się bez dłuższych kłótni. Formalności trwały ponad trzy tygodnie, w tym czasie mama dwoiła się i troiła, aby dotrzeć do pracy na czas. W poniedziałki, środy i piątki odwoził ją tata, ponieważ jeździł do pracy później niż zwykle. We wtorki i czwartki jeździła z przyjacielem rodziny, panem Mariuszem, który pracował w budynku obok, jako asystent dyrektora jakiejś firmy.
Tydzień po zakończeniu roku szkolnego, przewieźliśmy wszystkie nasze rzeczy do nowego domu. Byłam strasznie podekscytowana. Cieszyłam się jak dziecko, nie mogłam się doczekać, kiedy będę wybierać dla siebie meble i kolor farby. Wybrałam jasny odcień zieleni, który mam cały czas i raczej nic mnie nie zmusi do jego zmiany.
Przeprowadzka była dla mnie wielką rewolucją. Zmiana szkoły, przyjaciół, znajomych, otoczenia bardzo na mnie wpłynęła. Przepisanie się do innego gimnazjum to trudna sprawa. Rozkapryszona i głośna młodzież nigdy mi nie odpowiadała, jednak musiałam ją zaakceptować. Na początku było ciężko, ale z czasem zintegrowałam się z moją klasą i nawet ją polubiłam. Zaprzyjaźniłam się z bliźniaczkami – Asią i Krysią. Były jedynymi dziewczynami w klasie poza mną, które się nie malowały, nie nosiły obcisłych ubrań i całowały się na każdej przerwie z innym chłopakiem. Za to je tak bardzo polubiłam. Po gimnazjum rzadko się widywałyśmy, w liceum skończyło się na mailach, ponieważ dziewczyny wyjechały na drugi koniec Polski.
Mimo wszystko przeprowadzka okazała się strzałem w dziesiątkę. Poznałam tu Wiktorię, Kubę, całą moją klasę i inne osoby, które mieszkały niedaleko mnie. Bardzo zżyłam się z tym domem, małym ogródkiem obok niego i, rzecz jasna, swoim pokojem.
Tata wyniósł mnie po schodach, bo jeszcze nie zdążyłam przyzwyczaić się do kul przy rękach.
-Uff.. Ale ty jesteś ciężka – stwierdził zasapany.
-Dziękuję bardzo. W tej chwili powinnam się na ciebie obrazić, ale ponieważ mnie wyniosłeś, nie mogę być niewdzięczna – odpowiedziałam z szerokim uśmiechem. - Dzięki – dodałam, kiedy postawił mnie w progu pokoju.
W tamtej chwili zaczęłam się zastanawiać, jak to będzie wyglądało w szkole. Co najmniej dwie lekcje dziennie miałam na drugim piętrze, do którego prowadzą 54 schody. Wiem dokładnie, bo kiedyś, na jednej z przerw nudziłyśmy się z Wiktorią i zaczęłyśmy je liczyć. Miałam nadzieję, że sobie poradzę, jakoś musiałam przetrwać te sześć tygodni.
W pokoju nic się nie zmieniło od mojego ostatniego wyjścia w dniu urodzin. Prezenty dalej leżały nieruszone na biurku. Postanowiłam, że odpakuję je wieczorem. Moje myśli przerwał dźwięk telefonu. Jak zwykle nie wiedziałam, gdzie go mam. Szybko przeszukałam wszystkie kieszenie. Coraz bardziej nerwowo zaczęłam się rozglądać po pokoju.
-Pewnie na nim siedzisz – odezwała się pół żartem, pół serio Natalia.
Miała rację. Przez głowę przebiegła mi jedna myśl: co ten Kuba we mnie widzi? Spojrzałam na ekran. Kuba. Szybko odebrałam, bo bałam się, że zaraz się rozłączy, a bardzo chciałam usłyszeć jego głos.
-Słucham?
-Cześć Edyta. Jesteś już w domu?
Cudowny głos. Taki słodki, nie gruby, ani nie cienki. Troskliwy. Idealny.
-Jestem, wróciłam parę minut temu.
-Aha – odpowiedział krótko, choć czułam, że chce coś jeszcze powiedzieć, ale nie wie jak.
-A czemu pytasz? - wyprzedziłam go.
