Wiem, że zaniedbuję, wiem też, że już chyba nikt nie czyta. Ale jeśli jest choć jedna osoba, która regularnie wchodzi, czyta i czeka długie dni na kolejne rozdziały, to ja będę dla tej jednej osoby pisać i umieszczać posty. Nawet jeśli nie ma takiej osoby, to robię to dla siebie. Udało mi się skończyć 10 rozdział. Niestety mam tyle nauki, zwłaszcza z angielskiego i historii, że nie wiem, za co najpierw mam się zabrać ;c Mam nadzieję, że uda mi się zwiększyć obroty i pogodzić pisanie z nauką i pozostałymi obowiązkami, ale nie mogę też niczego obiecać. Nie piszę więcej, bo moje gadanie zajmie więcej niż rozdział :D Tak więc rozdział IX do Waszej dyspozycji. A ja dodaję i biorę się za kolejny.
Alicja.
Rozdział dziewiąty
Zbudziłam
się przed ósmą rano. Był piątek. Mój sen był długi i mocny. Kiedy zasnęłam, nie
słyszałam rozmów dziewczyn, które – jak się później okazało – snuły opowieści
do późnych godzin. Nic mi się nie śniło, nic nie przeszkodziło. Czułam
wewnętrzny spokój. Nie wiem, co lub kto na to wpłynął, ale było to dobre. Nie
byłam zła, smutna, przerażona, zamyślona. Byłam opanowana, z lekkim uśmiechem
na twarzy. Nie spodziewałam się, że będę miała dobry humor, ponieważ smutek i
niepewność zapanował we mnie w chwili, kiedy dowiedziałam się o śmierci
rodziców.
-Cześć –
powiedziałam do dziewczyn, które musiały wstać dobrą godzinę wcześniej, bo ich
łóżka, poza łóżkiem Anity, były pościelone, a na ich twarzach nie było widać
zmęczenia czy oznak niewyspania się.
-Co tam? –
spytała Anita. – Wyglądasz o wiele lepiej niż wczoraj.
-Tak też
się czuję. Wreszcie – uśmiechnęłam się i rozejrzałam się dokładnie po pokoju.
Dopiero teraz zauważyłam, że w wielu
miejscach na ścianach widnieją bohomazy, które pozostawili po sobie poprzedni
„lokatorzy”. Krzywe serduszka z inicjałami, kilka przekleństw i wielkie,
artystycznie namalowane napisy typu „JP” czy logo klubu piłkarskiego.
-A gdzie
Natka? – spytałam po chwili, kiedy rozglądając się po pokoju, spostrzegłam, że
czegoś brakuje. Właściwie kogoś.
-W łazience
– odpowiedziała Jolka, która już zdążyła zaprzyjaźnić się z moją siostrą.
Wstałam z
łóżka i podeszłam do okna. Słońce usilnie próbowało przedostać się przez gęste
szare chmury, jednak te nie dawały za wygraną. Lekka mżawka zmusiła ludzi do
rozłożenia parasoli. Ich kolory rozjaśniały aurę tego miasta. Zamyśliłam się.
Przypomniałam sobie wiele chwil spędzonych wraz z rodzicami. One już nie wrócą,
choć cały czas odpychałam od siebie tę myśl. Próbowałam łudzić się, że to
wszystko wróci, że ostatnie tygodnie to tylko długi koszmarny sen. Dlaczego to
wszystko musiało spotkać właśnie mnie? Czym sobie na to zasłużyłam? W głowie
miałam tysiąc pytań bez odpowiedzi.
