czwartek, 15 marca 2012

Rozdział IX

Wiem, że zaniedbuję, wiem też, że już chyba nikt nie czyta. Ale jeśli jest choć jedna osoba, która regularnie wchodzi, czyta i czeka długie dni na kolejne rozdziały, to ja będę dla tej jednej osoby pisać i umieszczać posty. Nawet jeśli nie ma takiej osoby, to robię to dla siebie. Udało mi się skończyć 10 rozdział. Niestety mam tyle nauki, zwłaszcza z angielskiego i historii, że nie wiem, za co najpierw mam się zabrać ;c Mam nadzieję, że uda mi się zwiększyć obroty i pogodzić pisanie z nauką i pozostałymi obowiązkami, ale nie mogę też niczego obiecać. Nie piszę więcej, bo moje gadanie zajmie więcej niż rozdział :D Tak więc rozdział IX do Waszej dyspozycji. A ja dodaję i biorę się za kolejny.
Alicja.

Rozdział  dziewiąty
         Zbudziłam się przed ósmą rano. Był piątek. Mój sen był długi i mocny. Kiedy zasnęłam, nie słyszałam rozmów dziewczyn, które – jak się później okazało – snuły opowieści do późnych godzin. Nic mi się nie śniło, nic nie przeszkodziło. Czułam wewnętrzny spokój. Nie wiem, co lub kto na to wpłynął, ale było to dobre. Nie byłam zła, smutna, przerażona, zamyślona. Byłam opanowana, z lekkim uśmiechem na twarzy. Nie spodziewałam się, że będę miała dobry humor, ponieważ smutek i niepewność zapanował we mnie w chwili, kiedy dowiedziałam się o śmierci rodziców.
         -Cześć – powiedziałam do dziewczyn, które musiały wstać dobrą godzinę wcześniej, bo ich łóżka, poza łóżkiem Anity, były pościelone, a na ich twarzach nie było widać zmęczenia czy oznak niewyspania się.
         -Co tam? – spytała Anita. – Wyglądasz o wiele lepiej niż wczoraj.
         -Tak też się czuję. Wreszcie – uśmiechnęłam się i rozejrzałam się dokładnie po pokoju. Dopiero teraz zauważyłam, że  w wielu miejscach na ścianach widnieją bohomazy, które pozostawili po sobie poprzedni „lokatorzy”. Krzywe serduszka z inicjałami, kilka przekleństw i wielkie, artystycznie namalowane napisy typu „JP” czy logo klubu piłkarskiego.
         -A gdzie Natka? – spytałam po chwili, kiedy rozglądając się po pokoju, spostrzegłam, że czegoś brakuje. Właściwie kogoś.
         -W łazience – odpowiedziała Jolka, która już zdążyła zaprzyjaźnić się z moją siostrą.
         Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Słońce usilnie próbowało przedostać się przez gęste szare chmury, jednak te nie dawały za wygraną. Lekka mżawka zmusiła ludzi do rozłożenia parasoli. Ich kolory rozjaśniały aurę tego miasta. Zamyśliłam się. Przypomniałam sobie wiele chwil spędzonych wraz z rodzicami. One już nie wrócą, choć cały czas odpychałam od siebie tę myśl. Próbowałam łudzić się, że to wszystko wróci, że ostatnie tygodnie to tylko długi koszmarny sen. Dlaczego to wszystko musiało spotkać właśnie mnie? Czym sobie na to zasłużyłam? W głowie miałam tysiąc pytań bez odpowiedzi.
         Żałowałam tych dni, kiedy było źle, kiedy bez większego powodu „rzucałam focha”, jak to nazwała mama. Była niesamowicie inteligentną kobietą, zawsze pomagała mi w trudnych chwilach, wspierała, pocieszała, kiedy byłam smutna, nigdy się ode mnie nie odwróciła. Była wręcz idealną mamą. Dlaczego nie zawsze potrafiłam to docenić? Dlaczego nie zawsze  pomagałam tacie, kiedy mnie o to poprosił? Był takim pracowitym człowiekiem, nigdy nie narzekał na ból, mimo że jego twarz mówiła coś innego. Wtedy ważniejsze dla mnie były reakcje i równania chemiczne, i czytanie tysięcy artykułów o doświadczeniach, o których przeciętny licealista nie ma zielonego pojęcia. A mnie to interesowało. I często było ważniejsze od rodziny. Jak…
         -Edi! Wszystko okej? – spytała ściszonym głosem Anita, wyrywając mnie z myśli. – Nie wyglądasz zbyt dobrze. Jesteś blada. Chcesz iść do pielęgniarki?