-Głupio wyszło, wtedy w szpitalu. Chcę to wyjaśnić. Nie będziesz zła, jeśli przyjdę dzisiaj, tak koło 17?
-Nie, jasne, że wpadaj.
-Ok, to do zobaczenia.
Kurczę. Kuba miał do mnie przyjść! Nawet nie wiedziałam, czy zna drogę do mojego domu. Wprawdzie raz mnie odprowadzał, ale to przecież był tylko sen. Obawiałam się, że wyśmieje mój wygląd. W gipsie wyglądałam jak niedoszła mumia egipska. To było wręcz komiczne.
-Kto dzwonił? - spytała Natalia, która pewnie zza drzwi przysłuchiwała się całej rozmowie.
-Yyy.. Kolega z klasy. Chce mnie odwiedzić – zmieszałam się.
-Tak, jasne. Uwierzyłam – rzuciła krótko, dając mi tym samym do zrozumienia, jak bardzo jest na mnie obrażona za to, że nie powiedziałam jej o Kubie.
-Siadaj, opowiem ci – powiedziałam i poklepałam ręką miejsce obok.
Usiadła i podwinęła nogi. Musiała być niezwykle zaciekawiona. Opowiedziałam jej wszystko tak, jak to zrobiłam w moim śnie.
–Ma na imię Kuba. Przez jakiś czas starałam się patrzeć na niego tak, żeby nie widział. Kilka razy było tak, że popatrzyliśmy się na siebie jednocześnie – dziwne uczucie, ale.. fajne. Wtedy robiło mi się gorąco i czułam się trochę głupio, więc tylko się uśmiechałam i odwracałam głowę. A potem… Potem Wiktoria została przewodniczącą szkoły i szybko zorganizowała dyskotekę. Zmusiła mnie, więc poszłam, pamiętasz. Wcześniej Wiki wcisnęła mnie w spódniczkę mini. Teraz wydaje mi się to nie do pomyślenia, ale wtedy zrobiłam to. Na dyskotece nie spodziewałam się niczego, tylko tego, że będę podpierała ścianę. Nagle Kuba do mnie podszedł i zaprosił do tańca. Było fajnie, tańczyliśmy ze sobą cały czas, choć chwilami obawiałam się, że robi to z litości, bo nie mam z kim tańczyć. Wyszliśmy z sali, żeby odpocząć, a kiedy wracaliśmy, do Kuby podeszła Kaśka – taka małpa, której nikt nie lubi. Stanęła na palcach, oparła się o jego ramię i go pocałowała. Bleeee. Koszmarny widok. Jak sobie teraz o tym pomyślę, że na to patrzyłam, to aż mnie ściska w żołądku. Okropnie się zdenerwowałam i wybiegłam ze szkoły. Kuba mnie gonił, próbował się tłumaczyć, ale było mi zbyt smutno, żeby go słuchać. Następnego dnia przeprosił mnie za poprzedni dzień. Uwierzyłam mu, bo nie miałam powodu, żeby mu nie wierzyć. Złożył mi życzenia urodzinowe, nie wiem, skąd się dowiedział, ale to było miłe. Kiedy chciałam mu podziękować, on podszedł do mnie i mnie pocałował. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, ale jakoś wyszło samo z siebie. Jak on nieziemsko całuje! Potem poszliśmy razem na rynek, bo tam miała na nas czekać Wiktoria. Kiedy zobaczyła nas z daleka, zaczęła się śmiać jakby zobaczyła żyrafę, która jeździ na słoniu. Najwidoczniej wierzyła w to, że nam się uda i się cieszyła. Tamto popołudnie spędziliśmy w trójkę, było bardzo fajnie. Obawiałam się tego, że kiedy zostaniemy bez Wiki, to zabraknie nam tematów do rozmów, ale Kuba zawsze ratował niezręczne sytuacje. Tego dnia Wiktoria miała przyjść do mnie, żeby pomóc mi w rozpakowaniu prezentów urodzinowych. Wtedy też chciałam powiedzieć ci o Kubie. Ale stało się inaczej… - no, wiesz, wypadek... Był u mnie w szpitalu. Powiedział mi, że mnie kocha i wtedy do sali wszedł inny pacjent. Trochę się wkurzył i wyszedł. Dzisiaj chce do mnie przyjść. Boję się.