Żałowałam
tych dni, kiedy było źle, kiedy bez większego powodu „rzucałam focha”, jak to
nazwała mama. Była niesamowicie inteligentną kobietą, zawsze pomagała mi w
trudnych chwilach, wspierała, pocieszała, kiedy byłam smutna, nigdy się ode
mnie nie odwróciła. Była wręcz idealną mamą. Dlaczego nie zawsze potrafiłam to
docenić? Dlaczego nie zawsze pomagałam
tacie, kiedy mnie o to poprosił? Był takim pracowitym człowiekiem, nigdy nie
narzekał na ból, mimo że jego twarz mówiła coś innego. Wtedy ważniejsze dla
mnie były reakcje i równania chemiczne, i czytanie tysięcy artykułów o
doświadczeniach, o których przeciętny licealista nie ma zielonego pojęcia. A
mnie to interesowało. I często było ważniejsze od rodziny. Jak…
-Edi!
Wszystko okej? – spytała ściszonym głosem Anita, wyrywając mnie z myśli. – Nie
wyglądasz zbyt dobrze. Jesteś blada. Chcesz iść do pielęgniarki?
-Co? Nie –
początkowo nie wiedziałam, co mówię. – Wszystko jest dobrze. Chyba się na chwilę
„zatrzymałam”.
-Na chwilę?
– wtrąciła Iza, która odzywała się bardzo rzadko, tylko wtedy, kiedy uznała, że
to, co chce powiedzieć, jest ważne.
To
piętnastoletnia, bardzo nieśmiała dziewczyna. Trudno mi było nawiązać z nią
kontakt, ale wiedziałam, że na pewno się zrozumiemy, ponieważ ona też straciła
rodziców. Jej mama została brutalnie pobita przez ulicznych chuliganów, kiedy
wieczorem wracała ze sklepu i ci napadli ją z rozkazem oddania wszystkich
pieniędzy. Kiedy ta powiedziała, że nic im nie da, rzucili się na nią i
zostawili na chodniku ledwie żywą. Lekarze walczyli o nią, ale rany były zbyt
ciężkie, aby mogła przeżyć. Kilka lat później jej ojciec miał zawał. Iza była
wtedy na imprezie urodzinowej. Dowiedziała się o tym dopiero po powrocie do
domu. Od tamtej pory zamknęła się w sobie, nie chciała z nikim rozmawiać.
-Nie było
cię przez jakieś pięć minut! – stwierdziła, dość poważnie.
-Serio? – spytałam,
czując, że się czerwienię. Nie znoszę tego uczucia.
-No, tak.
Zastanawiałyśmy się, czy mamy cię „budzić”, ale gdzieś czytałam, że takie nagłe
wyciąganie kogoś z myśli może być niebezpieczne – powiedziała Anita. – Więc
poczekałyśmy jeszcze chwilę i Natalia trochę się przestraszyła. Kazała
delikatnie cię „odmyślić”.
Anita
uwielbiała tworzyć nowe słowa, nawet takie, które nie mają większego sensu.
Czasem było to śmieszne, bo niektóre z nich miały całkiem inne znaczenie od
tego, które ona chciała im nadać.
-Dzięki
– popatrzyłam na moją siostrę. – Mogłabym tak cały dzień. Myśli pochłaniają dużą
część mojego czasu.
-To akurat
zauważyłam – pokiwała głową Natalia.
Wszystkie
dziewczyny poza mną i moją siostrą wyszły do szkoły, która mieściła się w
budynku obok. Kiedy tutaj przyjeżdżałyśmy, babcia ustaliła z kuratorem, że
przez pierwszy tydzień nie będziemy chodzić do szkoły, abyśmy mogły oswoić się
z nowym miejscem. Postanowiłyśmy wykorzystać ten czas. Poszłam do jednej z
opiekunek i zapytałam, czy mogę skorzystać z telefonu.
-Proszę
bardzo - powiedziała z uśmiechem. - Pewnie chcecie zostać same - dodała, kiedy
zauważyła, że za drzwiami czeka także Natalia.
-Dziękujemy!
- ucieszyła się, wchodząc do środka.
Najpierw
wybrałyśmy numer do babci. Była jedyną bliską osobą i bardzo za nią
tęskniłyśmy.