         -Co? Nie – początkowo nie wiedziałam, co mówię. – Wszystko jest dobrze. Chyba się na chwilę „zatrzymałam”.
         -Na chwilę? – wtrąciła Iza, która odzywała się bardzo rzadko, tylko wtedy, kiedy uznała, że to, co chce powiedzieć, jest ważne.
         To piętnastoletnia, bardzo nieśmiała dziewczyna. Trudno mi było nawiązać z nią kontakt, ale wiedziałam, że na pewno się zrozumiemy, ponieważ ona też straciła rodziców. Jej mama została brutalnie pobita przez ulicznych chuliganów, kiedy wieczorem wracała ze sklepu i ci napadli ją z rozkazem oddania wszystkich pieniędzy. Kiedy ta powiedziała, że nic im nie da, rzucili się na nią i zostawili na chodniku ledwie żywą. Lekarze walczyli o nią, ale rany były zbyt ciężkie, aby mogła przeżyć. Kilka lat później jej ojciec miał zawał. Iza była wtedy na imprezie urodzinowej. Dowiedziała się o tym dopiero po powrocie do domu. Od tamtej pory zamknęła się w sobie, nie chciała z nikim rozmawiać.
         -Nie było cię przez jakieś pięć minut! – stwierdziła, dość poważnie.
         -Serio? – spytałam, czując, że się czerwienię. Nie znoszę tego uczucia.
         -No, tak. Zastanawiałyśmy się, czy mamy cię „budzić”, ale gdzieś czytałam, że takie nagłe wyciąganie kogoś z myśli może być niebezpieczne – powiedziała Anita. – Więc poczekałyśmy jeszcze chwilę i Natalia trochę się przestraszyła. Kazała delikatnie cię „odmyślić”.
         Anita uwielbiała tworzyć nowe słowa, nawet takie, które nie mają większego sensu. Czasem było to śmieszne, bo niektóre z nich miały całkiem inne znaczenie od tego, które ona chciała im nadać.
         -Dzięki – popatrzyłam na moją siostrę. – Mogłabym tak cały dzień. Myśli pochłaniają dużą część mojego czasu.
         -To akurat zauważyłam – pokiwała głową Natalia.
         Wszystkie dziewczyny poza mną i moją siostrą wyszły do szkoły, która mieściła się w budynku obok. Kiedy tutaj przyjeżdżałyśmy, babcia ustaliła z kuratorem, że przez pierwszy tydzień nie będziemy chodzić do szkoły, abyśmy mogły oswoić się z nowym miejscem. Postanowiłyśmy wykorzystać ten czas. Poszłam do jednej z opiekunek i zapytałam, czy mogę skorzystać z telefonu.
         -Proszę bardzo - powiedziała z uśmiechem. - Pewnie chcecie zostać same - dodała, kiedy zauważyła, że za drzwiami czeka także Natalia.
         -Dziękujemy! - ucieszyła się, wchodząc do środka.
        Najpierw wybrałyśmy numer do babci. Była jedyną bliską osobą i bardzo za nią tęskniłyśmy.
         -Dobrze, że dzwonicie - usłyszałyśmy ciepły głos w słuchawce. - Mam dla was dobrą wiadomość. Ale może powiem wam o tym pojutrze, kiedy przyjadę.
         -Jaką wiadomość? - spytałyśmy niemal równocześnie, po czym roześmiałyśmy się.
         -Naprawdę chcecie wiedzieć? - spytała.
         -Skoro zaczęłaś, to musisz skończyć, bo inaczej nie damy ci spokoju - zagroziłam.
         -No dobrze. Więc chodzi o to, że rozmawiałam z jakimś człowiekiem z kuratorium, potem z właścicielami tego ośrodka, w którym jesteście i jeszcze kilkoma osobami z różnych instytucji, przedwczoraj wysłałam specjalne pismo do urzędu i dosłownie dziesięć, może piętnaście minut temu dzwonili do mnie z odpowiedzią, że...
         -Proszę cię, do rzeczy, bo zaczynam się denerwować - przerwałam, trochę zniecierpliwiona. - W życiu nie słyszałam tak długiego zdania.