-Czego? - spytała, wręcz beztrosko.
-Właściwie nie wiem. Chyba tego, co chce zrobić Kuba. Ten incydent na dyskotece trochę go zmienił, dzień później ten cudowny pocałunek, a potem szpital. Praktycznie nie mieliśmy kilku wolnych chwil do rozmowy tylko we dwoje – odpowiedziałam.
-No to dzisiaj macie okazję – powiedziała.
-W domu? Są rodzice. Znów to samo – rzekłam zrezygnowana. - Zresztą nie wiem, czy chcę z nim rozmawiać.
-Jak to nie chcesz?! - prawie krzyczała. - Przecież ty go kochasz, on ciebie też. W czym ty widzisz problem?
-Nie wiem. Wcześniej wydawał się taki idealny. A po tym, jak odniósł się tak złośliwie do tego Artura, nie wiem, co mam myśleć.
-Edi, przecież nikt nie jest idealny! Każdy ma jakieś wady, ale jeśli kogoś kochasz, to akceptujesz jego całego – powiedziała Natalia. To były najmądrzejsze słowa, jakie kiedykolwiek słyszałam z jej ust.
-Czyli twierdzisz, że go nie kocham? - spytałam zrezygnowana z nadzieją, że zaprzeczy.
Usłyszałyśmy dzwonek. Serce mi stanęło.
-Na to pytanie musisz odpowiedzieć sobie sama. Wyjdźcie gdzieś na zewnątrz, jest ładna pogoda – i wyszła.
Słyszałam, jak otwiera drzwi i przedstawia się Kubie. Zaprosiła go do środka. Wszedł niepewnie. Podparłam się o biurko i wstałam. Nie chciałam siedzieć w domu tylko dlatego, że mam małe utrudnienia.
-Cześć. Wyjdziemy przed dom? - spytałam, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
-Nie ma sprawy. Pomóc ci? - zaproponował troskliwie.
-Dzięki, dam sobie radę – spłoszyłam go.
Wzięłam kule do rąk i już przy pierwszym kroku prawie się przewróciłam.
-Może jednak? - spytał z triumfalnym uśmiechem. - Nie jesteś ciężka, więc cię zniosę na dół.
-Poradzę sobie, DZIĘKUJĘ – upierałam się przy swoim. - To moje początki, będzie lepiej.
-Okej, uparta jesteś, wiesz? - zasugerował.
Jasne, że wiem. Chyba znam samą siebie – chciałam dorzucić, ale wolałam się nie odzywać, żeby znowu nie wybiegł praktycznie bez powodu.
-Proszę bardzo. Nikogo nie ma, możesz mówić, co chcesz – miałam nadzieję, że nie uznał tego za sarkazm.
-Powiedz mi, czy ty mnie nie lubisz? - zaskoczył mnie niespodziewanym pytaniem.
-Nie rozumiem – rzuciłam krótko.
-Zapytałam, czy mnie...
-...nie lubisz. Tak, zrozumiałam. Nie rozumiem, dlaczego o to pytasz – przerwałam mu.
-Bo ostatnio dziwnie się zachowujesz. Tak, jakbym był kimś obcym – powiedział smutno.
-Wcale tak nie jest. Nigdy nie byłeś dla mnie obcy. Coś sobie ubzdurałeś.
Skłamałam. Nie całkiem, bo chyba rzeczywiście zmieniłam nastawienie w stosunku do Kuby. To nie było specjalnie, ale rzeczywiście coś się ze mną stało. Byłam oschła, obojętna. Niedostępna. Nie rozumiałam tej zmiany. Nie miałam na to wpływu. Ciężko mi było nad tym zapanować.
-Znowu taka jesteś. Taka... obojętna – powiedział, jakby czytał w moich myślach. - Jeśli chcesz, mogę sobie pójść i spróbuję dać sobie spokój.
-Nie, zaczekaj – krzyknęłam, kiedy zaczął wstawać z ławki. - Po prostu... ja... chyba się pogubiłam. Zawsze mówię i myślę wszystko na opak. Jestem dziwna. I wiem o tym, ale nie wiem, jak to zmienić...