-Dobrze, że
dzwonicie - usłyszałyśmy ciepły głos w słuchawce. - Mam dla was dobrą wiadomość.
Ale może powiem wam o tym pojutrze, kiedy przyjadę.
-Jaką
wiadomość? - spytałyśmy niemal równocześnie, po czym roześmiałyśmy się.
-Naprawdę
chcecie wiedzieć? - spytała.
-Skoro
zaczęłaś, to musisz skończyć, bo inaczej nie damy ci spokoju - zagroziłam.
-No dobrze.
Więc chodzi o to, że rozmawiałam z jakimś człowiekiem z kuratorium, potem z
właścicielami tego ośrodka, w którym jesteście i jeszcze kilkoma osobami z
różnych instytucji, przedwczoraj wysłałam specjalne pismo do urzędu i dosłownie
dziesięć, może piętnaście minut temu dzwonili do mnie z odpowiedzią, że...
-Proszę
cię, do rzeczy, bo zaczynam się denerwować - przerwałam, trochę zniecierpliwiona.
- W życiu nie słyszałam tak długiego zdania.
-No, już
- mówiła dalej babcia. - Więc dzwonili do mnie z odpowiedzią, że możecie wrócić
do domu, to znaczy zamieszkać ze mną. To znaczy wiecie, jeśli będziecie
chciały, to nie widzę problemu, żebyście zamieszkały u siebie, w końcu nasze
domy dzieli zaledwie dwadzieścia czy dwadzieścia pięć metrów, więc cały czas
miałabym was na oku. Co wy na to?
Przez
chwilę nie odpowiadałyśmy, bo słuchawka wplątała się w długie włosy Natalii.
Odpowiedź była oczywista i jednoznaczna.
-Jasne, że
wracamy - powiedziałam, kiedy uporałyśmy się z problemem. - Nie jest tutaj aż tak
źle, ale jak to mówią, wszędzie dobrze, jednak w domu najlepiej, co nie?
-No tak.
Maciej, brat waszej mamy, który wrócił zza granicy na pogrzeb, obiecał, że w
niedzielę przyjedzie razem ze mną. Mimo wszystko, na razie układa się coraz
lepiej.
-Ale fajnie
- powiedziała z wielką radością moja siostra.
Przez
kolejne piętnaście minut rozmawiałyśmy właściwie o niczym ważnym, choć z
drugiej strony właśnie takie pogawędki są najlepszym sposobem, aby nie
myśleć cały czas o tym, o czym
niekoniecznie chciałoby się myśleć. Potem babcia stwierdziła, że ma jeszcze coś do
załatwienia i musi kończyć, ale obie z Natalią podejrzewałyśmy, że ma już dość
naszego gadania. Pożegnałyśmy się więc, a ponieważ ta opiekunka jeszcze nie
wróciła, postanowiłam spróbować zadzwonić do Wiktorii. Dopiero w tamtej chwili
zrozumiałam, jak bardzo mi jej brakuje, jak bardzo chciałabym z nią
porozmawiać, wysłuchać jej długich historii, poradzić coś, nazwać „głupkiem” i
chwilę później leżeć na łóżku i śmiać się bez powodu. Te wszystkie chwile
przewinęły mi się przez krótką myśl.
Nie
życzyłam jej źle, ale ucieszyłaby mnie, gdyby z jakiegoś powodu nie poszła do
szkoły. Niestety, telefon domowy odebrał pan Krzysiek, tata Wiktorii, który
wychodził do pracy dopiero przed południem. Od razu poznałam jego
charakterystyczny gruby głos, który zawsze kojarzył mi się z człowiekiem
zamieszanym w jakieś morderstwo albo zamach terrorystyczny. W rzeczywistości to
bardzo miła i inteligentna osoba, w pewnych sytuacjach nawet wrażliwa, choć
pewna siebie i posiadająca własne zdanie. Kiedy Wiktoria powiedziała mu o moim
skojarzeniu, popatrzył na mnie z poważną miną. Bałam się, że na mnie nakrzyczy albo
wyrzuci z domu i zabroni Wiktorii przyjaźnić się ze mną. Ku mojemu zdziwieniu,
pan Krzysiek powiedział:
-W sumie
masz rację. Rozpracowałaś mnie. Kilka lat temu byłem „szefem” pewnej akcji,
której celem był napad na bank.