         -No, już - mówiła dalej babcia. - Więc dzwonili do mnie z odpowiedzią, że możecie wrócić do domu, to znaczy zamieszkać ze mną. To znaczy wiecie, jeśli będziecie chciały, to nie widzę problemu, żebyście zamieszkały u siebie, w końcu nasze domy dzieli zaledwie dwadzieścia czy dwadzieścia pięć metrów, więc cały czas miałabym was na oku. Co wy na to?
         Przez chwilę nie odpowiadałyśmy, bo słuchawka wplątała się w długie włosy Natalii. Odpowiedź była oczywista i jednoznaczna.
         -Jasne, że wracamy - powiedziałam, kiedy uporałyśmy się z problemem. - Nie jest tutaj aż tak źle, ale jak to mówią, wszędzie dobrze, jednak w domu najlepiej, co nie?
         -No tak. Maciej, brat waszej mamy, który wrócił zza granicy na pogrzeb, obiecał, że w niedzielę przyjedzie razem ze mną. Mimo wszystko, na razie układa się coraz lepiej.
         -Ale fajnie - powiedziała z wielką radością moja siostra.
         Przez kolejne piętnaście minut rozmawiałyśmy właściwie o niczym ważnym, choć z drugiej strony właśnie takie pogawędki są najlepszym sposobem, aby nie myśleć  cały czas o tym, o czym niekoniecznie chciałoby się myśleć. Potem babcia stwierdziła, że ma jeszcze coś do załatwienia i musi kończyć, ale obie z Natalią podejrzewałyśmy, że ma już dość naszego gadania. Pożegnałyśmy się więc, a ponieważ ta opiekunka jeszcze nie wróciła, postanowiłam spróbować zadzwonić do Wiktorii. Dopiero w tamtej chwili zrozumiałam, jak bardzo mi jej brakuje, jak bardzo chciałabym z nią porozmawiać, wysłuchać jej długich historii, poradzić coś, nazwać „głupkiem” i chwilę później leżeć na łóżku i śmiać się bez powodu. Te wszystkie chwile przewinęły mi się przez krótką myśl.
         Nie życzyłam jej źle, ale ucieszyłaby mnie, gdyby z jakiegoś powodu nie poszła do szkoły. Niestety, telefon domowy odebrał pan Krzysiek, tata Wiktorii, który wychodził do pracy dopiero przed południem. Od razu poznałam jego charakterystyczny gruby głos, który zawsze kojarzył mi się z człowiekiem zamieszanym w jakieś morderstwo albo zamach terrorystyczny. W rzeczywistości to bardzo miła i inteligentna osoba, w pewnych sytuacjach nawet wrażliwa, choć pewna siebie i posiadająca własne zdanie. Kiedy Wiktoria powiedziała mu o moim skojarzeniu, popatrzył na mnie z poważną miną. Bałam się, że na mnie nakrzyczy albo wyrzuci z domu i zabroni Wiktorii przyjaźnić się ze mną. Ku mojemu zdziwieniu, pan Krzysiek powiedział:
         -W sumie masz rację. Rozpracowałaś mnie. Kilka lat temu byłem „szefem” pewnej akcji, której celem był napad na bank.
         Wiki omal nie zakrztusiła się wodą, którą akurat piła, a ja widząc, że jej tata powoli nie wytrzymuje powstrzymywania się od śmiechu, sama roześmiałam się, a sekundę później dołączyła do nas Wiktoria i jej mama.
         -Wyszła do szkoły – powiedział – ale wzięła ze sobą komórkę, może poczuje w kieszeni wibracje i odbierze.
         -Dziękuję panu. Do widzenia – pożegnałam się i wybrałam numer do Wiki. Dziękowałam losowi za to, że dane mi było otrzymać zdolność szybkiego zapamiętywania numerów telefonów.
         Usłyszałam pięć sygnałów, po czym dziwny szelest, jakby ktoś zgniatał kartkę, po czym głos Wiktorii: Słucham?
         Na sekundę odebrało mi mowę. Tak bardzo się za nią stęskniłam!
         -Cz… cześć – powiedziałam niepewnie. – Poznajesz mnie?
         -Edzia?! – Wiki chyba była zaskoczona. Mówiła szeptem, choć w tle słyszałam wiele innych osób.  – Ale się cieszę! Poczekaj chwilę, pójdę do łazienki, żeby nikt mnie nie nakrył.