-Nic w sobie nie zmieniaj! - zaprotestował Kuba. - Jesteś miła, ambitna, fajna, ale na pewno nie dziwna. To raczej ze mną jest coś nie tak. Nie wiem, co we mnie wstąpiło wtedy, w szpitalu. Po prostu to, co chciałem ci powiedzieć, nie było takie proste, a ten chłopak...
-Artur – przerwałam.
-No właśnie. Kiedy on wszedł, jakoś nie potrafiłem. Dlatego byłem taki niemiły wobec Artura. I strasznie mi przykro, że tak wyszło, bo pewnie teraz masz mnie za totalnego idiotę.
-Wcale, że nie – zaprzeczyłam. - Fakt, byłam na ciebie zła, ale rozumiem, że wolałeś, żeby nikt ci nie przeszkadzał.
Wtedy zrozumiałam, że gdybym była na miejscu Kuby, być może postąpiłabym tak samo. Wyznanie miłości nie jest taką prostą sprawą, jak się wydaje. Sama przez jakiś czas miałam problem z okazaniem uczuć. Nie mogłabym być zła na kogoś, kogo kocham i kto kocha mnie. Nie mogłabym być zła na osobę tak bliską mojemu sercu.
-Czyli mi wybaczasz? - spytał.
-Nie.
-Nie?
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo nie mam ci czego wybaczać.
I nie kontrolując swoich czynów, pochyliłam się i pocałowałam go. Bez żadnych zbędnych słów. Bez wcześniejszego uprzedzenia. Nie miał okazji, aby odświeżyć swój oddech. Nie musiał. Wszystko w nim było tak cudowne. W jednej chwili znikła moja obojętność. Jakby jego usta były zaczarowane.
-A to za co? - zapytał, widocznie szczęśliwy.
-Za to, że jesteś. I chciałabym, żebyś był już zawsze – odpowiedziałam i położyłam mu głowę na ramieniu, a on chwycił moją dłoń. Czułam się taka szczęśliwa.
Powiał lekki wiatr i zrobiło mi się chłodno. Kuba musiał wyczuć moją gęsią skórkę, bo zdjął swoją bluzę i nałożył mi na ramiona. Jeszcze bardziej odczułam jego bliskość, ciepło. Pierwszy raz dostałam to, czego tak bardzo pragnęłam.
-Wiesz – zaczęłam, po krótkiej chwili ciszy – w piątek miałam urodziny. I tak sobie teraz myślę, że jesteś dla mnie najlepszym prezentem, jaki kiedykolwiek mogłam dostać.
-Ja mam urodziny dopiero w kwietniu, ale też jesteś dla mnie cudownym darem – powiedział i przytulił mnie jeszcze mocniej.
Potem rozmawialiśmy praktycznie o wszystkim. W końcu zrobiło się naprawdę zimno, tym bardziej, że Kuba miał na sobie koszulkę z krótkim rękawkiem. Weszliśmy do środka. Tym razem nie mogłam odmówić pomocy, ponieważ moje zdolności chodzenia o kulach były znikome. Zaprosiłam go do swojego pokoju. Kuba widział go pierwszy raz, ale mówił, że tak wyglądał w jego wyobrażeniach. Chwilę później w pokoju zjawiła się Natka, która zrobiła dla nas ciepłą herbatę z cytryną. Było mi głupio, że Kuba przeze mnie zmarzł i może być chory, nawet, jeśli udawał, że wszystko jest w porządku.
-To co? Jesteście w końcu razem czy nie? - spytała nagle z podekscytowaniem, kiedy się tego nie spodziewaliśmy.
Jednocześnie spojrzeliśmy na siebie z szerokim uśmiechem i pokiwaliśmy głowami.
-Jesteśmy na siebie skazani – zażartowałam.
-Skazani? Czyli twierdzisz, że jesteś ze mną z przymusu? - zapytał urażony.
-Tak! Z przymusu miłości, głuptasie – zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek. Natalia patrzyła na nas zadowolona.
-Jesteście obrzydliwi! - stwierdziła z kwaśną miną i wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Nie miałam zbyt dużych możliwości, żeby wstać, pokazać coś Kubie, a widziałam, że on sam wstydził się.