Wiki omal
nie zakrztusiła się wodą, którą akurat piła, a ja widząc, że jej tata powoli
nie wytrzymuje powstrzymywania się od śmiechu, sama roześmiałam się, a sekundę
później dołączyła do nas Wiktoria i jej mama.
-Wyszła do
szkoły – powiedział – ale wzięła ze sobą komórkę, może poczuje w kieszeni
wibracje i odbierze.
-Dziękuję
panu. Do widzenia – pożegnałam się i wybrałam numer do Wiki. Dziękowałam losowi
za to, że dane mi było otrzymać zdolność szybkiego zapamiętywania numerów
telefonów.
Usłyszałam
pięć sygnałów, po czym dziwny szelest, jakby ktoś zgniatał kartkę, po czym głos
Wiktorii: Słucham?
Na sekundę
odebrało mi mowę. Tak bardzo się za nią stęskniłam!
-Cz… cześć
– powiedziałam niepewnie. – Poznajesz mnie?
-Edzia?! –
Wiki chyba była zaskoczona. Mówiła szeptem, choć w tle słyszałam wiele innych
osób. – Ale się cieszę! Poczekaj chwilę,
pójdę do łazienki, żeby nikt mnie nie nakrył.
Następnie
zwróciła się do nauczyciela, że musi koniecznie wyjść na chwilę do łazienki, bo
przypomniała sobie, że zostawiła tam swój drogocenny pierścionek na przerwie i
boi się, że ktoś go zabierze. Jej pomysłowość czasem mnie przerażała, ale dla
niej częściej było to zaletą, choć zdarzało się, że miała z tego powodu
kłopoty. Czekałam jeszcze dwadzieścia sekund.
-No, już
jestem. Ale mi zrobiłaś niespodziankę!
-Nie
będziesz miała przeze mnie kłopotów? – zmartwiłam się. W końcu była
przewodniczącą i każdy, nawet najmniejszy wybryk mógł ją kosztować pozbawieniem
funkcji „szefa”.
-No coś ty.
Jakby coś, to powiem, że… No, nieważne. Coś wymyślę. Lepiej mów, co tam u
ciebie? Strasznie się za tobą stęskniłam! Mam ci tyle do opowiedzenia. Będę
mogła do ciebie przyjechać w weekend albo w przyszły tygodniu? Mam nadzieję, że
nie masz nic przeciwko… - nakręciła się. Za to tak bardzo ją lubiłam.
-To chyba
nie będzie konieczne – powiedziałam nieco tajemniczo. - Wiesz co? Mam pomysł.
Napiszę ci wszystko w mailu. Zadzwoniłam, bo chciałam usłyszeć twój głos. A
teraz bierz ten „drogocenny pierścionek” i wracaj na lekcję. Nie rozumiem, jak
można chcieć opuszczać geografię. Nieładnie!
Obie się
roześmiałyśmy. Właśnie takie nasze rozmowy uwielbiałam.
-No dobrze.
Wracam na lekcję zła. Całuję mocno!
-Ja ciebie
też! Pa.
Odłożyłam
słuchawkę i w tej chwili otworzyły się drzwi i do środka weszła opiekunka, ta
sama, która wyszła stąd dwadzieścia minut wcześniej. Podsłuchiwała? W sumie nie
miałam nic do ukrycia, ale od zawsze ceniłam sobie prywatność i raczej nie
byłoby to miłe z jej strony, gdyby cały ten czas stała pod drzwiami z
nadstawionym uchem. Była dość młoda, ale wyglądała na inteligentną i nie
wydawało mi się, aby była skłonna do podsłuchiwania cudzych rozmów.