         Następnie zwróciła się do nauczyciela, że musi koniecznie wyjść na chwilę do łazienki, bo przypomniała sobie, że zostawiła tam swój drogocenny pierścionek na przerwie i boi się, że ktoś go zabierze. Jej pomysłowość czasem mnie przerażała, ale dla niej częściej było to zaletą, choć zdarzało się, że miała z tego powodu kłopoty. Czekałam jeszcze dwadzieścia sekund.
         -No, już jestem. Ale mi zrobiłaś niespodziankę!
         -Nie będziesz miała przeze mnie kłopotów? – zmartwiłam się. W końcu była przewodniczącą i każdy, nawet najmniejszy wybryk mógł ją kosztować pozbawieniem funkcji „szefa”.
         -No coś ty. Jakby coś, to powiem, że… No, nieważne. Coś wymyślę. Lepiej mów, co tam u ciebie? Strasznie się za tobą stęskniłam! Mam ci tyle do opowiedzenia. Będę mogła do ciebie przyjechać w weekend albo w przyszły tygodniu? Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko… - nakręciła się. Za to tak bardzo ją lubiłam.
         -To chyba nie będzie konieczne – powiedziałam nieco tajemniczo. - Wiesz co? Mam pomysł. Napiszę ci wszystko w mailu. Zadzwoniłam, bo chciałam usłyszeć twój głos. A teraz bierz ten „drogocenny pierścionek” i wracaj na lekcję. Nie rozumiem, jak można chcieć opuszczać geografię. Nieładnie!
         Obie się roześmiałyśmy. Właśnie takie nasze rozmowy uwielbiałam.
         -No dobrze. Wracam na lekcję zła. Całuję mocno!
         -Ja ciebie też! Pa.
         Odłożyłam słuchawkę i w tej chwili otworzyły się drzwi i do środka weszła opiekunka, ta sama, która wyszła stąd dwadzieścia minut wcześniej. Podsłuchiwała? W sumie nie miałam nic do ukrycia, ale od zawsze ceniłam sobie prywatność i raczej nie byłoby to miłe z jej strony, gdyby cały ten czas stała pod drzwiami z nadstawionym uchem. Była dość młoda, ale wyglądała na inteligentną i nie wydawało mi się, aby była skłonna do podsłuchiwania cudzych rozmów.
         -Dziękujemy – zwróciłam się do niej. – Mam jeszcze jedną prośbę. Czy mogłabym napisać maila? Nie chciałam nikogo naciągać na rachunki telefoniczne, dlatego uznałam, że lepiej będzie drogą elektroniczną.
         Spojrzała na nas z lekkim uśmiechem.
         -Może i mogłabyś, ale niestety nie mamy dostępu do Internetu – a widząc nasze smutne miny, szybko mówiła dalej – lecz jeśli bardzo chcecie, to po drugiej stronie ulicy jest biblioteka, możecie tam iść, ale musicie mi obiecać, że nic a nic wam się nie stanie i będziecie ostrożne.
         -Obiecujemy! – powiedziałyśmy, znowu równocześnie.
         Pięć minut później przechodziłyśmy przez ulicę do niskiego, ale dość długiego budynku. Przedstawiłam siebie i Natalię bibliotekarce, powiedziałam, skąd przychodzimy i poprosiłam o możliwość skorzystania z Internetu. Kiedy usłyszała słowo „ośrodek”, zrobiła dziwną minę, następnie uśmiechnęła się i zaprosiła nas do środka. Biblioteka była ogromna, w każdym razie takie było moje pierwsze odczucie. Z prawej strony od razu rzuciło mi się w oczy małe pomieszczenie z czterema stanowiskami komputerowymi. Podeszłyśmy do jednego z nich.
         -Najpierw ty – oświadczyłam Natalii, która też chciała napisać do swojej przyjaciółki Joli.