-Wyluzuj, możesz mi zaglądnąć do każdej szafki, przynajmniej zobaczysz, że nie jestem taka idealna i mam wszędzie bałagan – zachęciłam go.
-Niee, nie będę szperać w twoich rzeczach, jeszcze mnie wywalisz z domu – odpowiedział.
-Przecież ci pozwoliłam. Nie musisz się krępować – rzekłam z uśmiechem.
Kuba wstał i podszedł do biurka, na którym stała ramka ze zdjęciem – moim ulubionym, sprzed kilkunastu lat. Przebrane w neonowe sukienki i wysokie szpilki mamy, szłyśmy z Natalią po dywanie, jak po wybiegu. Uroku dodawał mu puchaty kocurek w tle. Kuba spojrzał na fotografię i wybuchnął śmiechem, którym od razu mnie zaraził – jak zawsze.
-Hahaha, to ty? - spytał. - Widzę, że czeka cię kariera modelki.
-Nie żartuj ze mnie! - rzuciłam z lekką obrazą. - To były tylko wygłupy. Nigdy nie myślałam o tym poważnie. Poza tym, moja zręczność i warunki – wskazałam na nogę – pozostawiają wiele do życzenia. Chyba rozumiesz.
-Tak, tak – zgodził się. - Ale z twoją twarzą i figurą byłabyś najlepszą modelką na świecie. Nawet lepszą od... no wiesz, ta wysoka i chuda z rosyjskim imieniem.
-Mówisz o Anji Rubik? - domyśliłam się, a kiedy pokiwał głową, powiedziałam: - Według mnie nie jest aż tak dobrą modelką. Może umie chodzić na wysokich obcasach i jest chuda – nawet za bardzo – ale nie podoba mi się jej twarz. I nie, nie twierdzę, że ja mam ładniejszą, po prostu mi się nie podoba.
-Dobrze, dobrze. Nie tłumacz się – odezwał się znowu rozchichotany Kuba. - Dla mnie i tak to ty jesteś najpiękniejsza.
Zarumieniłam się. Jeszcze nie przyzwyczaiłam się do częstych komplementów, ale to było wręcz konieczne, bo przy Kubie byłam nimi obdarowywana na każdym kroku.
―――――――――――――――――――――――――
Do szkoły „poszłam” w poniedziałek. Pod budynek podwiózł mnie tata, a przy wejściu czekał Kuba. Przedstawienie go rodzicom było dla mnie dość krępujące, bo bałam się, że coś im nie będzie w nim pasować. Moje obawy zostały rozwiane niemal momentalnie. Podobno najważniejsze jest pierwsze wrażenie. W każdym calu było ono pozytywne. Mama została oczarowana postawą i osobowością Kuby, a tata powiedział, że może przychodzić do naszego domu tak często, jak tylko chce. To było miłe z ich strony, że tak ciepło przyjęli Kubę i go zaakceptowali.
Pierwsze wejście do szkoły było najtrudniejsze. Bałam się przestąpić próg, gdzie tuż za nim panowała wrzawa. Wszędzie pełno uczniów. Chwila nieuwagi i leżę.
W szatni zdjęłam kurtkę i zmieniłam buta, a potem czekało mnie najgorsze – wyjście po schodach. Pierwszą lekcję – matematykę, miałam na pierwszym piętrze. Wyskoczyłam na dwa stopnie i już czułam się zmęczona. Efekty obijania się na wf-ie. Kuba nakazał mi się zatrzymać. Poprosił Dominika, żeby wziął ode mnie kule oraz dał mu mój plecak.
-Jak ja teraz wyjdę?! - niemal krzyczałam. - Mam się wyczołgać na siedząco, czy jak?!
-I kto tu jest głuptasem – zironizował, przewracając oczami.
Lekko pochylił się w moją stronę i podniósł mnie. Widziałam, że trochę odczuł mój ciężar plus ciężar gipsu, ale jak zwykle tego nie okazywał. Pokonanie dwudziestu i jednego schoda zajęło nam trochę czasu, ponieważ reakcje uczniów były zwolnione (pewnie ze względu na wczesną porę) i zsunięcie się z przejścia trwało kilka sekund. Czułam się jak średniowieczna księżniczka, którą noszą na rękach. Księżniczka chwilowo niesprawna fizycznie. Wszyscy się na mnie patrzyli, jakby pierwszy raz widzieli zagipsowaną nogę.