-Dziękujemy
– zwróciłam się do niej. – Mam jeszcze jedną prośbę. Czy mogłabym napisać
maila? Nie chciałam nikogo naciągać na rachunki telefoniczne, dlatego uznałam,
że lepiej będzie drogą elektroniczną.
Spojrzała
na nas z lekkim uśmiechem.
-Może i
mogłabyś, ale niestety nie mamy dostępu do Internetu – a widząc nasze smutne
miny, szybko mówiła dalej – lecz jeśli bardzo chcecie, to po drugiej stronie
ulicy jest biblioteka, możecie tam iść, ale musicie mi obiecać, że nic a nic
wam się nie stanie i będziecie ostrożne.
-Obiecujemy!
– powiedziałyśmy, znowu równocześnie.
Pięć minut
później przechodziłyśmy przez ulicę do niskiego, ale dość długiego budynku.
Przedstawiłam siebie i Natalię bibliotekarce, powiedziałam, skąd przychodzimy i
poprosiłam o możliwość skorzystania z Internetu. Kiedy usłyszała słowo
„ośrodek”, zrobiła dziwną minę, następnie uśmiechnęła się i zaprosiła nas do
środka. Biblioteka była ogromna, w każdym razie takie było moje pierwsze
odczucie. Z prawej strony od razu rzuciło mi się w oczy małe pomieszczenie z
czterema stanowiskami komputerowymi. Podeszłyśmy do jednego z nich.
-Najpierw
ty – oświadczyłam Natalii, która też chciała napisać do swojej przyjaciółki
Joli.
W czasie,
gdy komputer uruchamiał się i Natalia z wielkim zapałem wciskała kolejne
klawisze na klawiaturze, ja rozglądałam
się po bibliotece. Dostrzegłam dział „Detektywistyczne i kryminały” i od razu
do niego podeszłam. Od dziecka interesowały mnie książki i filmy o tej
tematyce. Mogłam tysiąc razy czytać o Holmes’ie czy Panu Samochodziku, ale
nigdy by mi się to nie znudziło. Rozwiązywanie wielu zagadek było moją ulubioną
częścią podczas czytania. Rzadko koncepcje, które według mnie mogły być
prawdziwe, okazywały się słuszne. Z czasem nauczyłam się z większym dystansem
podchodzić do każdego opisywanego wydarzenia i prawidłowo łączyć fakty. Dla
większości moich znajomych to kompletne nudy, jednak dla mnie to fascynujące
opowieści. W dzieciństwie marzyłam o zawodzie detektywa, z czasem moje pomysły
przerodziły się w coś poważniejszego niż rozwiązywanie zagadek, jednak
zamiłowanie do tych książek pozostało i pewnie pozostanie na zawsze.
Wyciągałam
różne książki i czytałam opisy na okładkach z tyłu, pytałam także pani
bibliotekarki o te, które poleca i są najchętniej czytane. Dowiedziałam się od
niej naprawdę dużo, wiedziałam, na jakie książki zwracać szczególną uwagę, a
które raczej nie są jej godne. Nie wiem, ile minęło czasu, odkąd przyszłyśmy,
ale wydawało mi się, że zajęłam go pani Krystynie o wiele za dużo.
Podziękowałam jej za rady i poszłam sprawdzić, co u Natalii.
-Już kończę
– powiedziała uspokajająco. – Jeszcze się pożegnam i komputer będzie do twojej
dyspozycji. Z drugiej strony nie rozumiem, dlaczego nie mogłabyś pisać na
drugim komputerze.
Stanęłam
jak wryta. Zaczerwieniłam się i było mi trochę głupio, że to ona, a nie ja
dokonała tego „niesamowitego” odkrycia. Nie chciałam dać tego po sobie poznać,
dlatego musiałam znaleźć jakąś dobrą wymówkę.