         W czasie, gdy komputer uruchamiał się i Natalia z wielkim zapałem wciskała kolejne klawisze na klawiaturze, ja  rozglądałam się po bibliotece. Dostrzegłam dział „Detektywistyczne i kryminały” i od razu do niego podeszłam. Od dziecka interesowały mnie książki i filmy o tej tematyce. Mogłam tysiąc razy czytać o Holmes’ie czy Panu Samochodziku, ale nigdy by mi się to nie znudziło. Rozwiązywanie wielu zagadek było moją ulubioną częścią podczas czytania. Rzadko koncepcje, które według mnie mogły być prawdziwe, okazywały się słuszne. Z czasem nauczyłam się z większym dystansem podchodzić do każdego opisywanego wydarzenia i prawidłowo łączyć fakty. Dla większości moich znajomych to kompletne nudy, jednak dla mnie to fascynujące opowieści. W dzieciństwie marzyłam o zawodzie detektywa, z czasem moje pomysły przerodziły się w coś poważniejszego niż rozwiązywanie zagadek, jednak zamiłowanie do tych książek pozostało i pewnie pozostanie na zawsze.
         Wyciągałam różne książki i czytałam opisy na okładkach z tyłu, pytałam także pani bibliotekarki o te, które poleca i są najchętniej czytane. Dowiedziałam się od niej naprawdę dużo, wiedziałam, na jakie książki zwracać szczególną uwagę, a które raczej nie są jej godne. Nie wiem, ile minęło czasu, odkąd przyszłyśmy, ale wydawało mi się, że zajęłam go pani Krystynie o wiele za dużo. Podziękowałam jej za rady i poszłam sprawdzić, co u Natalii.
         -Już kończę – powiedziała uspokajająco. – Jeszcze się pożegnam i komputer będzie do twojej dyspozycji. Z drugiej strony nie rozumiem, dlaczego nie mogłabyś pisać na drugim komputerze.
         Stanęłam jak wryta. Zaczerwieniłam się i było mi trochę głupio, że to ona, a nie ja dokonała tego „niesamowitego” odkrycia. Nie chciałam dać tego po sobie poznać, dlatego musiałam znaleźć jakąś dobrą wymówkę.
         -Yyy… No niby tak, ale wiesz… chciałam zobaczyć, jakie są tutaj książki – rzekłam niepewnie. – Nasza biblioteka nie jest tak duża jak ta. Sama idź obejrzeć. Na pewno coś cię zaciekawi. Szukaj działu „Fantasy”.
         -Dzięki za radę – odpowiedziała. – No. Skończyłam. Komputer jest wolny. Proszę bardzo.
         -Dzięki – chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale ta pognała szukać poleconego przeze mnie działu. Wiedziałam, że jej się spodoba, bo za każdym razem, kiedy coś czytała, była to albo lektura szkolna, albo książka fantasy.
         Odwróciłam się do komputera. Zalogowałam się na swoje konto i kliknęłam na „Napisz nową wiadomość”.

Temat: Tęsknię!!!

Heeej!
            Musiałam napisać do Ciebie od razu, choć wiem, że przeczytasz to dopiero po powrocie ze szkoły. I tak nie mam nic lepszego do robienia (poza myśleniem). Tak, wiem, jak to brzmi. Ja i myślenie to dwa różne światy. Szczerze powiedziawszy niewiele pamiętam pierwsze dni tutaj, bo byłam w niezłym dołku, zresztą Natalia też. Właściwie gdyby nie ona, to nie miałabym po co i dla kogo żyć. Oczywiście poza Tobą (mam taką nadzieję!).
            No więc kiedy tu przyjechałyśmy, nie działo się nic szczególnego. Te wszystkie panie były takie miłe, ale ja byłam wtedy tak przybita, że nawet nie miałam siły się odezwać. Tylko się przedstawiłam. Razem z nami w pokoju jest jeszcze kilka innych dziewczyn. Z jedną z nich chyba się zaprzyjaźniłam. Ma na imię Anita. Znam ją tylko parę dni, ale wydaje się całkiem ok i w swoim życiu trochę przeszła, tak jak ja, a może nawet więcej. Rodzice jej nie chcieli, pili alkohol, ciągle się kłócili. Do tego miała pewną niezbyt miłą sytuację ze swoim chłopakiem. Ale o tym opowiem Ci już niedługo.
            Chyba domyślasz się, do czego zmierzam. Tak, wracamy! Babcia wszystko załatwia, możemy mieszkać u niej i normalnie żyć, chodzić do szkoły itp. Wiesz, co to oznacza? Że znowu będziesz musiała wytrzymywać moje towarzystwo! Obiecuję, że postaram się nie zrobić Ci obciachu tak jak wtedy, kiedy udawałyśmy pijane i szłyśmy środkiem drogi, śpiewając jakieś głupie piosenki. Pamiętasz? Najśmieszniejszy był moment, kiedy jakaś dziewczyna chciała wezwać policję. Dzisiaj się tego wstydzę, ale przyznaj, że fajnie jest powspominać te czasy, kiedy byłyśmy głupie!