Byłam prawie pewna, że Kuba będzie się upierał, żeby nosić mnie na każdej przerwie i nie odpuści, i już wtedy współczułam jego kręgosłupowi.
Na piętrze spotkaliśmy Wiktorię, która rozmawiała z dyrektorką. Zdarzało jej się to często, w końcu była przewodniczącą i spoczywało na niej wiele obowiązków. Kiedy nas zobaczyła, uśmiechnęła się i obie podeszły do nas.
-Dzień dobry, cześć Wiki – przywitałam się, nieco zmieszana, w myślach zastanawiając się, o co chodzi.
Przyjaciółka, jak zwykle uśmiechnięta od ucha do ucha, pomachała mi przed oczami.
-Dzień dobry, Edytko. Jak się czujesz? - spytała troskliwie Dyra-Satyra. - Widzę, że masz pomocników.
-Dziękuję, dobrze. Tak, to są moje anioły – odpowiedziałam.
-Cieszę się, że nie jesteś sama. Właśnie rozmawiałyśmy o tobie z Wiktorią. Doskonale rozumiem twoją sytuację. Na wszelki wypadek uprzedzę nauczycieli, że możesz spóźnić się na lekcję bez żadnych konsekwencji, choć mam nadzieję, że nie będzie się to zdarzało często - powiedziała poważnie, ale z uśmiechem na twarzy. - A jeśli byś sobie nie dawała rady w szkole, postaram się o to, aby nauczyciele najważniejszych przedmiotów udzielali ci korepetycji w domu, a resztę moglibyśmy ci kserować. Każdy problem możesz zgłosić do mnie, postaram ci się pomóc.
-Rozumiem, dziękuję pani. Myślę, że dam sobie radę. Nie chcę sprawiać kłopotów. Jestem wdzięczna za troskę. O, dzwonek. Muszę... iść – zauważyłam. - Jeszcze raz dziękuję.
-Nie ma za co. Miłych lekcji – odpowiedziała i poszła w stronę swojego gabinetu.
-Ja ci chciałam załatwić windę, ale widzę, że ty już sobie znalazłaś osobistego taksówkarza – zażartowała Wiki.
-Wcale, że nie. Chciałam wyjść sama i PORADZIŁABYM SOBIE – zaznaczyłam wyraźnie głośniej – ale Kubuś koniecznie chciał pokazać, jaki jest silny.
-Bardzo śmieszne – odpowiedział obrażony. - Jeśli chcesz, to mogę ci więcej nie pomagać.
-Też cię kocham – rzekłam beztrosko i skierowałam się w stronę klasy, ponieważ nauczyciel już się zbliżał.
Wiktoria, rzecz jasna, dowiedziała się o wszystkim pierwsza. Zadzwoniłam do niej zaraz po tym, jak pożegnałam się z Kubą. Jej pierwsze słowo, kiedy opowiedziałam jej całą historię ze szczegółami, brzmiało mniej więcej tak: ooojaaaacieeeeaaaaaaaleeefaaajnieeeeee!!!! Odsunęłam na chwilę słuchawkę, aby dać się jej wykrzyczeć, a kiedy wreszcie ucichła, zaczęła zadawać masę pytań. Jak zwykle, nie wiedziałam, na które mam odpowiedzieć od razu, więc mówiłam wszystko, co mi ślina na język przyniosła. Wiktoria rzucała co chwilę „aha”, „ale się cieszę”, „no wreszcie!” i inne tego typu wtrącenia.
Wiedziałam, że będzie mnie wspierać, bo od początku wierzyła, że coś z tego będzie. Chciała mojego szczęścia i robiła wszystko, aby mi pomóc w byciu szczęśliwą. A taka właśnie byłam. Miałam najwspanialszą przyjaciółkę i kochanego chłopaka. Czy można chcieć więcej?
” Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały, jak latać.
Świetnie dobierasz cytaty :D Pisz dalej :)I zapraszam do przeczytania pozostałych moich recenzji, mam ich około 10, a w najbliższych dniach kolejna ;)
OdpowiedzUsuńFajny blog. Obserwuję liczę na to samo.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;*
Świetny bloog :)
OdpowiedzUsuń