-Yyy… No
niby tak, ale wiesz… chciałam zobaczyć, jakie są tutaj książki – rzekłam
niepewnie. – Nasza biblioteka nie jest tak duża jak ta. Sama idź obejrzeć. Na
pewno coś cię zaciekawi. Szukaj działu „Fantasy”.
-Dzięki za
radę – odpowiedziała. – No. Skończyłam. Komputer jest wolny. Proszę bardzo.
-Dzięki –
chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale ta pognała szukać poleconego przeze mnie
działu. Wiedziałam, że jej się spodoba, bo za każdym razem, kiedy coś czytała,
była to albo lektura szkolna, albo książka fantasy.
Odwróciłam
się do komputera. Zalogowałam się na swoje konto i kliknęłam na „Napisz nową
wiadomość”.
Temat: Tęsknię!!!
|
Heeej!
Musiałam
napisać do Ciebie od razu, choć wiem, że przeczytasz to dopiero po powrocie ze
szkoły. I tak nie mam nic lepszego do robienia (poza myśleniem). Tak, wiem, jak
to brzmi. Ja i myślenie to dwa różne światy. Szczerze powiedziawszy niewiele
pamiętam pierwsze dni tutaj, bo byłam w niezłym dołku, zresztą Natalia też.
Właściwie gdyby nie ona, to nie miałabym po co i dla kogo żyć. Oczywiście poza
Tobą (mam taką nadzieję!).
No
więc kiedy tu przyjechałyśmy, nie działo się nic szczególnego. Te wszystkie
panie były takie miłe, ale ja byłam wtedy tak przybita, że nawet nie miałam
siły się odezwać. Tylko się przedstawiłam. Razem z nami w pokoju jest jeszcze
kilka innych dziewczyn. Z jedną z nich chyba się zaprzyjaźniłam. Ma na imię
Anita. Znam ją tylko parę dni, ale wydaje się całkiem ok i w swoim życiu trochę
przeszła, tak jak ja, a może nawet więcej. Rodzice jej nie chcieli, pili
alkohol, ciągle się kłócili. Do tego miała pewną niezbyt miłą sytuację ze swoim
chłopakiem. Ale o tym opowiem Ci już niedługo.
Chyba
domyślasz się, do czego zmierzam. Tak, wracamy! Babcia wszystko załatwia,
możemy mieszkać u niej i normalnie żyć, chodzić do szkoły itp. Wiesz, co to
oznacza? Że znowu będziesz musiała wytrzymywać moje towarzystwo! Obiecuję, że
postaram się nie zrobić Ci obciachu tak jak wtedy, kiedy udawałyśmy pijane i
szłyśmy środkiem drogi, śpiewając jakieś głupie piosenki. Pamiętasz?
Najśmieszniejszy był moment, kiedy jakaś dziewczyna chciała wezwać policję.
Dzisiaj się tego wstydzę, ale przyznaj, że fajnie jest powspominać te czasy,
kiedy byłyśmy głupie!
Wiesz…
Po tym wszystkim, co się stało, jakoś nie umiałam zebrać myśli, pogodzić się z
tym wszystkim. Prawdę mówiąc, dalej nie mogę, ale jest mi trochę łatwiej. Nie
wiem, co spowodowało tę przemianę, ale nie myślę o tym aż tyle i nie jest to aż
tak bolesne, jak na początku. Żałuję, że to nie ja jechałam tym samochodem, w
końcu to mi zachciało się tego głupiego telefonu, który chcieli mi kupić jako
prezent urodzinowy (btw. po powrocie muszę odpakować zaległe prezenty, jakoś
wcześniej nie miałam do tego głowy, mam nadzieję, że mi pomożesz), ale czasu
już nie cofnę. Niestety. Choćbym nie wiem jak bardzo chciała.
Nie
uwierzysz! Zaczęłam pisać pamiętnik! To dopiero kilka wpisów, ale po powrocie
chcę go pisać dalej. To serio pomaga. Jakoś nigdy wcześniej nie mogłam się do
tego przekonać, ale sytuacja wręcz mnie zmusiła. Chyba rozumiesz…
Na
maila nie musisz odpowiadać, bo i tak piszę z biblioteki i raczej już tutaj nie
wrócę. Wiem, że średnio lubisz czytać, a długie historie Cię nudzą, ale wiesz,
jaka jestem. Nie umiem tego opisać w kilku zdaniach. Wybacz! Kończę już, bo
potem nie będę miała co opowiadać i znowu powiesz, że nie powinnam być taka
cicha i nieśmiała. Wiesz, że z tym walczę i jestem na dobrej drodze.
Do
zobaczenia już niedługo! Kocham najmocniej na świecie!
Edi.
Wyłączyłam komputer i poszłam po Natalię. Tak jak
przypuszczałam – siedziała w czytelni pogrążona w czytaniu. Spojrzałam przez ramię
– pięćdziesiąta druga strona! Kiedy ona zdążyła tyle przeczytać? Nie chciałam
odciągać jej od lektury, ale musiałyśmy już wracać. Podziękowałam pani
Krystynie za wszystko, także za możliwość pożyczenia książki Natalii bez
konieczności zakładania karty czytelnika.
Przepuściłam
siostrę przez drzwi i powoli zeszłam ze schodów, nieświadomie cały czas patrząc
na czubki swoich butów. Oczywiście nie było w nich nic ciekawego, były to
zwykłe trampki, ale ja niewiele mogłam na to poradzić. Od zawsze byłam dziwnym
człowiekiem i tak chyba zostanie mi do końca. Przynajmniej wyróżniam się wśród
innych ludzi, nawet Wiktoria powiedziała kiedyś, że tą moją „inność” bardzo
lubi i zawsze ją to ciekawiło.
Kiedy
spostrzegłam się, że nie patrzę przed siebie, podniosłam głowę i w jednej
chwili znieruchomiałam. Natalii nigdzie nie było! Przeraziłam się, a te obawy,
kiedy nie tak dawno bez niczyjej wiedzy urządziła sobie trening i zasłabła,
wróciły. „Nie, to nie może być prawdą”, pomyślałam. Zaczęłam gorączkowo
rozglądać się dokoła. To były najdłuższe trzy sekundy mojego życia. Niezmiernie
się bałam. Nagle na zielonej ławce zauważyłam Natalię. Siedziała z pochyloną
głową, ze splecionymi palcami, a po policzku powoli spływała łza. Podeszłam do
niej i usiadłam. Ławka była wilgotna jeszcze po porannej mżawce.
-Co jest
grane? – spytałam zmartwiona.
-Tak
właściwie to nie wiem – odpowiedziała po długiej chwili. – Kiedy pisałam tego
maila do Joli, zrobiło mi się tak jakoś smutno. Wiem, że potem czytałam książkę
i wcale nie wyglądałam na smutną, ale… no wiesz. Fantasy zawsze wciągało mnie w
inny świat.
-Wiem, wiem
– uśmiechnęłam się trochę nieszczerze. – Co napisałaś Joli?
-Opowiedziałam
jej o wszystkim, co się działo od czasu, kiedy się ostatnio widziałyśmy,
czyli od tego dnia, kiedy tutaj
przyjechałyśmy – powiedziała smutno. – Wiesz, tak naprawdę chyba tylko ona
jedna próbowała mnie zrozumieć. Inni powtarzali w kółko: „Współczuję ci, na
pewno musi ci być ciężko”, ale nikt nie zapytał, czy chcę o tym pogadać,
wypłakać się, nic. Zero zainteresowania. Tak serio to tylko Jola jest moją
prawdziwą przyjaciółką.
-Mam
podobnie z Wiktorią – przerwałam, pewna, że skończyła mówić – i w sumie z Kubą.
Tak naprawdę jedynie na nich mogę polegać. I doskonale cię rozumiem.
-I dopiero
dzisiaj, kiedy do niej pisałam – powiedziała, a mi zrobiło się głupio, że jej
przerwałam – pojęłam, jak bardzo mi jej brakuje i jak mocno za nią tęsknię.
-Już w
niedzielę będziesz mogła się z nią zobaczyć – pocieszyłam siostrę. – To tylko
dwa dni.
Przysunęłam
się bliżej i mocno ją przytuliłam. Wiedziałam, że tego bardzo potrzebowała.
Zresztą ja też.
-Okropnie
brakuje mi mamy – powiedziała smutno. – Ona by coś poradziła, znalazła jakieś
rozwiązanie. A tata… Od razu wziąłby kluczyki do samochodu i zawiózł mnie do Joli.
Dlaczego to wszystko przytrafiło się akurat nam? Aż tak bardzo złymi córkami
byłyśmy, że nie zasługujemy na rodziców?
-Nie mów
tak. To nie jest niczyja wina. A już na pewno nie twoja. Ty nic nie zrobiłaś,
to mi zachciało się mieć ten telefon – mówiłam, coraz trudniej powstrzymując
łzy. – Ale wiem, że nie mogę cały czas się winić, bo będzie tylko gorzej.
-Ale
dlaczego…?
-Widocznie tak miało być. Nie odwrócimy tego, co się
stało…
-Niestety… - odpowiedziała Natalia i położyła głowę na
moim ramieniu. – Dobrze chociaż, że mam ciebie.
-No właśnie. Tyle dobrego w złym.
Siedziałyśmy tak w długim milczeniu. Starałam się o
niczym nie myśleć, bo słyszałam kiedyś, że złe emocje są przekazywane do osoby,
która siedzi blisko. Nie chciałam robić tego siostrze, i tak była wystarczająco
rozbita. W końcu zaczął padać deszcz, który przerwał te chwile milczenia.
-Chodź, bo zmokniemy – powiedziałam. Wstałam i
pociągnęłam Natalię za rękę.
-Rozwiązała ci się sznurówka – zauważyła. – Zawiąż, bo
możesz się przewrócić.
-Ee tam. Do ośrodka mamy przecież niedaleko. To tylko
przejście na drugą stronę – uspokoiłam ją.
-Jak chcesz – powiedziała i bez rozglądania się weszła na
ulicę. Jej krok był dość szybki, w mgnieniu oka znalazła się na chodniku.
Ja natomiast nigdzie się nie spieszyłam. Szłam powoli,
obserwując Natalię. Nagle niespodziewanie stanęłam na rozwiązanej sznurówce i
przewróciłam się. „Ale ze mnie niezdara”, mówiłam w myślach, próbując się
podnieść. Okropny ból w kolanie. Straciłam równowagę. Natalia odwróciła się i
zauważyła, że nie umiem sobie poradzić. Niezmiernie czegoś się przestraszyła i
ruszyła mi na pomoc. Dopiero wtedy zauważyłam, że w moją stronę zmierza
rozpędzony samochód. Serce biło mi niesamowicie mocno. Zaczęłam odpychać się w
stronę chodnika, nie zważając na ból kolana.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam przed sobą przerażająco
mocne światła reflektorów samochodu, zbliżającego się z drugiej strony.
-Edyta, nie! – krzyknęła przerażonym głosem Natalia.
Tylko tyle zdążyłam usłyszeć.
” Przeznaczenia nie da się oszukać, odnajdzie nas zawsze i wszędzie,
nieważne jak bardzo staramy się przed nim skryć, ono odnajdzie swoją drogę.
Ja czytam i sprawdzam codziennie :)
OdpowiedzUsuńTo miłe :) ♥♥♥
Usuń