            Wiesz… Po tym wszystkim, co się stało, jakoś nie umiałam zebrać myśli, pogodzić się z tym wszystkim. Prawdę mówiąc, dalej nie mogę, ale jest mi trochę łatwiej. Nie wiem, co spowodowało tę przemianę, ale nie myślę o tym aż tyle i nie jest to aż tak bolesne, jak na początku. Żałuję, że to nie ja jechałam tym samochodem, w końcu to mi zachciało się tego głupiego telefonu, który chcieli mi kupić jako prezent urodzinowy (btw. po powrocie muszę odpakować zaległe prezenty, jakoś wcześniej nie miałam do tego głowy, mam nadzieję, że mi pomożesz), ale czasu już nie cofnę. Niestety. Choćbym nie wiem jak bardzo chciała.
            Nie uwierzysz! Zaczęłam pisać pamiętnik! To dopiero kilka wpisów, ale po powrocie chcę go pisać dalej. To serio pomaga. Jakoś nigdy wcześniej nie mogłam się do tego przekonać, ale sytuacja wręcz mnie zmusiła. Chyba rozumiesz…
            Na maila nie musisz odpowiadać, bo i tak piszę z biblioteki i raczej już tutaj nie wrócę. Wiem, że średnio lubisz czytać, a długie historie Cię nudzą, ale wiesz, jaka jestem. Nie umiem tego opisać w kilku zdaniach. Wybacz! Kończę już, bo potem nie będę miała co opowiadać i znowu powiesz, że nie powinnam być taka cicha i nieśmiała. Wiesz, że z tym walczę i jestem na dobrej drodze.
            Do zobaczenia już niedługo! Kocham najmocniej na świecie!
            Edi.
Wyłączyłam komputer i poszłam po Natalię. Tak jak przypuszczałam – siedziała w czytelni pogrążona w czytaniu. Spojrzałam przez ramię – pięćdziesiąta druga strona! Kiedy ona zdążyła tyle przeczytać? Nie chciałam odciągać jej od lektury, ale musiałyśmy już wracać. Podziękowałam pani Krystynie za wszystko, także za możliwość pożyczenia książki Natalii bez konieczności zakładania karty czytelnika.
         Przepuściłam siostrę przez drzwi i powoli zeszłam ze schodów, nieświadomie cały czas patrząc na czubki swoich butów. Oczywiście nie było w nich nic ciekawego, były to zwykłe trampki, ale ja niewiele mogłam na to poradzić. Od zawsze byłam dziwnym człowiekiem i tak chyba zostanie mi do końca. Przynajmniej wyróżniam się wśród innych ludzi, nawet Wiktoria powiedziała kiedyś, że tą moją „inność” bardzo lubi i zawsze ją to ciekawiło.
         Kiedy spostrzegłam się, że nie patrzę przed siebie, podniosłam głowę i w jednej chwili znieruchomiałam. Natalii nigdzie nie było! Przeraziłam się, a te obawy, kiedy nie tak dawno bez niczyjej wiedzy urządziła sobie trening i zasłabła, wróciły. „Nie, to nie może być prawdą”, pomyślałam. Zaczęłam gorączkowo rozglądać się dokoła. To były najdłuższe trzy sekundy mojego życia. Niezmiernie się bałam. Nagle na zielonej ławce zauważyłam Natalię. Siedziała z pochyloną głową, ze splecionymi palcami, a po policzku powoli spływała łza. Podeszłam do niej i usiadłam. Ławka była wilgotna jeszcze po porannej mżawce.
         -Co jest grane? – spytałam zmartwiona.
         -Tak właściwie to nie wiem – odpowiedziała po długiej chwili. – Kiedy pisałam tego maila do Joli, zrobiło mi się tak jakoś smutno. Wiem, że potem czytałam książkę i wcale nie wyglądałam na smutną, ale… no wiesz. Fantasy zawsze wciągało mnie w inny świat.
         -Wiem, wiem – uśmiechnęłam się trochę nieszczerze. – Co napisałaś Joli?
         -Opowiedziałam jej o wszystkim, co się działo od czasu, kiedy się ostatnio widziałyśmy, czyli  od tego dnia, kiedy tutaj przyjechałyśmy – powiedziała smutno. – Wiesz, tak naprawdę chyba tylko ona jedna próbowała mnie zrozumieć. Inni powtarzali w kółko: „Współczuję ci, na pewno musi ci być ciężko”, ale nikt nie zapytał, czy chcę o tym pogadać, wypłakać się, nic. Zero zainteresowania. Tak serio to tylko Jola jest moją prawdziwą przyjaciółką.
         -Mam podobnie z Wiktorią – przerwałam, pewna, że skończyła mówić – i w sumie z Kubą. Tak naprawdę jedynie na nich mogę polegać. I doskonale cię rozumiem.
         -I dopiero dzisiaj, kiedy do niej pisałam – powiedziała, a mi zrobiło się głupio, że jej przerwałam – pojęłam, jak bardzo mi jej brakuje i jak mocno za nią tęsknię.
         -Już w niedzielę będziesz mogła się z nią zobaczyć – pocieszyłam siostrę. – To tylko dwa dni.
         Przysunęłam się bliżej i mocno ją przytuliłam. Wiedziałam, że tego bardzo potrzebowała. Zresztą ja też.
         -Okropnie brakuje mi mamy – powiedziała smutno. – Ona by coś poradziła, znalazła jakieś rozwiązanie. A tata… Od razu wziąłby kluczyki do samochodu i zawiózł mnie do Joli. Dlaczego to wszystko przytrafiło się akurat nam? Aż tak bardzo złymi córkami byłyśmy, że nie zasługujemy na rodziców?
         -Nie mów tak. To nie jest niczyja wina. A już na pewno nie twoja. Ty nic nie zrobiłaś, to mi zachciało się mieć ten telefon – mówiłam, coraz trudniej powstrzymując łzy. – Ale wiem, że nie mogę cały czas się winić, bo będzie tylko gorzej.
            -Ale dlaczego…?
-Widocznie tak miało być. Nie odwrócimy tego, co się stało…
-Niestety… - odpowiedziała Natalia i położyła głowę na moim ramieniu. – Dobrze chociaż, że mam ciebie.
-No właśnie. Tyle dobrego w złym.
Siedziałyśmy tak w długim milczeniu. Starałam się o niczym nie myśleć, bo słyszałam kiedyś, że złe emocje są przekazywane do osoby, która siedzi blisko. Nie chciałam robić tego siostrze, i tak była wystarczająco rozbita. W końcu zaczął padać deszcz, który przerwał te chwile milczenia.
-Chodź, bo zmokniemy – powiedziałam. Wstałam i pociągnęłam Natalię za rękę.
-Rozwiązała ci się sznurówka – zauważyła. – Zawiąż, bo możesz się przewrócić.
-Ee tam. Do ośrodka mamy przecież niedaleko. To tylko przejście na drugą stronę – uspokoiłam ją.
-Jak chcesz – powiedziała i bez rozglądania się weszła na ulicę. Jej krok był dość szybki, w mgnieniu oka znalazła się na chodniku.
Ja natomiast nigdzie się nie spieszyłam. Szłam powoli, obserwując Natalię. Nagle niespodziewanie stanęłam na rozwiązanej sznurówce i przewróciłam się. „Ale ze mnie niezdara”, mówiłam w myślach, próbując się podnieść. Okropny ból w kolanie. Straciłam równowagę. Natalia odwróciła się i zauważyła, że nie umiem sobie poradzić. Niezmiernie czegoś się przestraszyła i ruszyła mi na pomoc. Dopiero wtedy zauważyłam, że w moją stronę zmierza rozpędzony samochód. Serce biło mi niesamowicie mocno. Zaczęłam odpychać się w stronę chodnika, nie zważając na ból kolana.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam przed sobą przerażająco mocne światła reflektorów samochodu, zbliżającego się z drugiej strony.
-Edyta, nie! – krzyknęła przerażonym głosem Natalia. Tylko tyle zdążyłam usłyszeć.

Przeznaczenia nie da się oszukać, odnajdzie nas zawsze i wszędzie, nieważne jak bardzo staramy się przed nim skryć, ono odnajdzie swoją drogę.

2 komentarze: